Newsletter

Europa musi zrobić więcej

Fabian Zuleeg, 26.09.2013
Unia bankowa, o ile zostanie wprowadzona, jest krokiem we właściwym kierunku. Ale w krótkim okresie nie wspomoże odbicia w krajach dotkniętych kryzysem

Unia bankowa, o ile zostanie wprowadzona, jest krokiem we właściwym kierunku. Ale w krótkim okresie nie wspomoże odbicia w krajach dotkniętych kryzysem

Odkąd pięć lat temu upadł bank Lehman Brothers, sektor finansowy, a szczególnie banki, znajduje się w sercu kryzysu gospodarczego. Winę za globalne załamanie finansowe można bowiem, przynajmniej częściowo, przypisać bankom, które w pogoni za coraz większymi zyskami podejmowały niezrównoważone ryzyko. Wysokie premie bankierów stały się symbolem chciwości. Późniejsze plany ratunkowe i rekapitalizacje banków w wielu krajach, konieczne do utrzymania globalnej stabilności finansowej, przez wielu ludzi zostały odebrane jako zniewaga. Stała się ona odczuwalna zwłaszcza wtedy, gdy mimo otrzymania publicznego wsparcia, banki zaczęły sprawiać wrażenie, że zaczynają się zachowywać tak jak przed kryzysem.

Nawałnica działań

Na poziomie europejskim ta sytuacja przełożyła się na prawdziwą nawałnicę działań: począwszy od kroków legislacyjnych zmierzających do ograniczenia bankierom bonusów i określenia wymogów kapitałowych (jakie muszą spełniać banki – przyp. jg), po próby wprowadzenia podatku od transakcji finansowych przez jedenaście państw członkowskich UE, na czele z Francją i Niemcami. Równocześnie pojawiły się jednak także trudności związane z chęcią ściślejszego uregulowania sektora finansowego. Główny celem jest tu dążenie do zapobieżenia podejmowaniu niepotrzebnego ryzyka oraz sprawienie, by dług prywatny już nigdy więcej nie stał się publiczny.

Największym, a zarazem najbardziej widocznym działaniem na szczeblu UE jest projekt unii bankowej. Pełna unia bankowa, obejmująca trzy główne elementy: wspólny nadzór bankowy, mechanizm restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków oraz wspólny system gwarancji depozytów – pomogłaby osiągnąć wspomniane cele.

Niemniej, wciąż mamy wiele znaków zapytania. Wynikają one z niepewności co do tego, czy istnieje wola polityczna dla realizacji tak ambitnego projektu europejskiego. Prawdopodobnie pierwszy element unii bankowej, tj. wspólny nadzorca w postaci Europejskiego Banku Centralnego, rozpocznie działalność w 2014 roku. Jednak porozumienie co do zakresu wspólnej likwidacji banków wciąż nie zostało wypracowane i zapewne wykluczy ono część mniejszych banków. Jeśli natomiast chodzi o wspólny system gwarancji depozytów, to wydaje się, że ta sprawa nieprędko powróci na stół negocjacyjny.

Zachęty niewiele dają

Jednak nawet gdyby (niepełna) unia bankowa została już utworzona i funkcjonowała skutecznie (do czego wciąż potrzeba będzie jeszcze czasu), to raczej nie wpłynęłaby na rozwiązanie poważnego problemu, z jakim obecnie borykają się przedsiębiorcy, zwłaszcza w krajach dotkniętych kryzysem. Chodzi o dostępność i koszt kapitału inwestycyjnego. Ta kwestia ma dla Europy kluczowe znaczenie, gdyż spora część prywatnych inwestycji w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw (MSP) finansowana jest dzięki pożyczkom bankowym, a nie w drodze akumulacji kapitału za pośrednictwem np. emisji akcji.

Paradoksalnie, zobowiązanie banków do mądrzejszego udzielania kredytów i dbałości o solidną bazę aktywów, co jest częścią tzw. wymogów bazylejskich, zniechęca je do zaopatrywania sektora MSP w kapitał. Tak naprawdę jednak podstawowym hamulcem akcji kredytowej jest profil ryzyka krajów dotkniętych kryzysem. Sytuacja polityczna i ekonomiczna w tych gospodarkach podnosi premię za ryzyko od wszelkiej działalności kredytowej. A to sprawia, że oprocentowanie pożyczek staje się wyższe, zaś inwestycje bardziej kosztowne.

Efekt jest taki, że pomimo zachęt do udzielania kredytów w postaci rekordowo niskich stóp procentowych i pompowania pieniędzy w sektor bankowy, banki nie zapewniają dostępu do potrzebnego kapitału inwestycyjnego. Ten niedobór w krajach dotkniętych kryzysem z biegiem czasu podmyje konkurencyjność i zdolności wytwórcze przedsiębiorstw. To z kolei doprowadzi do niepotrzebnych bankructw, stopniowego spowolnienia wzrostu gospodarczego, osłabienia dynamiki ożywienia oraz nadwątlenia kondycji gospodarek w długim okresie.

Usuńmy bariery

Co można zrobić w tej sytuacji? (Pełna) unia bankowa, o ile zostanie pomyślnie wdrożona, jest krokiem we właściwym kierunku, lecz w krótkim okresie nie wspomoże odbicia w krajach dotkniętych kryzysem. Europa musi zrobić więcej. Trzeba usunąć bariery dla inwestycji transgranicznych, na przykład w zakresie regulacji dotyczących inwestycji towarzystw emerytalnych. Budując na bazie dotychczas ograniczonych przedsięwzięć Europejskiego Banku Inwestycyjnego, powinniśmy też zapewnić szeroki dostęp do nisko oprocentowanego kapitału publicznego wszędzie tam, gdzie rynek zawodzi.

Aby jednak osiągnąć naprawdę zauważalny skutek, trzeba rozwiązać główny problem –  dodatkowego ryzyka natury politycznej i ekonomicznej. Choć konieczne są prawdziwe, długofalowe rozwiązania kryzysu strefy euro, w krótkim okresie Europejski System Gwarancji Inwestycji (ang. European Investment Guarantee Scheme) mógłby z korzyścią dla całego Eurolandu dostarczyć zabezpieczeń potrzebnych do inwestycji. Taki system polegałby na ustanowieniu pewnej formy ubezpieczenia publicznego (potencjalnie zabezpieczonego aktywami EBI), aby zneutralizować nadmierne ryzyko dla prywatnych inwestorów lub kredytodawców w trakcie prowadzenia inwestycji lub akcji kredytowej w krajach dotkniętych kryzysem.

Co istotne, rozwiązanie tego fundamentalnego problemu, leżącego w centrum europejskiego kryzysu, wymaga woli politycznej. Uwaga polityków powinna koncentrować się zatem nie tylko na projekcie unii bankowej, ale także na sposobach redukcji nadmiernego ryzyka w krajach spustoszonych przez kryzys. Po to, by pobudzić inwestycje i odblokować przepływ kapitału do zdrowych przedsiębiorstw.

*Dr Fabian Zuleeg – ekonomista, prezes brukselskiego think tanku European Policy Centre
Tłum. Jan Gmurczyk