Newsletter

W świecie konsumpcji

Joanna Mysona Byrska, 21.07.2011
O jakości odpoczynku w świecie konsumpcji świadczy ilość wydanej gotówki, odległość miejsca wypoczynku od domu (im dalej tym lepiej), ilość zaliczonych eventów oraz wizyt w luksusowym spa

Wakacje – czas odpoczynku, czas wylegiwania się na plaży i (podobno!) robienia tego, na co się ma ochotę. Ulubiona forma mojego „nicnierobienia” to leżenie na hamaku pod drzewem i czytanie. Czytam „Magiczny świat konsumpcji” Georga Ritzera, obok piętrzą się wyjęte przed chwilą ze skrzynki pocztowej ulotki, reklamujące wczasy zagraniczne. Niezapomniane, pełne słońca, all inclusive, z gwarancją stuprocentowego odpoczynku.

Leżę na moim hamaku, który się ewidentnie nie mieści w ofertach biur podróży, ponieważ nie wisi w kurorcie pełnym gwiazd estrady i nie ma odpowiednich napisów, a na domiar złego miejsce też zwyczajne. Zaczynam odczuwać lekki (na razie) niepokój. Czyżby moja forma spędzania części urlopu (hamak pod drzewem) nie pasowała do ogólnych tendencji? Na szczęście czytanie jest powszechnie zalecane przez co bardziej intelektualne gremia, zatem uspokojona nieco zabieram się do lektury „Magicznego świata…” i mój niepokój zaczyna rosnąć gwałtownie, ponieważ mój hamak, co zaczynam z przerażeniem odkrywać, nie jest w stanie dać mi odpowiedniej jakości wypoczynku. Dlaczego? Bo nie należy do magicznego świata konsumpcji, który dokładnie określa, jakie kryteria spełnia udany wypoczynek.

Po pierwsze, w magicznym świecie konsumpcji opisywanym przez Ritzera, królują świątynie konsumpcji (wielkie centra handlowe, galerie, pasaże, bary szybkiej obsługi, sieci wielkich sklepów), w których praktykowana jest „nowa konsumencka religia”, według której potrzeby zabawy, wspólnoty, konsumpcji, korzystania z usług, wypoczynku oraz ceremonii zaspokaja się przy pomocy nowych środków konsumpcji. Jeśli urlop – to tylko z odpowiednio kolorowym biurem podróży, a wypoczynek koniecznie zorganizowany. Przy czym dzień obowiązkowo od rana do wieczora zaplanowany.

Mój hamak kołysze się leniwie, kolor ma nijaki i nijak na nim nie da się praktykować „nowej konsumenckiej religii”. Trzeba by było wstać, a mnie się nie chce, bo odpoczywam i czytam, ale dzięki temu nie dopadnie mnie znużenie, nuda i przesyt nowoczesnego centrum handlowego. Świątynie konsumpcji – centra handlowe – odnoszą materialny sukces, co według Ritzera powoduje, że inne elementy środowiska społecznego je naśladują. Na wzór galerii handlowej zaczynają funkcjonować obiekty sportowe, obiekty edukacyjne (kampus a la centrum handlowe), obiekty kultu religijnego. Również szpitale najchętniej zamieniłyby się w McDonalda i przestałyby dzięki temu borykać się z naprawdę chorymi ludźmi. Ritzer pisząc o szpitalach wydaje się piętnować kontraktualistyczny charakter amerykańskich placówek medycznych.

Cóż złego w galeriach handlowych – mógłby ktoś zapytać – przecież to takie ułatwienie: wszystko pod jednym dachem, ciepło lub chłodno w zależności od pory roku. Wszystko szybko dostępne i samodzielnie można wybierać i przebierać. I właśnie w tym według Ritzera tkwi problem. Nowe środki konsumpcji powodują powstanie nowych relacji społecznych. Nowe środki konsumpcji są odpersonalizowane, człowiek z nich korzystający wchodzi w interakcję z rzeczami, ale nie z ludźmi, obowiązuje prawie stuprocentowa samoobsługa. Jeśli pojawiają się relacje z ludźmi, to są powierzchowne. Konsumować można samotnie. Na domiar złego nowe środki konsumpcji są gwałtownie i agresywnie eksportowane i pojawia się dla Ritzera niebezpieczeństwo standaryzacji świata, homogenizacji lub jak kto woli – amerykanizacji.

Podstawowa zasada w zhomogenizowanym świecie brzmi: dużo, tanio, szybko. A co z jakością? Jakość się nie liczy, ale też nikt (chyba) nie wierzy, że skokiem dialektycznym ilość przejdzie w jakość. Co gorsza tanio też nie jest i ktoś za gigantyczne koszty utrzymania nowych środków konsumpcji musi zapłacić. Płaci konsument, który zdaniem Ritzera jest społeczną siłą roboczą, siłą wyzyskiwaną, bo namawianą do kupowania coraz więcej i coraz więcej. Namawiani do konsumpcji jesteśmy z każdej strony, nowe mechanizmy umożliwiają konsumowanie ponad to, co się jest w stanie sfinansować. Wspaniałe wczasy all inclusive kuszą reklamą: zapłacisz po powrocie, teraz damy ci kredyt.

O jakości odpoczynku w świecie konsumpcji świadczy ilość wydanej gotówki, odległość miejsca odpoczynku od domu (im dalej tym lepiej), ilość zaliczonych eventów oraz wizyt w luksusowym spa. Mój wyblakły hamak leniwie się kołysze, na kolorowych reklamówkach biur podróży na chwilę położył się kot. Na szczęście, mimo iż każdy z nas jest konsumentem, mamy wybór i możemy wybrać to, co nam bardziej odpowiada: leniwe popołudnie w ogrodzie lub w luksusowym spa.