Newsletter

Nie dla polityki uśmiechów

Paulina Biernacka, 04.10.2013
Świat nie kupuje już pogróżek Izraela. Ulega ofensywie dyplomatycznej Iranu

Świat nie kupuje już pogróżek Izraela. Ulega ofensywie dyplomatycznej Iranu

Jednym z ostatnich mówców w trakcie tegorocznej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ był premier Izraela. Jednak światowe media nad mową Benjamina Netanjahu przeszły do porządku dziennego.

Dość pogróżek

Jak to się stało, że jeden z najlepszych mówców, jakich mieliśmy okazję słuchać w trakcie sesji, został zignorowany? Nawet silnie kojarzony ze społecznością żydowską w USA „The New York Times” zamieścił lakoniczny i kąśliwy artykuł na temat Netanjahu. I to w dziale „Opinie”. Otóż wszyscy wiedzieli, o czym premier Izraela będzie mówić. I to jeszcze zanim udał się w podróż do USA. Wiedzieli i nie chcieli słuchać.

Obecna sytuacja jeszcze dekadę, pięć, a nawet rok temu brzmiałaby jak political fiction. Oto Rada Bezpieczeństwa ONZ wydaje rezolucję dotyczącą rozbrojenia syryjskich arsenałów broni chemicznej. W tym samym czasie trwają bezpośrednie rozmowy z Teheranem w sprawie nielegalnego programu nuklearnego Iranu. Stąd dziś atmosfera rozluźnienia i nadziei na porozumienie z Iranem i Syrią powodują, że ostra i wieszcząca rychłą wojnę przemowa Netanjahu jest zwyczajnie ignorowana.

Świat nie kupuje już pogróżek Izraela, mimo że rok temu podobną przemowę cytowały wszystkie media. Zaś analitycy i przywódcy wstrzymywali oddech, gdy Netanjahu rysował czerwoną linię i wyznaczał termin ataku na Iran. Dziś media wysyłają wyraźny sygnał: świat idzie do przodu, a „Bibi”, jak nazywają Netanjahu, tkwi w miejscu.

Czerwona linia

Tegoroczne przemówienie Netanjahu nie odbiega znacząco od tego, które słyszeliśmy wcześniej. Premier Izraela jak nikt inny potrafi w bezpośredni i najprostszy sposób wyrazić to, czego oczekuje. Ubiegłoroczna czerwona linia została przyswojona przez władze w Teheranie, które do tej pory nie ważyły się jej przekroczyć. Jak dziś Netanjahu widzi rozwiązanie problemu irańskiego?

Po pierwsze, Teheran musi całkowicie zawiesić nuklearną działalność. Po drugie, usunąć ze swego terytorium zapasy wzbogaconego uranu. Po trzecie, rozwiązać całą infrastrukturę związaną z programem nuklearnym. Łącznie z podziemnymi instalacjami w mieście Qum oraz z miejscem składowania wirówek w Natanz. I po czwarte, zaprzestać w sąsiednim Iraku wszelkich działań, mających na celu produkcję plutonu. Kroki te doprowadzą do zakończenia programu nuklearnego Iranu. Sprawią także, że władze w Teheranie nie będą mogły wrócić do tego projektu z dnia na dzień.

A jaka jest taktyka Netanjahu? Zdyskredytować nowego prezydenta Iranu, Hasana Rowhaniego, którego okrzyknięto politykiem o „umiarkowanych” poglądach. Dalej, przytoczyć suche fakty, które wskazują dobitnie na to, że Iran ma zamiar produkować broń masowego rażenia (BMR). A nie – jak twierdzi Rowhani – wytwarzać pokojową energię. Skojarzyć ścieżkę wyznaczoną przez Koreę Północną w jej staraniach o BMR z programem irańskim. Wreszcie, wyznaczyć drogę dyplomatycznego rozwiązania kwestii nuklearyzacji tego państwa oraz postraszyć atakiem na instalacje, jeśli dyplomacja zawiedzie.

Premier Izraela w swej trzydziestominutowej przemowie punkt po punkcie obnażał prawdę, przykrywaną i pomijaną przez ostatnie miesiące przez dziennikarzy. Ci ostatni uwierzyli lub chcieli uwierzyć w dobre intencje Teheranu. Netanjahu mówił też, że chciałby uwierzyć Rowhaniemu. Ale, jak sarkastycznie stwierdził, „trudno znaleźć dowody na to, że Iran nie prowadzi programu nuklearnego zmierzającego do wytworzenia BMR”.

To nie jest gołąbek pokoju

Benjamin Netanjahu nie tylko miażdży wizję Rowhaniego jako miłośnika pokoju. W tym celu przytacza terrorystyczną działalności Iranu w czasie, kiedy polityk ten zasiadał w Najwyższej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. W związku z czym doskonale wiedział o planowaniu zamachów na społeczność żydowską w Buenos Aires, gdzie zginęło 85 osób. Czy też na Khobar Towers w Arabii Saudyjskiej, gdzie śmierć poniosło 19 żołnierzy amerykańskich.

Premier Izraela ośmiesza także obecną „politykę uśmiechów”, która ma ogłupić przywódców światowych tak samo, jak miało to miejsce w latach 2003-05. Wówczas Rowhani był głównym negocjatorem w rozmowach dotyczących programu nuklearnego Iranu. Netanjahu przytacza słowa zawarte we wspomnieniach Rowhaniego z tamtego okresu. Cytat: „Kiedy prowadziliśmy rozmowy z Europejczykami w Teheranie, jednocześnie rozbudowywaliśmy nasze instalacje w Esfahanie”.

Dziś ośrodek w Esfahanie jest nieodłącznym elementem programu nuklearnego Iranu. A Rowhani jest przekonany, że rozmowami z prezydentem Obamą, kilkoma pokojowymi wypowiedziami i uśmiechami do kamery uda mu się kolejny raz omamić świat. I zagrać na czas do momentu, aż jego państwo osiągnie swój cel. Czyli zbuduje BMR.

Konieczne sankcje

Netanjahu ostrzegał przed łagodzeniem polityki. Tylko ostre sankcje ekonomiczne wraz z realną groźbą ataku są w stanie skłonić Iran do zmian. Im większa presja na Iran, tym większe szanse powodzenia.

Premier Netanjahu wie, co mówi. Ubiegłoroczne plany ataku na Iran oraz szum medialny odnośnie szykowanej przez Jerozolimę wojny przekonały przywódców światowych do konieczności nałożenia na Iran ostrych sankcji. Te godziły także w interesy Europy, pogrążonej w kryzysie gospodarczym. Podobnie było z Syrią w ostatnich tygodniach. Tylko realna groźba ataku USA doprowadziła do podjęcia przez Baszara Assada decyzji o oddaniu broni chemicznej pod nadzór społeczności międzynarodowej.

Władze Izraela mają zamiar skłonić Iran do porzucenia programu nuklearnego. I, jeśli będzie taka potrzeba, zrobią to w pojedynkę. Potencjalna BMR w rękach Teheranu byłaby 50 razy bardziej niebezpieczna dla świata niż taka sama broń w rękach Pjongjangu. Zaś nuklearny Iran mógłby bez końca straszyć świat przerwaniem dostaw ropy. Nie wspominając o potencjale zrównania z ziemią domów swych wrogów na całym Bliskim Wschodzie.

Dlatego też Netanjahu mówi, że „stojąc samemu (przeciwko Iranowi – pb), Izrael wie, że będzie bronił wielu, wielu innych”. Nie tylko te ckliwe słowa mają oddziaływać na wyobraźnię światowych liderów. Netanjahu próbuje przedstawić Izrael – w przeciwieństwie do okrutnego reżimu Ajatollahów – jako państwo dążące do pokoju. Stąd też pod koniec jego przemowy wybrzmiały słowa dotyczące procesu pokojowego oraz pragnienie lepszej współpracy ze światem arabskim. Pojawiła się też anegdota o dziadku premiera, który obiecał, że będzie budował w Izraelu przyszłość dla Żydów po tym, jak nie był w stanie obronić się przed napaścią antysemitów w Europie.

Iran jak Trzecia Rzesza?

Przyszłości Żydów w Izraelu zagraża program nuklearny Teheranu. Wielu komentatorów uważa, że Netanjahu przesadza. Oraz że żyje przeszłością, ciągle porównując obecną sytuację do tej z 1938 roku, a przywódców w Teheranie do Hitlera. Premier odpiera zarzuty twierdząc, że świat mógł zapomnieć lekcję z XX wieku, lecz Żydzi nigdy jej nie zapomną.

Przemowę Benjamina Netanjahu skomentował stały reprezentant Iranu przy ONZ, Mohammed Khazai. Powiedział, iż „w odróżnieniu od Izraela, Iran nigdy nie zaatakował i nie zaatakuje innego państwa. I nie dzieje się tak z powodu braku możliwości ataku, lecz z powodu odrzucenia przez Irańczyków możliwości użycia przemocy”. Khazai najwyraźniej również nie słuchał Netanjahu, który w trakcie swojego wykładu wymienił wiele ataków na inne państwa, zleconych przez Teheran w ostatnich latach.

Pocieszającą w całej tej groteskowej sytuacji może być wypowiedź dla magazynu „Foreign Policy” Gary’ego Samore’a, byłego eksperta administracji Obamy ds. kontroli zbrojeń. Samore stwierdził, że tzw. urocza ofensywa Iranu nikogo nie ogłupia i każdy rozumie, że Najwyższy Przywódca Iranu dąży do posiadania broni nuklearnej. Zaś uśmiechy Rowhaniego tego nie zmienią.

Benjamin Netanjahu ma prawo do wyrażania swych wątpliwości wobec intencji Rowhaniego, jak i dyplomatycznej ofensywy Iranu. Koszt błędnego oszacowania sytuacji jest bowiem zbyt wysoki, aby świat – a w szczególności Izrael – mógł zaryzykować grę na czas, której próbuje Rowhani.

*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykłada w Collegium Civitas