Newsletter

Krusząc kryształowe sfery

David Orrell, 22.10.2013
Jak to się dzieje, że nawałnice w gospodarce wciąż nas zaskakują?

Strona 1

Jak to się dzieje, że nawałnice w gospodarce wciąż nas zaskakują? Być może wytłumaczenie polega na tym, że takie koncepcje, jak egocentryczny homo economicus, mają jeszcze mniej wspólnego z krążeniem pieniądza niż geocentryczne okręgi z krążeniem planet

Ekonomię można postrzegać jako matematyczny model świata. Podobne konstrukcje są interesujące, ponieważ z reguły zawierają w sobie jakąś zakodowaną narrację na temat rzeczywistości. Dlatego modele – a zwłaszcza założenia, na jakich je zbudowano – potrafią nam wiele powiedzieć o tym, jak patrzymy na świat i jak postrzegamy samych siebie.

W greckim kosmosie

Za wczesny przykład może tu służyć grecki model kosmosu, wsparty na dwóch podstawowych założeniach. Pierwsze polegało na tym, że ciała niebieskie poruszają się po okręgach, uważanych za formy najdoskonalsze i najbardziej symetryczne. Drugie założenie mówiło, że punktem centralnym tychże okręgów jest Ziemia. Zgodnie z poglądem Arystotelesa planety i gwiazdy uważano za zatopione w kryształowych sferach, które obracały się wokół nas z różnymi prędkościami.

Oczywiście dziś wiemy, że oba założenia rozmijały się z rzeczywistością. To jednak nie przeszkodziło temu modelowi cieszyć się uznaniem przez tysiąc lat z okładem – przejął go Kościół i dopiero w epoce Renesansu nastąpił jego zmierzch. Jakim sposobem zachował żywotność przez tak długi czas?

Główny składnik sukcesu greckiego modelu kosmosu zasadzał się na tym, że można było za jego pomocą formułować dokładne prognozy tak ważnych zdarzeń jak zaćmienia słońca. W czasach, gdy wierzono we wpływ ruchu ciał niebieskich na bieg ludzkich spraw, był to imponujący popis potęgi matematyki, jak również źródło poczucia porządku i stabilności we wszechświecie (nasza chęć przewidywania przyszłości idzie w parze z pragnieniem życia w zrozumiałym świecie).

Kolejne uzasadnienie łączy się z estetyką i faktem, że – jak to ujął Arystoteles – „człowiek jest zwierzęciem politycznym”. Między postrzeganym ładem wszechświata a porządkiem społecznym istniała wyraźna analogia. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku modelu kosmosu, greckie społeczeństwo także miało strukturę szeregu koncentrycznych kręgów; u podstawy znajdowali się niewolnicy; wyżej, zgodnie z porządkiem wznoszącym, wyzwoleńcy, obcokrajowcy i rzemieślnicy – aż po niepracującą, wyższą klasę posiadaczy ziemskich. Tylko mężczyźni należący do tej ostatniej grupy mogli pełnić rolę obywateli i to oni doglądali całości z góry niczym gwiazdy na firmamencie (kobiety nie brały udziału w życiu politycznym i przejmowały przynależność klasową od swych męskich partnerów).

Rysy na modelu

Model wszechświata sugerujący, że wszystko ma swoje naturalne miejsce w pięknym, rządzonym prawami geometrii kosmosie, sprzyjał wobec tego podtrzymaniu status quo. Z pewnością jawił się jako atrakcyjny opływającej w wygody klasie mężczyzn, którzy sprawowali władzę w starożytnych Atenach, a później także Kościołowi katolickiemu.

Pierwsze rysy na modelu pojawiły się w 1543 roku, kiedy Mikołaj Kopernik wysunął tezę, że to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie na odwrót. W 1577 roku duński astronom Tycho Brahe zaobserwował kometę przelatującą pomiędzy planetami; jeśli kryształowe sfery Arystotelesa faktycznie by istniały, kometa niechybnie by je skruszyła. Wreszcie, w 1687 roku, Isaak Newton połączył teorię ruchu planet Keplera z wynikami studiów Galileusza nad ruchem spadających obiektów i sformułował swoje trzy zasady dynamiki oraz prawo grawitacji. Statyczne okręgi klasycznej geometrii zastąpiono dynamicznymi równaniami, które odznaczały się odmienną, ale równie silną estetyką.

Praca Newtona stworzyła szablon wykorzystywany przez naukowców do dzisiaj. Aby zrozumieć jakiś system i móc formułować prognozy, trzeba rozłożyć całość na czynniki pierwsze, znaleźć rządzące nimi równania matematyczne, a następnie siąść do obliczeń prowadzących do wyniku.

Mechanika racjonalna

W chemii i fizyce takie mechaniczne podejście okazało się działać wyśmienicie. Newton miał jednak wątpliwości, czy równie dobrze sprawdziłoby się w innych obszarach. Kiedy stracił większą część swego majątku w następstwie pęknięcia bańki spekulacyjnej na akcjach Kompanii Mórz Południowych, zastrzegł: „Potrafię ująć w obliczenia ruch ciał niebieskich, ale nie ludzkie szaleństwo”. Niemniej jednak w XIX wieku ekonomiści zdecydowali się iść naprzód. Rezultat ich pracy, znany jako ekonomia neoklasyczna, wspiera się na bezpośredniej inspiracji „racjonalną mechaniką” Newtona. Jako model matematyczny odcisnął on na społeczeństwie zapewne nie mniejszy wpływ niż grecki model w zamierzchłej przeszłości.

Aby zmatematyzować gospodarkę, ekonomiści musieli oczywiście przyjąć mnóstwo upraszczających założeń, które narzuciły systemowi swoisty rodzaj symetrii. Nikt co prawda nie twierdzi, że te założenia są do końca prawdziwe, ale z pewnością okazały się nadzwyczaj doniosłe; uformowały sposób, w jaki postrzegamy gospodarkę, a zatem również określiły jej kształt.