Newsletter

Elastyczny czas pracy – nie taki diabeł straszny

Marzena Haponiuk, 12.09.2013
Uelastycznienie czasu pracy daje firmom szansę na utrzymanie ciągłości produkcji bez konieczności zwalniania załogi

Uelastycznienie czasu pracy daje firmom szansę na utrzymanie ciągłości produkcji bez konieczności zwalniania załogi

Zmiany w organizacji czasu pracy, które weszły w życie w sierpniu tego roku, wciąż jeszcze budzą szereg wątpliwości i kontrowersji. Być może wynika to z niedostatecznej wiedzy na temat szczegółów wprowadzonych rozwiązań. Choć tej akurat nie brakuje, bo w mediach trwa na ten temat intensywna dyskusja. Warto jednak przypomnieć, na czym te zmiany polegają i co z nich dla rynku pracy wynika.

Fakty i mity

Uelastycznienie czasu pracy dotyczy w skrócie dwóch kwestii. Po pierwsze, możliwości wydłużenia okresu rozliczeniowego z 4 do 12 miesięcy. I po drugie, wprowadzenia tzw. ruchomego czasu pracy.

Wśród najczęściej pojawiających się dziś zastrzeżeń wobec nowych przepisów wskazuje się argument przymusowej, kilkunastogodzinnej pracy w ciągu dnia. Tymczasem należy przypomnieć, że sam fakt wydłużenia okresu rozliczeniowego nie zmienia obowiązujących przepisów dotyczących odpoczynku. Pracownik nadal ma zagwarantowane prawo do nieprzerwanego odpoczynku: 11-godzinnego w czasie doby oraz 35-godzinnego w tygodniu. Wyjątkiem są tylko osoby pracujące na innych zasadach, np. pracownicy ochrony.

Wydłużony okres rozliczeniowy umożliwia w firmie zaplanowanie większej liczby godzin pracy w okresach, gdy jest na tę pracę duże zapotrzebowanie. I, odpowiednio, przeznaczenie mniejszej liczby godzin pracy, gdy zmniejszają się zamówienia i zapotrzebowanie na usługi.

O tym, czy w firmie wydłużony zostanie okres rozliczeniowy, nie decyduje sam pracodawca. Aby dłuższy okres rozliczeniowy mógł obowiązywać, system ten musi być zaakceptowany przez działające w danej firmie związki zawodowe. A gdy takich w firmie nie ma,  wprowadzony zostanie w porozumieniu z przedstawicielami pracowników. Kopia porozumienia w sprawie wydłużenia czasu rozliczeniowego w terminie pięciu dni od jego podpisania powinna zaś trafić na ręce okręgowego inspektora pracy.

Nowe przepisy zakładają – obok wydłużenia okresu rozliczeniowego – także zmianę obowiązujących terminów sporządzania harmonogramu pracy. Do okresu miesiąca więc skrócono czas, w którym pracodawca może taki plan przygotować. Pracownik musi się jednak o tym dowiedzieć najpóźniej tydzień przed rozpoczęciem pracy. Rozwiązanie to pozwala na elastyczną reakcję pracodawcy na nieprzewidziane zdarzenia, np. na chorobę pracownika.

Tym, co wbrew stawianym zarzutom również nie ulega zmianie, są zasady wynagradzania za godziny nadliczbowe. Do tej pory pracodawcy mieli możliwość oddawania godzin nadliczbowych w formie czasu wolnego. I w tej kwestii nic nie ulega zmianie.

Nowelizacja kodeksu pracy wprowadziła również możliwość stosowania tzw. ruchomego czasu pracy. To rozwiązanie umożliwia z kolei rozpoczynanie pracy w różnych godzinach, jak i wyznaczenia przedziału czasowego, w którym pracownik rozpocznie pracę (np. pomiędzy godziną ósmą a dziesiątą). Dla przykładu, od poniedziałku do środy pracownik wykonuje pracę w godzinach 8-16. W kolejnych dniach zaś w godzinach 10-18.

Nowe przepisy pozwalają pracownikom opuścić miejsce pracy w ciągu dnia. Chodzi o to, by – przykładowo – pracownik mógł swobodnie udać się do lekarza, pójść na wywiadówkę szkolną. A nieobecność odpracować później w innym terminie.

Jakie korzyści?

Uelastycznienie czasu pracy daje firmom szansę na utrzymanie ciągłości produkcji bez konieczności zwalniania załogi. Dzięki temu w momentach spadku zamówień możliwe jest ocalenie wielu miejsc pracy. Firmy nie muszą w ten sposób ponosić dodatkowych kosztów wynikających z ponownej rekrutacji czy przyuczenia nowych pracowników.

W dłuższej perspektywie uelastycznienie czasu pracy spowodować może zmniejszenie się obawy pracodawców przed zatrudnianiem na umowy długoterminowe. Być może dzięki temu zmniejszy się również ilość umów na czas określony, które w wielu firmach wrażliwych na zmiany koniunktury ratowały dotąd sytuację.

Z pewnością nowe przepisy przyczynią się też do wzrostu konkurencyjności oraz wyrównania szans polskich firm na rynku europejskim. Podobne rozwiązania funkcjonują w Europie już od lat, m.in. w Wielkiej Brytanii, Czechach czy Niemczech.

Obok korzyści ekonomicznych warto zwrócić uwagę na te o charakterze społecznym.
Pracownikom zatrudnionym w sektorach, w których sezonowość prac jest normą, uelastycznienie czasu pracy pozwoli na utrzymanie stanowisk. W szczególności argument ten jest istotny, gdy mówimy o osobach o niskich kwalifikacjach, a więc i mniejszych szansach na szybkie zatrudnienie.

Nowe przepisy w większym stopniu niż dotychczas uwzględniają indywidualne potrzeby pracowników. Osobom posiadającym małe dzieci czy mającym pod opieką niesamodzielnych członków rodziny ruchomy czas pracy pozwala połączyć obowiązki zawodowe z rodzinnymi.

I na koniec: zmiany w kodeksie pracy, przyjęte w sierpniu 2013 roku, a dotyczące elastycznego czasu pracy, są powieleniem przepisów z ustawy antykryzysowej z 2009 roku. Przypomnę więc, że w pracach nad ich kształtem brały udział organizacje: związkowe i pracodawców oraz strona rządowa. Ponieważ przepisy sprawdziły się w praktyce, w sierpniu tego roku zostały wpisane na stałe do kodeksu pracy.

Jak podaje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, dłuższe okresy rozliczeniowe oraz ruchomy czas pracy w momencie spowolnienia gospodarczego wprowadziło w sumie około 1,1 tys. firm. Zmiany objęły w sumie 100 tys. pracowników. Co ważne, w opinii pracodawców i ekspertów oceniane są one bardzo dobrze. Nie ma lepszej rekomendacji.

*Marzena Haponiuk – socjolog, ekonomista, analityk ds. rynku pracy i polityki społecznej w Instytucie Obywatelskim