Newsletter

Jak „zamordować” budżet obywatelski

Przemysław Filar, 22.10.2013
Jak uśmiercić rodzącą się dobrą praktykę, zwiększającą partycypację obywateli? Ubrać ją w ramy ustawy

Jak uśmiercić rodzącą się dobrą praktykę, zwiększającą partycypację obywateli? Ubrać ją w ramy ustawy. Takiego „mordu” chce dokonać PSL, zgłaszając projekt ustawy o budżecie obywatelskim

1.
Działalność polityczna Polskiego Stronnictwa Ludowego kojarzyć się może obywatelom różnie: ze wsparciem obszarów wiejskich, walką o dotacje dla rolników etc. Ale na pewno nie z promowaniem idei budżetu obywatelskiego. Nagle, ni stąd, ni zowąd, PSL chce ustawowo zapisać obowiązek wprowadzenia budżetu obywatelskiego w gminach powyżej 5 tys. mieszkańców.

Jest jasne, że ludowcy zgłaszają projekt ustawy na fali rosnącej popularności budżetu obywatelskiego. Rzecz w tym, że – przykładowo – Instytut Obywatelski (ale także inne organizacje i think tanki) już co najmniej od 2 lat jeździ po Polsce i spotyka się z mieszkańcami i samorządowcami, namawiając oraz pomagając wcielać w życie budżet partycypacyjny.

Więcej, kilka miesięcy temu w ramach działalności Instytutu, opublikowaliśmy raport „Budżet partycypacyjny. Krótka instrukcja obsługi”, w którym opisujemy krok po kroku teoretyczne założenia tego obywatelskiego instrumentu. Jeszcze wcześniej, przygotowując raport „Miasto w działaniu. Zrównoważony rozwój z perspektywy oddolnej” poświęciliśmy cały rozdział miejskiej demokracji.

Dlaczego więc dziś, zapyta ktoś, nie cieszymy się z inicjatywy polityków PSL?

2.
Po pierwsze, dwa lata temu Kongres Ruchów Miejskich obradujący w Łodzi zaproponował wprowadzenie budżetu obywatelskiego w polskich miastach. Na drzwiach ratusza przybito Tezy Miejskie, wśród których znalazł się i ten postulat. Symbolicznie chcieliśmy zreformować biurokrację, która nie dostrzegała w obywatelu suwerena. Była tak daleko od zwykłych spraw ludzi, jak niekiedy bywa polski Sejm. Wtedy nikt się jeszcze nie spodziewał, że ten nowatorski pomysł zostanie podchwycony przez mieszkańców i lokalnych działaczy. Że coraz częściej znajdziemy go w agendzie polityki miejskiej. Zresztą: nie tylko w wielkich miastach, gdzie go proponowano na samym początku, ale i w mniejszych ośrodkach. Wtedy też zrozumieliśmy, że nie ma sensu pisać ustawy do czegoś, co przeradza się w dobrą i powszechną praktykę.

Dziś przychodzi czas, by pewne rozwiązania przeanalizować i zabrać się do podsumowań. A tu wniosek jest przede wszystkim taki: każdy budżet ma swoją specyfikę. Są budżety bliższe dzielnicom albo ogólnomiejskie. Są inwestycje „twarde”, infrastrukturalne, ale są i społeczne, „miękkie”. Krótko: przystępując do wprowadzenia budżetu obywatelskiego, kluczowy jest kontekst lokalny. Ważna jest specyfika miasta i specyfika danej wspólnoty. Nie ma budżetu „w ogóle”, jest budżet Sopotu, Krakowa czy Kalisza.

Jasne, że budżet obywatelski, szczególnie przed wyborami samorządowymi, będzie tylko zyskiwać na sławie. Sęk w tym, czego zdaje się nie rozumieć PSL, że ilość nie przechodzi czasami w jakość. Dlatego dziś działacze miejscy, którzy niegdyś wystąpili z tym postulatem, cały czas zastanawiają się, co ulepszyć? Jak namówić mieszkańców do większej aktywności? Jak sprawić, żeby – szczególnie w pierwszych latach – budżet pełnił rolę edukacyjną dla mieszkańców, ale i urzędników?

Jednak spektakularny sukces budżetu obywatelskiego (nawet ponad 100 tysięcy głosów w jednym mieście!) pokazuje jedno: nie trzeba pisać ustawy. Nie trzeba zmuszać do wprowadzania budżetu obywatelskiego. Budżet, co w Polsce rzadkie, dlatego tym bardziej cenne, staje się dobrą praktyką. Ba, dziś jest już obciachem, gdy prezydent X lub burmistrz Y mówi, że nie wprowadzi budżetu obywatelskiego. Co więcej, mamy nadzieję, że ci politycy i działacze samorządowi, którzy sprzeciwiają się budżetowi partycypacyjnemu, spotkają się z zasłużoną wdzięcznością mieszkańców w czasie najbliższych wyborów samorządowych.

3.
O czym przekonujemy się zawsze, gdy spotykamy się z mieszkańcami miast i miasteczek, to fakt, że budżet obywatelski jest dobrym narzędziem zbliżającym magistrat do miasta. Ale i obywateli do urzędników. Za to „dekretowanie” budżetu w ustawie to zawracanie kijem Wisły. Bo jak zostaną zapisane różnice pomiędzy potrzebami kołobrzeżan i krakowian? Czy stworzyć odrębny paragraf dotyczący byłych stolic województw? A może należy zapisać osobne akapity dla miast leżących w aglomeracjach, gdzie głosować chcą zameldowani na przedmieściach?

Wygląda na to, że mamy w Polsce za mało ustaw, skoro posłowie chcą napisać kolejną. I to akurat w obszarze, gdzie obywatele doskonale dają sobie radę sami, dochodząc krok po kroku swojego „prawa do miasta”. Właściwie widzimy tylko jeden plus tej inicjatywy: także politycy PSL zauważyli, że trzeba rozmawiać o polityce miejskiej. Do tej pory w tej kwestii zachowywali raczej „godne milczenie”.

*Przemysław Filar – prezes, założyciel Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia, administrator Forum Polskich Wieżowców; organizator, wraz z Radą Miasta Wrocławia i Towarzystwem Urbanistów Polskich, debat o planowaniu przestrzennym, transporcie, pomnikach oraz aglomeracji.

*Jarosław Makowski – filozof, teolog, szef Instytutu Obywatelskiego