Newsletter

Syndrom Hannah, czyli bezradność stażysty

Marzena Haponiuk, 15.10.2013
Staże i praktyki, także nieodpłatne, są potrzebne i pracodawcom, i młodym ludziom wchodzącym na rynek pracy. Ale powinny być organizowane na uczciwych zasadach i uczyć konkretnych umiejętności

Staże i praktyki, także nieodpłatne, są potrzebne i pracodawcom, i młodym ludziom wchodzącym na rynek pracy. Ale powinny być organizowane na uczciwych zasadach i uczyć konkretnych umiejętności

„Bardzo mi przykro, że nie chce już się pani niczego więcej od nas nauczyć”. Taką odpowiedź na pytanie o szansę na zatrudnienie, po dwóch latach odbywania bezpłatnego stażu, otrzymała 26-letnia Hannah, bohaterka amerykańskiego serialu „Girls”. Została do tego kroku przymuszona decyzją rodziców. Po dwóch latach od ukończenia przez córkę studiów postanowili bowiem przestać ją utrzymywać.

Kłopoty Hannah – typowej przedstawicielki pokolenia Y, w Stanach Zjednoczonych nazywanych „millenialsami” – nie wynikały tylko z jej inercji. Po części była też efektem nieuczciwych praktyk stosowanych przez szefa wydawnictwa, w którym od dwóch lat odbywała bezpłatny staż. Chciała zostać pisarką, a wydawnictwo jawiło się jej jako przepustka do kariery.

Nic za darmo?

Przypadek Hannah to przykład ciemnej strony systemu stażowego, znanego z większości rozwiniętych gospodarek. System ten rozkwitł w 2009 r., gdy kryzys gospodarczy rozszalał się już na dobre. Na złą kondycję finansową wielu gospodarek nałożyło się wtedy wejście na rynek pracy licznego pokolenia dzieci osób zaliczanych do generacji baby boomers, czyli urodzonych w pierwszym powojennym dwudziestoleciu.

Sprzyjało to rozpowszechnieniu się praktyki „niepłatnego zatrudniania” młodych ludzi w firmach. Rynek pracy z miejsca, w którym na pierwszym planie były prawa pracownika, stał się polem, gdzie reguły gry zaczęli narzucać pracodawcy. Mając do dyspozycji rzesze kandydatów do pracy, w obliczu pogarszających się warunków prowadzenia biznesu, wielu szefów znalazło sposób na obniżenie kosztów: część obowiązków dotychczasowych etatowych pracowników została scedowana, często jedynie w zamian za wpis w CV o odbyciu praktyki, na stażystów.

Problemem nie jest jednak tylko, jak to było np. w przypadku Hannah, brak zapłaty za czas poświęcony odbywaniu praktyk. Jedną z form nieodpłatnego świadczenia pracy jest na przykład wolontariat. Różnica polega na tym, że jest on nieodpłatny z założenia, natomiast w przypadku praktyk zawodowych niepłacenie za poświęcony czas i pracę wynika często z nieuczciwości pracodawców, składających obietnice bez pokrycia.

W innych przypadkach bezpłatność praktyk jest rezultatem milczącego przyzwolenia młodych. Wielu z nich wierzy w to, że staż skończy się podpisaniem umowy. Jest też problem braku dobrej informacji zawodowej. Młodzi często nie wiedzą, że istnieją inne formy zdobywania doświadczenia zawodowego, za które przysługuje im stypendium, jak staż absolwencki czy praktyki odpłatne.

Osobną kwestią jest to, że mówimy o zjawisku, którego rzeczywistej skali wciąż nie znamy. W Polsce nie ma oficjalnych informacji na ten temat.

Nie tylko czarny scenariusz

Nie wszystkie firmy podchodzą do organizowania staży czy praktyk w ten sam sposób. Coraz więcej płaci za taką pracę. Ponieważ zorganizowanie praktyk wymaga czasu, nakładów finansowych oraz reorganizacji (np. przydzielenia opiekunów dla praktykantów), staże organizowane są zazwyczaj w dużych przedsiębiorstwach działających głównie w branży reklamowej, finansowej, ubezpieczeniowej czy nowych technologii.

Niektóre z nich traktują praktyki jako sposób na rekrutację i wstępną selekcję przyszłych pracowników. Z najlepszymi stażystami, których kompetencje i umiejętności zostały potwierdzone, podpisywana jest umowa o pracę.

Młodzi na start

Inną formą odpłatnych staży, w Polsce chyba najbardziej popularną, jest staż finansowany z urzędu pracy. Do pracodawcy, który zgłosi urzędowi pracy chęć przyjęcia stażysty, kierowani są absolwenci zarejestrowani w urzędach pracy. Staż absolwencki może trwać od trzech do dwunastu miesięcy.

Kwestią dyskusyjną, pojawiającą się w debacie publicznej na temat staży absolwenckich, jest ich jakość. Według krytyków, takie staże często nie uczą nowych umiejętności i nie dają nowych kwalifikacji. Co prawda, w programie stażu wyszczególnione są zadania, kwalifikacje i umiejętności, które bezrobotny powinien nabyć, jednak bardzo często w praktyce stażystom powierza się obowiązki nie wymagające poważniejszych kwalifikacji, np. segregowanie lub kserowanie dokumentów, bądź obsługiwanie klientów.

Z drugiej strony, sami stażyści często nie mają sprecyzowanych oczekiwań i wobec pracodawców,  i wobec pracy. Staż traktują jak odroczenie momentu wejścia na rynek zatrudnienia, nie są bowiem związani umową o pracę. Na czas stażu dostają stypendium, które, jeśli mieszkają z rodzicami, choć niewysokie, wystarcza na własne wydatki.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że organizowanie staży i praktyk miało pomóc w zdobyciu doświadczenia zawodowego i poruszaniu się w środowisku pracy. Staż służy więc, obok uczenia konkretnych umiejętności, także nabywaniu kompetencji miękkich, np. umiejętności pracy w zespole, odpowiedzialności, organizacji czasu w pracy czy choćby zwykłej punktualności.

Krytyka to za mało

Nadużywanie bezpłatnych staży czy praktyk, podobnie jak nadużywanie elastycznych umów o pracę, jest patologią. Ten problem coraz częściej pojawia się w mediach, w debacie publicznej, czego przykładem jest np. kampania społeczna pt. „Nie robię tego za darmo”. Wśród głównych jej celów autorzy postawili sobie za zadanie ukrócenie „niewolnictwa XXI wieku”, jak określili niepłacenie za udział w stażu czy praktykach. Ich zdaniem zła sytuacja młodych na rynku pracy wynika z niedopasowania szkolnictwa do potrzeb pracodawców. Dziś płacą za to głównie młodzi.

Czy położenie mocnego akcentu na nieprawidłowości systemu, jak to ma miejsce w przypadku wspomnianej kampanii, jest słuszne? Przecież takie działanie może przynieść skutek odwrotny od założonego, zniechęcając część pracodawców do organizowania staży i praktyk. Z pewnością nadużycia należy zwalczać, ale powinno się mówić o tym problemie w o wiele szerszym kontekście niż tylko kwestia wynagrodzeń.

Badania jasno pokazują, że praca młodocianych, np. w trakcie nauki, zmniejsza ryzyko wylądowania tych ludzi na bezrobociu lub znacząco skraca czas poszukiwania przez nich pracy po zakończeniu szkoły. Holandia, Austria i Dania mogą się poszczycić wysokim poziomem zatrudnienia wśród młodzieży. Ponad jedna czwarta osób w wieku 15 – 19 lat ma już tam za sobą doświadczenia zawodowe i są to kraje o najniższym bezrobociu wśród młodych.

W Niemczech problem podobny rozwiązano w ten sposób, że już w trakcie nauki młodzi odbywają praktyki u pracodawców (tzw. dualny system kształcenia), a w Austrii można młodym płacić mniej, w zamian za wyposażenie ich w kompetencje do pracy, we Francji już gimnazjaliści mają obowiązek odbyć praktyki zawodowe. W Polsce wciąż brakuje jednolitego systemu, choć pojawiają się dobre inicjatywy.

Praca jakości Q

Polskie Towarzystwo Zarządzania Kadrami opracowało w tym roku „Polskie ramy jakości staży i praktyk”. W dokumencie tym jest szereg propozycji i gotowych rozwiązań mających poprawić jakość proponowanych dziś młodym doświadczeń zawodowych. Proponuje się w nim na przykład, by ze stażystami podpisywać umowę, w której jasno byłyby określone cele i treści edukacyjne oraz zakres obowiązków. Po ukończeniu stażu praktykant powinien zaś obowiązkowo otrzymać potwierdzenie, że nabył wcześniej założone kompetencje.

Praktyki powinny trwać nie krócej niż miesiąc i nie dłużej niż 2 lata. Miesięczne praktyki mogłyby być płatne lub bezpłatne, a staże trwające dłużej – według stawek za wykonywaną pracę obowiązujących w danej firmie. Oczywiście to wszystko przy założeniu, że praca wykonywana przez stażystę ma być użyteczna.

Wprowadzenie standardów w praktykach i stażach to tzw.działanie miękkie. Jego efekty będą zauważalne dopiero wówczas, gdy kryteria jakości – np. te zaproponowane przez PSZK – gdy staną się normą w firmach prywatnych oraz instytucjach publicznych. A z tym może być największy problem. Mało kto pamięta, że cztery lata temu zostały już uchwalone przepisy dotyczące sformalizowania praktyk absolwenckich.

Słabość systemu

Ustawa o praktykach absolwenckich z 2009 r. umożliwia osobom po gimnazjum, ale które nie ukończyły 30. roku życia, zawarcie umowy o praktyce absolwenckiej z pracodawcą. Maksymalny okres trwania praktyki u jednego pracodawcy wynosi trzy miesiące. Może być ona płatna lub niepłatna. Wypowiedzenie umowy w przypadku praktyk niepłatnych jest możliwe w trybie natychmiastowym. Osoby, które otrzymują wynagrodzenie za czas praktyk  (maksymalnie – dwukrotna płaca minimalna), obowiązuje siedmiodniowy okres wypowiedzenia. Co ważne, umowa absolwencka nie jest umową o pracę, ale szczególnym typem umowy cywilnoprawnej. To pociąga za sobą mniej formalności dla pracodawcy niż przy umowie na okres próbny czy umowie na czas nieokreślony.

Ustawa o praktykach absolwenckich miała być alternatywą dla staży absolwenckich, finansowanych z urzędu pracy. Miała też pomóc w sformalizowaniu współpracy między praktykantami i organizatorami praktyk. Mała wiedza o tym, że istnieje takie rozwiązanie –  zarówno wśród młodych, jak i samych pracodawców – świadczy o lukach w polityce informacyjnej.

W związku z szybkim starzeniem się społeczeństwa liczba rąk do pracy już wkrótce znacznie zmaleje. Niedostateczne przygotowanie młodych do pracy, skutkujące niechęcią pracodawców do ich zatrudniania, świadczą o słabości systemu. Dobre staże i praktyki pomogłyby niwelować problemy związane ze startem młodych na rynku pracy. „Polskie ramy jakości staży i praktyk” to propozycja o tyle cenna, że powstała m.in. przy zaangażowaniu pracodawców i studentów oraz korzysta z rekomendacji Komisji Europejskiej. To także promocja jakościowego podejścia do programów stażowych, a więc podkreślanie ich walorów edukacyjnych.

Tylko dobrze zorganizowany system naczyń łączących instytucje edukacyjne, pracodawców i absolwentów oraz dobry klimat dyskusji na ten temat zaprocentuje poprawą sytuacji na rynku pracy. Potrzebna jest rzeczowa dyskusja na temat znaczenia systemów staży i praktyk. Z takim jednak założeniem, że problem dotyczy zarówno pracodawców, jak i przyszłych pracowników.