Newsletter

Kampania offline i online

Gerhard Vowe, 12.09.2013
Choć Niemcy za kilkanaście dni pójdą do urn, nie ma klimatu politycznej zmiany. Daleko im do społecznej euforii, nie czuć jednak atmosfery rozczarowania polityką

Strona 1

Choć Niemcy za kilkanaście dni pójdą do urn, nie ma klimatu politycznej zmiany. Daleko im do społecznej euforii, nie czuć jednak atmosfery rozczarowania polityką. Ta kampania pokazuje, że wyścig wyborczy jest tylko odpowiedzią na istniejący polityczny klimat

Żadnych spektakularnych konfrontacji, brak kontrowersyjnych tematów czy aury walki wyborczej – muszę przyznać, że rozgrywająca się w Niemczech kampania jest bardzo nietypowa. Powiem więcej: takiej wyborczej rozgrywki nie miałem jeszcze okazji obserwować. Choć Niemcy za kilkanaście dni pójdą do urn, nie ma klimatu politycznej zmiany. Daleko im do społecznej euforii, trudno jednak dostrzec rozczarowanie. Ta kampania pokazuje, że wyścig wyborczy jest tylko odpowiedzią na istniejący polityczny nastrój. Może kształtować opinie wyborców, nie jest jednak podstawą do zbudowania politycznej atmosfery.

Telewizja nadal rządzi

Oczywiście, partie z mniejszym lub większym powodzeniem starają się przekonać do siebie wyborców. Systematycznie budują swój przekaz w tradycyjnych i internetowych mediach. Co ciekawe, w ferworze dyskusji o internecie zbyt mało uwagi poświęca się oddziaływaniu w kampanii w Niemczech mediów tradycyjnych. Mam tu na myśli media funkcjonujące offline, czyli programy w telewizji, prasę drukowaną, regionalne i ogólnokrajowe dzienniki czy magazyny polityczne. Jednak przymiotnikiem „tradycyjny” określam także od lat osadzone w rzeczywistości medialnej projekty budowane w internecie, jak np. tygodnik „Der Spiegel” czy bulwarówka „BILD”. To właśnie te kanały odgrywają decydującą rolę w kampanii. Dają bowiem politycznym aktorom nie tylko możliwość zaprezentowania programu, lecz oceniają również działania polityków i kształtują ton debaty publicznej. Opinie przedstawicieli tradycyjnych mediów w znaczący sposób wpływają zaś na interpretację faktów i ocenę głównych politycznych aktorów.

Nadal decydująca jest rola przekazu telewizyjnego. Doskonale było to widać podczas zorganizowanej na początku września debaty telewizyjnej między przedstawicielami głównych partii politycznych – urzędującą kanclerz Angelą Merkel oraz kandydatem socjaldemokratów Peerem Steinbrückiem. Partie bardzo dużą uwagę przywiązywały do przygotowania liderów oraz budowania wśród opinii publicznej przekonania o tym, kto wygrał, a kto przegrał tę debatę.

Starania te nie powinny jednak dziwić. Debata telewizyjna jest zwykle w walce wyborczej i w świadomości społecznej przełomem. To taki moment, w którym ludzie zadają sobie pytanie: na kogo będę głosował w zbliżających się wyborach? Wówczas rodzi się także społeczne zainteresowanie wynikiem wyborczym. To okazja do przekonania niezdecydowanych. Oczywiście, debaty telewizyjne mają przede wszystkim znaczenie wówczas, gdy różnica pomiędzy kandydatami jest niewielka, jak np. w debacie pomiędzy socjaldemokratą Gerhardem Schröderem i kandydatem Unii Edmundem Stoiberem w 2002 roku. Jednak choć w tym roku sondaże dają zdecydowaną przewagę urzędującej kanclerz, ugrupowania polityczne zainwestowały sporo wysiłku w przygotowanie tego medialnego projektu.

Kampania po amerykańsku

Z roku na rok ważniejsze staje się w rozgrywkach wyborczych budowanie profesjonalnego przekazu w sieci. Nic w tym dziwnego, skoro do coraz większej części społeczeństwa, szczególnie ludzi młodych, można dotrzeć tylko za pomocą internetu.
To trend widoczny wyraźnie w przypadku głównych politycznych graczy: CDU namawia swoich zwolenników do angażowania się w akcję teAM Deutschland, a SPD stawia na wolontariuszy i kampanię od drzwi do drzwi (ang. door-to-door campaign).

Inspiracje amerykańskimi projektami są w obu przypadkach oczywiste. Należy jednak pamiętać, że w porównaniu do Amerykanów, Niemcy nie mają długiej tradycji angażowania się w takie polityczne inicjatywy. Tegoroczna, mało emocjonująca i niespolaryzowana, kampania na pewno takiej partycypacji nie zwiększa. Co ciekawe, trudno jest do niej zaangażować nawet wszystkich członków partii. Oczywiście, budowanie internetowych platform to olbrzymia szansa na tworzenie politycznego poparcia, jednak w trakcie tej kampanii partiom nie udało się w pełni wykorzystać zapału ich zwolenników.