Newsletter

Miejska re-industrializacja i jej wrogowie

Krzysztof Nawratek, 24.10.2013
Musimy odbudować podmiotowość naszych miast. Pora wyzwolić mieszkańców z niewoli banków i korporacji oraz włączyć ich w życie miasta

Strona 1

Musimy odbudować podmiotowość naszych miast. Pora wyzwolić mieszkańców z niewoli banków i korporacji oraz włączyć ich w życie miasta

Dyskusja na temat re-industrializacji powoli nabiera w Polsce rumieńców. Temat, który jeszcze jakiś czas temu był traktowany jak dziwactwo, dziś przez poważnych polityków i publicystów jest uznawany za istotny. Nie znaczy to oczywiście, że istnieje w Polsce (czy gdziekolwiek indziej) powszechne poparcie dla re-industrializacji. Z odmiennych perspektyw reindustrializację krytykują publicyści „konserwatywni”, przywiązani do neoliberalnego modelu miasta z lat 80. i 90. ubiegłego stulecia, oraz „postępowi”. Ci drudzy jeszcze niedawno byli zafascynowani ideą „klasy kreatywnej”, a dziś raczej są zwolennikami „trzeciej rewolucji przemysłowej”, przekonanymi o potędze nowych cyfrowych technologii, zafascynowanymi drukiem 3D i ideą zdecentralizowanej „neo-industrializacji”.

Polityczne narzędzie, czyli powrót do mitu

Z drugiej strony, polscy zwolennicy re-industrializacji – od Jarosława Kaczyńskiego, przez Adama Gierka po Janusza Palikota – snują wizje co najmniej naiwne, wyobrażając sobie ją jako prosty powrót do fabryk, ich odbudowę. Najpoważniejszą w tej kwestii propozycję przedstawiło Polskie Lobby Przemysłowe. W stosunku do niej pomysły wymienionych polityków wydają się być jedynie zwulgaryzowanym powtórzeniem (oczywiście, zwykle dokładają oni do swych tez słowo „innowacyjne”, by nie powstało wrażenie, że chcą powrotu do początków XX wieku).

Nie do końca wiadomo jednak, gdzie te fabryki miałyby wrócić. Nie wiadomo też, czy miałyby powstawać nowe klastry przemysłowe na terenach niezagospodarowanych (lub też rozwijające tereny użytkowane przez specjalne strefy ekonomiczne), czy raczej przemysł miałby wrócić tam, gdzie przez ostatnie pięćdziesiąt lat się znajdował, czyli do miast. Wydaje mi się, że zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy re-industrializacji nie do końca wiedzą, o czym mówią i jak ów „powrót przemysłu” miałby rzeczywiście wyglądać. Re-industrializacja jest wciąż bardziej politycznym narzędziem odwołującym się do mitu modernizacji (w tle mającym początek rządów Edwarda Gierka albo COP i II RP) niż poważną propozycją zmiany paradygmatu gospodarczego.

Nie wyrzucajmy przemysłu z miast

W czerwcu ubiegłego roku byłem współorganizatorem konferencji „Re-industrialisation and a progressive urbanism” na uniwersytecie w brytyjskim Plymouth, gdzie o powrocie przemysłu do miast dyskutowali naukowcy z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii (efektem będzie publikacja, planowana również w języku polskim). Relacja pomiędzy miastem a przemysłem wydaje się wciąż niezwykle ważna – nie tylko dlatego, że miasta rozwinęły się w ciągu ostatnich 150 lat właśnie ze względu na przemysł, a wciąż rosnące miasta-regiony w Chinach są ściśle związane z rozwojem przemysłu w tym kraju.

Miasta europejskie, szczególnie polskie, albo jeszcze niedawno były miastami przemysłowymi, albo wciąż są bogate w tereny (po)przemysłowe. Wspomniany raport Polskiego Lobby Przemysłowego zwraca uwagę na dwie bardzo ważne kwestie.

Po pierwsze, uzbrojenie terenów przemysłowych jest od 4 do 6 razy droższe niż obszarów pod budownictwo mieszkaniowe – dlatego pochopne rezygnowanie z przemysłu w miastach, jak to się dzieje na przykład na terenach byłych zakładów mechanicznych Ursus w Warszawie, jest marnotrawstwem, by nie powiedzieć: głupotą.

Drugim problemem jest ścisły związek przemysłu z badaniami naukowymi. Nie ulega wątpliwości, że współczesna gospodarka jest i będzie gospodarką opartą na wiedzy. To mantra powtarzana niemal przez wszystkich zwolenników rozwoju tzw. „przemysłów kreatywnych” czy „neourbanizacji”. „Wiedza” jest tu często rozumiana bardzo wąsko, niemal jako zabawy programistów i designerów.

Trzy rodzaje wiedzy

Dobrze byłoby więc odwołać się do typologii, którą stosuje profesor Bjorn Asheim w swoich badaniach nad klastrami technologicznymi i przemysłowymi. Mówi on o wiedzy analitycznej – czyli wiedzy „czystej”, abstrakcyjnej i takiej, która łatwo może być zdigitalizowana. Wiedza analityczna powstaje przede wszystkim w laboratoriach.

Drugim rodzajem wiedzy jest wiedza syntetyczna. To wiedza „inżynierska”, powstająca wówczas, gdy wiedza „abstrakcyjna” zderza się z „życiem”. Ten rodzaj wiedzy ma kluczowe znaczenie w dyskusji o re-industrializacji, dotyczy bowiem styku badań w ośrodku badawczym z wdrożeniem do produkcji. Raport PLP pokazuje dramatyczny spadek liczby instytutów badawczych w Polsce, ich niedofinansowanie oraz zamienianie polskich zakładów przemysłu na montownie gotowych produktów z podzespołów wytwarzanych i testowanych za granicą. Brak innowacji w Polsce jest więc ściśle związany z upadkiem zakładów przemysłowych.

Trzeci rodzaj wiedzy, o którym pisze Asheim, to wiedza symboliczna, związana z kulturą i bezpośrednimi relacjami międzyludzkimi (powołują się na nią zwolennicy „nowej urbanizacji” tacy jak Richard Florida).