Newsletter

Prawo dobre dla hycli

Anna Szybist, 29.10.2013
Według ostatniego raportu Najwyższej Izby Kontroli, co czwarte zwierzę w schronisku umiera, a 1/3 pieniędzy przeznaczonych na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami jest wydawana przez gminy nielegalnie

Według ostatniego raportu Najwyższej Izby Kontroli, co czwarte zwierzę w schronisku umiera, a 1/3 pieniędzy przeznaczonych na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami jest wydawana przez gminy nielegalnie. Smutno pisać o tym w Dniu Ustawy o Ochronie Zwierząt, który jednocześnie jest Dniem Kundelka (przyp. red. chodzi o 25.10).

Zgodnie z przewidywaniami organizacji prozwierzęcych, sama nowelizacja ustawy nie wystarczyła. Wiele gmin zignorowało przepisy i nieprawidłowo prowadzi ewidencję bezdomnych psów i kotów, co uniemożliwia śledzenie ich losów od momentu przewiezienia do schroniska (o ile w ogóle tam trafiają). Zwierzęta w wielu azylach nie mają zapewnionych podstawowych warunków do życia, a boksy są skrajnie przepełnione. NIK jednoznacznie rozpoczyna podsumowanie raportu: „Najwyższa Izba Kontroli ocenia negatywnie wykonywanie przez gminy i schroniska ustawowych zadań dotyczących ochrony zwierząt”.

Szalenie niepokojące jest to, że gminy często podpisują umowy o wyłapywaniu bezpańskich zwierząt z osobami do tego nieprzygotowanymi lub nieuczciwymi, które nie mogą zapewnić tym zwierzętom opieki. Połowa samorządów nie sprawdza też, co dzieje się ze schwytanymi psami i kotami. Aż 80 procent pieniędzy, które samorządy wydały na bezdomne zwierzęta, trafiło do najzwyklejszych w świecie hycli! Trudno się dziwić, że zwierzęta, za których złapanie i otoczenie opieką już zapłacono – znikają. Każdy pies i kot to przecież dochód dla hycla.

Może więc czas przypomnieć gminom, że życie to nie biznes? Przecież nietrudno udowodnić istnienie nielegalnych psich cmentarzysk.

Można śmiało powiedzieć, że wiele gmin ignoruje prawo, tłumacząc się niedoborami finansowymi. Po wejściu w życie nowelizacji ustawy samorządowcy mówili wprost, że nie wygospodarują środków na realizację przepisów.

Raport NIK informuje, że większość gmin nie podjęła żadnych działań na rzecz powszechnego oznakowania zwierząt. Mnie ta sytuacja nie dziwi: niektóre miasta musiały się wycofać z obowiązkowego czipowania psów z powodu niezgodności uchwał miejskich z Ustawą o ochronie danych osobowych. W związku z tym inne miejscowości nie podjęły nawet takich prób, aby uniknąć kłopotów z prawem. Zapominamy, że zaczipowany pies łatwiej zostanie odnaleziony, jeśli się zgubi, łatwiej też będzie udowodnić, kto ewentualnie celowo chciał go porzucić. Sprawę znacznie ułatwiłaby jedna ogólnopolska baza zwierząt. Dotychczas taka nie powstała.

Jest jednak i pozytyw – w Polsce wzrasta liczba adopcji czworonogów. Rośnie też liczba organizacji pozarządowych, które pomagają bezdomnym zwierzętom. To im i mediom zawdzięczamy wzrost świadomości społecznej oraz to, że sporo zwierzaków znalazło azyl w domach. Bardzo modne stało się zbieranie w czasie imprez rodzinnych karmy dla potrzebujących zwierząt – „zamiast kwiatów”. Więcej ludzi reaguje, gdy zauważą, że jakiś pies na wsi jest uwiązany na zbyt krótkim łańcuchu; coraz więcej osób ma odwagę mówić o tym głośno, a nawet powiadamiać odpowiednie służby. Niestety, często służby te nie mają pojęcia, jak wyegzekwować prawo.

Ustawa o ochronie zwierząt jest obowiązującym prawem, jak każda inna ustawa. Dlaczego łamie się ją z taką łatwością? O tym, że tak jest, świadczy nie tylko raport NIK, ale też ostatnie wydarzenia w Bohonikach na Podlasiu. Wspólnota muzułmańska, mimo obowiązywania nowych przepisów o zakazie uboju rytualnego, nie tylko dokonała takiego uboju w czasie Święta Ofiarowania, ale poinformowała wcześniej media, iż taki obrzęd będzie miał miejsce. Spowodowało to natychmiastową reakcję obrońców zwierząt i zakłócenie ceremonii.

Kary za łamanie ustawy wciąż są zbyt mało dotkliwe, a sama ustawa zbyt rzadko traktowana poważnie. Czeka nas jeszcze wiele lat edukacji, zanim ucywilizujemy się na tyle, aby wziąć pełną odpowiedzialność za los zwierząt.