Newsletter

Polityka tratuje realizm

Grażyna Grochocka, 01.10.2013
Groźba odcięcia finansowania rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej brzmi niebezpieczne, ale jest to tylko zasłona dymna przed prawdziwym kryzysem

Groźba odcięcia finansowania rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej brzmi niebezpieczne, ale jest to tylko zasłona dymna przed prawdziwym kryzysem. Jego konsekwencje mogą wstrząsnąć nie tylko budżetem USA, ale i całą światową gospodarką

Zgodnie z amerykańską konstytucją, w ramach systemu balansowania władzy całe finanse Ameryki leżą w rękach Kongresu. To członkowie Izby Reprezentantów i Senatu decydują o budżecie kraju – o wydatkach i wysokości podatków. Choć spadek lub wzrost zadłużenia postrzegany jest jako zasługa lub wina prezydentów, tak naprawdę główny ciężar finansowania USA spada na przedstawicieli Kongresu.

Od kilku dni w prasie amerykańskiej i światowej wiele mówi się o możliwości tzw. zamknięcia rządu (ang. government shutdown), czyli o zablokowaniu finansowania większości rządowych programów i zobowiązań. Nie jest to pierwszy kryzys tego typu w ostatnich latach. Od 2010 roku (kiedy republikanie zdobyli większość w niższej i mającej większy margines działania izbie Kongresu) kolejny problem związany z finansowaniem rządu USA pojawiał się co kilka miesięcy. Teraz po raz kolejny republikańska większość metaforycznie bierze zakładnika – ale nie tego, o którym wszyscy mówią.

Pierwszy października jest datą podwójnie ważną: jest to początek roku fiskalnego i pierwszy dzień obowiązywania najważniejszej części rozwiązań Obamacare, flagowej reformy służby zdrowia demokratów. Znienawidzona przez republikanów, ma ona na celu objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym przynajmniej części z prawie 50 milionów pozbawionych go Amerykanów. Zdaniem opozycji reforma doprowadzi do rządowej kontroli nad służbą zdrowia, podwyższy ceny i zmusi pracodawców do ograniczenia zatrudnienia. Senator Ted Cruz porównał ją wręcz do „działań III Rzeszy”, co jest oczywistą przesadą, ale świetnie ilustruje stosunek Patrii Republikańskiej (czy raczej jej skrajnego skrzydła) do nowej ustawy.

Niezależnie od różnych opinii na temat Obamacare, jej przyszłość jest jasna. Została przegłosowana przez obie izby Kongresu, podpisana przez prezydenta, a Sąd Najwyższy uznał jej zgodność z konstytucją. Prawo to przeszło przez wszystkie stopnie „wchodzenia w życie” i odwołać je mógłby jedynie prezydent Obama. Ale dlaczego miałby podpisywać ustawę niszczącą jego największe osiągnięcie w polityce wewnętrznej?

Republikanie – zdaje się – nie mają jednak nic do stracenia. Grożą więc, że jeśli Obamacare wejdzie w życie, nie przegłosują nowego budżetu, co w efekcie doprowadzi do zatrzymania „wszystkich z wyjątkiem najważniejszych” działań rządu federalnego USA. Będzie to kosztowne dla amerykańskiej gospodarki (zdaniem ekspertów zamknięcie rządu w czasach prezydenta Billa Clintona kosztowało 1,4 miliarda dolarów) oraz uciążliwe dla obywateli. Parki narodowe, federalne muzea i zoo będą musiały zamknąć drzwi przed odwiedzającymi, żołnierze i pracownicy federalni nie otrzymają pensji aż do ustalenia nowego budżetu, a Amerykanie nie dostaną nowych paszportów, licencji na broń i innych wydawanych przez rząd dokumentów.

Te utrudnienia administracyjne to drobiazgi w porównaniu z inną groźbą, która dużo rzadziej pojawia się w mediach, ale ma szersze konsekwencje. Wewnątrz Partii Republikańskiej trwa walka o wizję i przyszłość tej organizacji. O ile nienawiść wobec Obamacare jest uniwersalna, wielu członków partii uważa, że należy z nią walczyć innymi środkami. Przegłosowanie budżetu ma pociągnąć za sobą groźbę niepodwyższenia tzw. sufitu kredytowego. Spłata kredytu nie jest dla rządu federalnego czymś automatycznym – jeśli wymaga więcej pieniędzy, niż w danym momencie znajduje się w kasie państwa, Kongres musi uchwalić pożyczkę owej nadwyżki. Czyli podwyższyć sufit kredytowy.

Zadłużenie publiczne będzie w dłuższej perspektywie ogromnym problemem dla USA, ale konsekwencje niespłacenia kredytu są jeszcze groźniejsze. Ekonomiści przewidują, że na Wall Street wybuchnie panika podobna do (lub nawet gorsza) tej z 2008 r., która była początkiem trwającego do dziś światowego kryzysu. Poza tym koszt kredytów gwałtownie i permanentnie wzrośnie, a w dłuższej perspektywie może to doprowadzić do obniżenia ratingu USA i końca dolara jako światowej rezerwy walutowej.

Paradoksalnie wszystkie te katastrofalne scenariusze nie zatrzymają Obamacare, która w większości nie jest finansowana przez rząd federalny. Według Congressional Research Service (ponadpartyjnego biura informacyjnego) Obamacare wejdzie w życie bez względu na sytuację budżetową. Niezależnie od obranej przez republikanów strategii, reforma stała się faktem. Jednak polityka jest ważniejsza od rzeczywistości. Złożona członkom Partii Herbacianej obietnica zatrzymania Obamacare „niezależnie od konsekwencji” jest istotniejsza niż gospodarczy, społeczny czy polityczny realizm.

*Grażyna Grochocka – studentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim; współpracuje z Instytutem Obywatelskim

Uzupełnienie od redakcji: w godzinach porannych czasu polskiego doszło jednak do amerykańskiego „zamknięcia rządu”.