Newsletter

POLEMIKA: Jak usprawnić budżet obywatelski

Marcin Gerwin, 28.10.2013
Dostajemy prezent, dzięki któremu będzie można błyskawicznie upowszechnić budżet obywatelski w Polsce. Dlaczego z tej okazji nie skorzystać?

Dostajemy prezent, dzięki któremu będzie można błyskawicznie upowszechnić budżet obywatelski w Polsce. Dlaczego z tej okazji nie skorzystać?

Około 30 miast w Polsce zdecydowało się już na wprowadzenie budżetu obywatelskiego – w ostatnich miesiącach dołączyły do tej grupy m.in. Gdańsk, Gdynia, Ostrołęka, Przemyśl i Rzeszów. Idea budżetu obywatelskiego zyskuje więc na popularności. W Polsce mamy jednak 2479 gmin. A to oznacza, że 98,8 proc. z nich budżetu obywatelskiego wciąż nie ma.

Warto ponadto wziąć pod uwagę, że w wielu miastach sposób organizowania budżetu obywatelskiego jest, delikatnie rzecz ujmując, uproszczony. Nie wszędzie wychodzi to dobrze, jak choćby w Sopocie, który wprowadził budżet obywatelski jako pierwszy, jednak przyjęte rozwiązania są w wielu punktach niskiej jakości. Są także miasta, jak Poznań, w których w ogóle nie powinno się używać nazwy „budżet obywatelski”, gdyż została w nich złamana podstawowa zasada, że o wyborze projektów decydują sami mieszkańcy (w Poznaniu projekty przechodzą wstępną selekcję merytoryczną, zanim zostaną poddane pod głosowanie).

W tym kontekście propozycja PSL, by wprowadzić budżet obywatelski do ustawy, a także by stał się on obowiązkowy (na poziomie co najmniej 1 proc. wydatków), może być bardzo istotnym krokiem naprzód. Sporym zaskoczeniem jest dla mnie jednak sceptycyzm, z którym pomysł ten został przyjęty przez część aktywistów miejskich. Dostajemy prezent, dzięki któremu będzie można błyskawicznie upowszechnić budżet obywatelski w Polsce, a także ustalić jego główne kryteria. Dlaczego z tej okazji nie skorzystać?

Nie w każdym mieście czy w gminie wiejskiej jest grupa wystarczająco zdeterminowanych mieszkańców, by udało się im przekonać prezydenta lub burmistrza do wprowadzenia budżetu obywatelskiego. Nie wszędzie radni są przychylni partycypacji. Często wręcz z niechęcią patrzą na udział mieszkańców w podejmowaniu decyzji, a rozwiązania, które proponują w ramach budżetu obywatelskiego, mogą być nietrafione i budzić irytację wśród mieszkańców. I tu właśnie ustawa może być bardzo pomocna.

Nie przekonuje mnie argumentacja, że skoro budżet obywatelski funkcjonował do tej pory na zasadach nieformalnych, to może nadal tak funkcjonować. Przydałoby się jednoznaczne rozstrzygnięcie w ustawie wielu wątpliwości prawnych, które dziś pojawiają się przy budżecie obywatelskim. Jak choćby tej, kto może brać udział w głosowaniu. Zgodnie z propozycją PSL-u, określone miałyby zostać jedynie ogólne ramy, a szczegółowe rozwiązania byłyby nadal ustalane lokalnie, z uwzględnieniem specyfiki danego miasta czy gminy wiejskiej. To dobry pomysł.

Ujęcie budżetu obywatelskiego w ustawie to przede wszystkim szansa, by w każdym z miast uwzględniane były podstawowe zasady dobrej praktyki – jak to, że mieszkańcy są włączeni w ustalanie lokalnych reguł budżetu obywatelskiego, że projekty nie są odrzucane przez urzędników zanim zostaną poddane pod głosowanie czy że pula środków wyodrębnionych na budżet obywatelski jest precyzyjnie określona. Są to kwestie, o które w niektórych miastach nie można się dziś doprosić, a przecież można je ująć w ustawie.

Dotychczasowa praktyka pokazuje, że w wielu przypadkach (nie we wszystkich) prezydenci miast i radni mają inne priorytety w ustalaniu zasad budżetu obywatelskiego niż mieszkańcy. Może im bowiem zależeć przede wszystkim na efekcie wizerunkowym i promocyjnym, natomiast mieszkańcy mogą mieć na uwadze efektywne wydawanie wspólnych środków, długookresową wizję rozwoju miasta czy budowanie więzi w lokalnej społeczności. Nie zostawiałbym więc wszystkich zasad budżetu obywatelskiego do ustalenia przez prezydenta miasta czy radnych, tak samo jak nie chciałbym, aby ustalali sami dla siebie lokalną ordynację wyborczą. Ustawa powinna po prostu zabezpieczać dobro mieszkańców.

Dla wielu osób kontrowersyjne może być to, że budżet obywatelski miałby być obowiązkowy. Warto tu jednak zwrócić uwagę, że miałoby to dotyczyć wyłącznie 1 proc. wszystkich wydatków. O całej reszcie, o 99 proc. wydatków, mogliby nadal decydować prezydent miasta i radni, choć są pieniądze, które w całości należą do mieszkańców. Możliwe jest jednak jeszcze inne rozwiązanie: uruchamianie budżetu obywatelskiego na wniosek 10 proc. mieszkańców gminy. Dzięki temu można byłoby uniknąć sytuacji, w której prezydent miasta blokuje rozwój demokracji lokalnej, a jednocześnie nie byłoby przymusu wprowadzania tego budżetu. A gdyby mieszkańcy chcieli zrezygnować z budżetu obywatelskiego, również mogliby to zrobić. Poprzez referendum lokalne.

Oczywiście, nie mam złudzeń, że przepisy ustawowe mogą okazać się klapą. Wszystko zależy od tego, co się w nich znajdzie. Już na samym wstępie nie podoba mi się, że PSL wysłał projekt ustawy o budżecie obywatelskim do konsultacji najpierw z korporacjami samorządowymi, m.in. ze Związkiem Miast Polskich, zamiast wysłać go równolegle do organizacji społecznych w całej Polsce, które zajmują się tą kwestią. Nie zmienia to jednak mojej oceny, że ustawa jest w ogóle potrzebna, a kierunek działania PSL-u właściwy.

*dr Marcin Gerwin – z wykształcenia politolog, specjalista ds. zrównoważonego rozwoju, współzałożyciel Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej. Z inicjatywy SIR Sopot wprowadził budżet obywatelski jako pierwsze miasto w Polsce