Newsletter

Polityczna chemia pokojowego Nobla

Paulina Biernacka, 15.10.2013
Opinie na temat słuszności przyznania Nobla OPCW są podzielone. Decyzja Norwegów może jednak pomóc w rozbrojeniu jednego z najbardziej krwawych współczesnych dyktatorów

Opinie na temat słuszności przyznania Nobla OPCW są podzielone. Decyzja Norwegów może jednak pomóc w rozbrojeniu jednego z najbardziej krwawych współczesnych dyktatorów

W historii Pokojowej Nagrody Nobla nieraz już zdarzało się, że i społeczność międzynarodowa, i sam laureat byli skonsternowani decyzją norweskich parlamentarzystów. W 1973 roku przyznano ją sekretarzowi stanu USA Henry’emu Kissingerowi i wietnamskiemu generałowi Le Duc Tho za wysiłki na rzecz pokoju w Wietnamie – choć wojna wciąż się tam toczyła. Generał, jako jedyny w historii, nagrodę zwrócił.

Do dziś krytykowana jest też decyzja o przyznaniu Nobla Jaserowi Arafatowi, Szimonowi Peresowi oraz Icchakowi Rabinowi w 1993 roku, kiedy na Bliskim Wschodzie rozpoczął się tzw. proces pokojowy. Minęło 20 lat, a końca tego procesu nie widać.

Do grona kontrowersyjnych noblistów należy też prezydent USA Barack Obama, który w 2009 r. odebrał nagrodę za „niezwykłe wysiłki na rzecz wzmocnienia dyplomacji międzynarodowej oraz współpracy pomiędzy narodami”.

Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (Organisation for the Prohibition of Chemical Weapons, OPCW), laureat tegoroczny, to 25. instytucja nagrodzona przez Komitet Noblowski. Dotychczas była mało znana, a zajmuje się egzekwowaniem zapisów Konwencji o zakazie broni chemicznej z 1997 r. Szefem OPCW jest Ahmet Uzumcu, wytrawny turecki dyplomata, nad medialny rozgłos przedkładający skuteczne działania za zamkniętymi drzwiami. Publicznych występów unikał nawet wówczas, kiedy jego organizacja odegrała kluczową rolę w zawarciu porozumienia amerykańsko-rosyjskiego w kwestii rozbrojenia Syrii, co zapobiegło atakowi USA na arsenały chemiczne Damaszku.

Ale głosy na temat słuszności przyznania Nobla OPCW są podzielone. Angela Kane, odpowiadająca za politykę rozbrojenia w ONZ oraz prowadząca śledztwo w sprawie barbarzyńskiego użycia broni chemicznej przez prezydenta Syrii Baszara Assada przeciwko cywilom 21 sierpnia, uważa, że Alfred Nobel byłby dumny z tegorocznego wyboru. Ponownie bowiem Komitet uhonorował instytucję zajmującą się rozbrojeniem, postępując zgodnie z założeniami, którymi kierował się fundator nagrody.

Przeciwnego zdania jest Ryan C. Crocker, były ambasador USA w Afganistanie, Iraku i Syrii, przekonany, że OPCW nie zapewni pokoju Syrii. Bo to nie broń chemiczna decyduje o kontynuowaniu działań wojennych przez Assada (i właśnie z tego powodu prezydent Syrii zgodził się na jej oddanie).

Decyzja Komitetu Noblowskiego zaskoczyła głównie dlatego, że OPCW jest w trakcie nadzorowania rozbrojenia Syrii, a ostatnią pożądaną rzeczą w takiej sytuacji jest rozgłos. Świadczy o tym choćby zamach na miejsce pobytu inspektorów organizacji, którego dokonano tuż po ogłoszeniu decyzji o tegorocznym pokojowym Noblu.

Decyzją Komitetu Noblowskiego wzburzeni są sami Syryjczycy, którym nie podoba się idea promowania OPCW, gdy większość ofiar wojny domowej w Syrii zginęła od broni konwencjonalnej, przede wszystkim w wyniku ataków z powietrza oraz ostrzału artyleryjskiego i rakietowego. Na jedną osobę zmarłą od broni chemicznej przypada 100, które straciły życie w wyniku ataków bronią konwencjonalną.

Natomiast dawanie komuś Nobla za rozbrojenie chemiczne dwa miesiące po tym, jak od tej broni tylko w jednym ataku zginęło ok. 1400 osób, Syryjczycy odbierają jak szyderstwo losu – chociaż trudno cokolwiek w tej kwestii zarzucić OPCW, która przecież w tamtym czasie nie miała mandatu do działania w Syrii.

Decyzję Komitetu Noblowskiego tak tłumaczy jego przewodniczący Thorbjorn Jagland: – Nie przyznaliśmy Organizacji nagrody za rozbrajanie Syrii, które rozpoczęło się zaledwie dwa tygodnie temu. Przyznaliśmy ją za 15 lat działalności OPCW, jej drobiazgowej pracy, która odbywała się z dala od kamer i doprowadziła do rozbrojenia ok. 80 proc. „zadeklarowanych” arsenałów broni na całym świecie.

Jagland nie ma łatwego zadania: świat wciąż pamięta fatalnego Nobla dla Obamy z 2009 roku i oczekuje wypunktowania zasług laureata.

Pokojowa Nagroda Nobla dla Organizacji ds. Zwalczania Broni Chemicznej nie przyniesie pokoju Syrii. Organizacja ta ma jednak dużą szansę na zrealizowanie ryzykownego projektu rozbrojeniowego w miejscu, w którym wiele bardziej znanych organizacji „utrzymujących pokój” radzi sobie nad wyraz kiepsko. Być może również łatwiej teraz jej będzie zebrać niezbędne do tego fundusze.

A wygląda na to, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. 9 października Ahmet Uzumcu podkreślał, że jak do tej pory syryjskie władze współpracują poprawnie z 15 inspektorami, którzy rozpoczęli wizytację miejsc składowania broni w Syrii. Uzumcu twierdzi, że największym wyzwaniem dla Organizacji będzie zakończenie prac w bardzo krótkim czasie, który został wyznaczony w trakcie uzgodnień pomiędzy USA i Rosją.

*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykłada w Collegium Civitas.