Newsletter

Czesi przy wywróconym stoliku

Michał Zieliński, 28.10.2013
Najgorsze w historii Czech wyniki „tradycyjnych” partii lewicowych i prawicowych, triumf nowych partii populistycznych, duże rozdrobnienie sceny partyjnej i prawdopodobne problemy z utworzeniem stabilnej koalicji rządowej – oto krajobraz po zakończonych właśnie wyborach w Republice Czeskiej

Najgorsze w historii Czech wyniki „tradycyjnych” partii lewicowych i prawicowych, triumf nowych partii populistycznych, duże rozdrobnienie sceny partyjnej i prawdopodobne problemy z utworzeniem stabilnej koalicji rządowej –  oto krajobraz po zakończonych właśnie wyborach w Republice Czeskiej.

Przedterminowe wybory parlamentarne z 25 i 26 października to skutek upadku centroprawicowego rządu Petra Nečasa w czerwcu, po korupcyjno-obyczajowej aferze z szefową jego gabinetu w roli głównej. Wysiłki prezydenta Miloša Zemana, mające na celu utworzenie do czasu planowych wyborów w 2014 roku rządu technokratów z Jiřím Rusnokiem na czele, nie znalazły uznania czeskich parlamentarzystów i Izba Poselska dokonała samorozwiązania.

A  jednak zaskoczenie

Z 8,4 mln Czechów uprawnionych do głosowania przy urnach stawiło się 59 proc. O 200 miejsc w parlamencie walczyły 23 partie, choć w zasadzie od samego początku przesądzone były dwie sprawy: wygrana Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (ČSSD) oraz klęska rządzącej do niedawna Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS). Mimo tych sondażowych pewników, rezultaty wyborów zaskoczyły wielu obserwatorów czeskiej sceny politycznej.

Wyborczy wynik ČSSD – 20,5 proc. głosów – to rezultat znacznie poniżej średniej ostatnich sondaży (25,8 proc.) i najgorszy wynik tej partii od 1992 roku. Niewielkim chyba pocieszeniem dla socjaldemokratów jest fakt, że ich główny rywal po prawej stronie sceny politycznej – ODS – zanotował wynik wręcz katastrofalny (7,7 proc. wobec 35 proc. w 2006 r.) i niewiele brakowało, a podążyłby śladem polskiej Akcji Wyborczej Solidarność, która z partii rządzącej stała się formacją pozaparlamentarną. Obywatelska Partia Demokratyczna i Czeska Partia Socjaldemokratyczna dominowały na scenie politycznej od narodzin Republiki Czeskiej. O ile w 2006 roku ODS i ČSSD zdobyły łącznie ponad 3,6 mln głosów, cztery lata później zagłosowało na nie już tylko 2,2 mln wyborców. Obecny wynik – 1,4 mln głosów – to dowód postępującej niechęci Czechów do dotychczasowego establishmentu partyjnego.

Czarny koń Babisz

ČSSD po upadku rządu Nečasa przeżywała swój „złoty wiek” w sondażach opinii publicznej i u progu kampanii wiele wskazywało na to, że realne jest zdobycie nawet 1/3 głosów. W kilku badaniach zsumowane poparcie dla socjaldemokratów i komunistów zbliżało się do poziomu 50 proc., zapowiadając wielki triumf lewicy w wyborach i rysując perspektywę wspólnej koalicji. Dopiero na finiszu kampanii ČSSD wyraźnie osłabła, choć i tak ostatnie przedwyborcze sondaże dawały tej partii przeciętnie 26 proc. głosów. Jak się okazało, sondaże mocno przeszacowały poparcie dla tej formacji.

Absolutnym czarnym koniem czeskich wyborów okazała się założona przez miliardera Andreja Babisza partia ANO (początkowo Akcja Niezadowolonych Obywateli, potem ANO 2011). Ostatnie sondaże wskazywały co prawda, że Babisz jest na fali wznoszącej i jego ugrupowanie może nawet wyprzedzić komunistów, ale prawie 19 proc. głosów mało kto się spodziewał. Charakterystyczne, że tylko w przypadku ČSSD i ANO wyniki sondaży odstają znacząco od rezultatów głosowania. Z blisko 12 pkt proc. sondażowej przewagi ČSSD nad ANO na wyborczej mecie ostały się ledwo 2 pkt.

Nawet czescy politolodzy mają problem z określeniem ideowej tożsamości ANO. Jego twórca to potentat branży rolno-spożywczej i chemicznej, co zapewnia Babiszowi pozycję nr 2 na liście najbogatszych Czechów. Jest też zresztą dość znaczącym pracodawcą, zatrudniającym niemal 30 tys. rodaków w 200 przedsiębiorstwach na terenie kraju. Prorynkowe postulaty (obniżka podatków, cięcia w administracji) to jedyne w miarę konkretne propozycje jego nieokreślonej ideowo partii. Choć jeśli traktować poważnie współpracę ANO z Porozumieniem Liberałów i Demokratów na rzecz Europy, to nazwanie ANO partią liberalną wydaje się w jakiejś mierze uzasadnione. Tak czy inaczej, z uwagi na prowadzoną przez Babisza działalność gospodarczą, część obserwatorów obawia się jego wejścia do rządu i wskazuje na potencjalne konflikty interesów. Znana niechęć lidera ANO do polskiej żywności może z kolei zaowocować napięciami na linii Warszawa – Praga.

Realna miara kryzysu

Trzecią siłą polityczną stała się Komunistyczna Partia Czech i Moraw (KSČM), która o 4 punkty proc. poprawiła swój wyborczy wynik z poprzednich wyborów, otrzymując prawie 15 proc. głosów. Choć wynik ten, przewidziany trafnie przez sondaże, komuniści mogą niewątpliwie uznać za sukces. Nie jest on jednak najlepszym rezultatem tej partii po „aksamitnej rewolucji”. Na taką ewentualność wskazywały niektóre badania w trakcie kampanii, dające  KSČM nawet 20 proc. poparcia i szanse na utworzenie rządowej większości z socjaldemokracją. Choć koalicja z udziałem  KSČM jest teoretycznie nadal możliwa, wejście do rządu partii nieodcinającej się wprost od totalitaryzmu i negującej członkostwo Czech w NATO i UE zostałoby zapewne źle przyjęte przez opinię międzynarodową.

Osobista popularność niedoszłego prezydenta Karela Schwarzenberga uratowała konserwatywno-liberalną partię TOP 09 przed klęską, która stała się udziałem jej byłego koalicjanta – ODS. Wynik TOP 09 (12 proc.) jest co prawda wyraźnie gorszy niż 3 lata temu (16,7 proc), jednak umożliwił partii zdobycie pozycji najpoważniejszej siły po centroprawicowej stronie sceny politycznej. Miarą klęski ODS jest liczba zdobytych mandatów poselskich – 16, podczas gdy w minionej kadencji wynosiła ona 53, a w jeszcze wcześniejszej 81. Niewykluczone, że wobec kompromitacji ODS to właśnie TOP 09 Schwarzneberga zajmie na stałe pozycję lidera prawicy.

Szóstą partią, która weszła do parlamentu, jest „Świt Demokracji Bezpośredniej” (Usvit) założony przez pół-Japończyka Tomio Okamurę. Prawie 7 proc. głosów dla tego dość egzotycznego ugrupowania, które, mimo pochodzenia lidera, ma w swoim programie elementy rasistowskie, to wynik lepszy niż przewidywały przedwyborcze sondaże. Dwie populistyczne, opowiadające się przeciw tradycyjnemu podziałowi lewica – prawica, a więc w jakiejś mierze antysystemowe, partie – ANO i Usvit – zdobyły razem głos co czwartego Czecha. To realna miara kryzysu tradycyjnej sceny politycznej w tym kraju.

Najgorszy z możliwych wyników

Ostatnim ugrupowaniem, które przekroczyło 5 proc. próg wyborczy, jest Unia Chrześcijańskich Demokratów-Czechosłowacka Partia Ludowa (KDU-ČSL). To chadeckie ugrupowanie było przez długi czas trwałym elementem systemu partyjnego i wraca po niespełna 3 latach nieobecności do Izby Poselskiej z poparciem 6,8 proc.

Warto jeszcze odnotować całkowitą klęskę ugrupowania Partia Praw Obywateli – Zemanowcy (SPOZ), założonej w 2009 przez obecnego prezydenta Miloša Zemana. Ledwie 1,5 proc. głosów to upokarzający rezultat, biorąc pod uwagę choćby wynik czeskich Piratów (2,7 proc.). Zaskoczenie jest tym większe, że w sondażach partia oscylowała nawet wokół 5-proc. progu wyborczego, a w poprzednich wyborach do jego sforsowania partii zabrakło tylko 40 tys. głosów.

Tak rozdrobniony czeski parlament nie zapowiada stabilnej, bezkonfliktowej kadencji. Słowa socjaldemokratycznego senatora Jiří’ego Dienstibera: „To najgorszy z możliwych wyników. Rządu prawie nie da się utworzyć” – dobrze oddają nastroje w teoretycznie zwycięskiej ČSSD. Z powyborczej arytmetyki wynika nieubłaganie, że do utworzenia rządowej większości potrzeba poparcia co najmniej 3 partii. Kluczowe wydaje się zatem stanowisko ANO, choć jeśli traktować poważnie wypowiedzi jej lidera z okresu kampanii wyborczej, z góry należałoby wykluczyć jego wejście do koalicji z jakąkolwiek „tradycyjną” partią. Podobnie lider ČSSD zarzekał się, że z tak mało przejrzystym i bezideowym ugrupowaniem jak ANO rozmawiać nie zamierza. Kolejne dni mogą oczywiście szybko zrewidować te zapowiedzi.

Tak czy siak – chaos

Innym scenariuszem wydaje się sojusz socjaldemokratów, komunistów i Świtu Demokracji Bezpośredniej. Takie rozwiązanie byłoby najbardziej ryzykowne dla socjaldemokracji, która nie tylko musiałaby tłumaczyć się przed europejskimi partnerami z kłopotliwych koalicjantów, ale i w sporej mierze skorygować swój program, by zbliżyć go do postulatów znacznie radykalniejszych partii. Arytmetycznie możliwa jest również centroprawicowa koalicja: ANO 2011, TOP 09, ODS i KDU-ČSL, ale to chyba scenariusz najmniej prawdopodobny, z uwagi na silny opór prezydenta.

Nawet zakładając porozumienie dwóch zwycięskich ugrupowań – ČSSD i ANO – do parlamentarnej większości 101 głosów brakować będzie jeszcze 4 mandatów, stąd konieczność zaproszenia do koalicji trzeciego partnera i uformowania mniej czy bardziej egzotycznej ideowo koalicji. Prezydent Zeman już w trakcie kampanii zapowiedział, że wcale nie musi powierzać misji utworzenia rządu nielubianemu liderowi ČSSD. A to tylko dopełnia obrazu powyborczego chaosu i utrudnia snucie przewidywań co do kształtu przyszłego rządu Republiki Czeskiej.