Newsletter

Gdzie się podziała troska u pasterzy?

Tomasz Mincer, 27.09.2013
Słowa Franciszka to nie jest żadna nowość i przewartościowanie wartości w Kościele

Kto ma prawo interpretować przesłanie papieża Franciszka? Można nabrać poważnych wątpliwości. W tym celu wystarczy poczytać tyrady ultraprawicowych publicystów. Albo posłuchać wypowiedzi kościelnych hierarchów. Jak głoszą, jest wręcz regułą, że słowa biskupa Rzymu „wyrywa się z kontekstu“. I niemal zawsze traktuje się utylitarnie przeciwko samemu Kościołowi. A nie ma chyba większych grzeszników niż ci, co podnoszą rękę na matkę-Kościół. Najlepiej więc zamilknąć.

A zatem odrobina pokory. Czas posypać głowę popiołem. Zostawmy tedy polskich biskupów i zapalczywych obrońców kościelnej ortodoksji. Podskórnie czuję jednak, że nie mają większych szans w starciu z walcem papieskiej nauki. Ten ostatni wprost rozjeżdża ich wywody. Dzieje się to niemal za każdym razem, gdy tylko biskup Rzymu zabiera publicznie głos.

Nie dumajmy też nad tym, jak oceniać wezwanie papieża do niepobierania opłat za udzielanie sakramentów. Czy papież swe przesłanie lokował we włoskim kontekście, czy może również w polskim? To są jakieś dyskusje niemal na Parnasie prowadzone. Gdzież nam do nich, prostaczkom. Zejdźmy na rodzimą ziemię. I cóż nas tu spotka?

Oto prof. Stanisław Obirek w wywiadzie dla „Dziennika Opinii” opowiada taką oto historię. Jej fragment: „(…) sąsiadka za pogrzeb miała zapłacić 750 zł. Na argument, że dostaje tylko 500 zł renty ksiądz odpowiedział, nic nie szkodzi, 250 zł może dopłacić w przyszłym miesiącu. Jakoś go nie zaciekawiło za co będzie żyła (…)”.

Mamy zatem polski kontekst w czystej postaci. Toteż chyba łatwo będzie go poddać ocenie. A ta narzuca się sama przez się. Posłużmy się filozofem, na wszelki wypadek krajowym. „Nic tak nie oburza, jak rana niepotrzebna – rana, którą zadaje człowiekowi drugi człowiek” – pisał już w 1981 r. ks. Józef Tischner w swej „Etyce Solidarności”. Lecz to oburzenie jest – przy całej szkodzie, z której się bierze – zalążkiem postawy solidarnej. Choć w pierwszym odruchu można jedynie poczuć bezradność wobec ludzkiej krzywdy uczynionej ręką drugiego człowieka. Historia przywołana przez prof. Obirka każe zadać pytanie: gdzie się podziała troska o „innego” wśród ludzi Kościoła?

Widać wyraźnie, jakie brzemię ciąży na tych, którzy poczuwają się do pełnienia istotnej misji w społeczeństwie. Na Kościele i jego przedstawicielach – świeckich i duchownych. Jak ujął to o. Tomasz Dostatni*, chodzi o to, by „odpowiedzialność społeczna i solidarność z innymi były kategoriami, które są podstawą formacji chrześcijańskiej (…)”. W szczególności zaś – z punktu widzenia rzymskiego katolicyzmu – formacji kapłańskiej.

Jak widać, słowa Franciszka to nie jest żadna nowość i przewartościowanie wartości. Polski Kościół oraz jego myśląca i współczująca twarz wypowiadała, wypowiada i wciąż jest w stanie wypowiadać krzepiące słowa. Szkoda tylko, że inne głosy – o bruzdach, dzieciach w płynnym azocie czy „pseudomałżeństwach” – przesłaniają te mądre i głębokie. I łatwiej się sprzedają.

*fragment wywiadu dla kwartalnika „Instytut Idei” (nr 4)