Newsletter

Drzewo, które zapuściło korzenie

Anna Wolff-Powęska, 12.09.2013
Mądra polityka historyczna powinna przywoływać prawdę i uhonorować pamięć ofiar. Nie może jednak być stałym źródłem konfliktów z sąsiadem

Strona 1

Mądra polityka historyczna powinna przywoływać prawdę i uhonorować pamięć ofiar. Nie może jednak być stałym źródłem konfliktów z sąsiadem – mówi prof. Anna Wolff-Powęska w rozmowie z Weroniką Przecherską

Weronika Przecherska: „Partnerstwo polsko-niemieckie jest ciągle jeszcze wątłą rośliną, drzewem bez mocnych korzeni, bez solidnego pnia dającego wsparcie i bez silnej korony chroniącej przed żywiołami” – pisała Pani Profesor jeszcze kilka lat temu. Dziś stosunki polsko-niemieckie są najlepsze w dotychczasowej historii. To nieaktualna metafora?

Prof. Anna Wolff-Powęska: Ta roślina zapuściła już korzenie. Powiem więcej: są one tak silne, że nie powinna jej zaszkodzić żadna burza. Wymagało to jednak wiele wysiłku. Upadek komunizmu w Polsce i zjednoczenie Niemiec rozpoczęły w naszych wzajemnych relacjach czas pełen romantyzmu. Polityczne elity miały wówczas dużo dobrej woli i chciały naprawiać błędy przeszłości. Choć, prawdę powiedziawszy, oba społeczeństwa nie były na to przygotowane. Później główni aktorzy sceny politycznej nie zawsze pałali takim entuzjazmem.

Trzeba jednak pamiętać, że te dwadzieścia lat od czasu podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy to nie tylko budowanie relacji na najwyższych politycznych szczeblach. To także okres wytężonej pracy instytucji pozarządowych, fundacji naukowych, inicjatyw obywatelskich czy przedsięwzięć kulturalnych. Media rzadko poświęcają uwagę owocom ich działań, uważając je za zbyt mało spektakularne. Jednak to właśnie społeczne korzenie naszych relacji są niezwykle istotne. To ważny fundament gwarantujący ochronę, gdy pojawiają się polityczne burze i perturbacje.

W ostatnim dziesięcioleciu tych punktów zapalnych w naszych wzajemnych relacjach rzeczywiście nie brakowało.

Dziesięć lat temu prognozowałam normalizację stosunków polsko-niemieckich. Byłam przekonana, że kiedy Polska stanie się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej,  bilateralne problemy zejdą na dalszy plan. Jednak pomyliłam się. Właśnie po naszym wejściu do Unii Europejskiej rozpętała się walka o pamięć historyczną. Polityczny dyskurs zdominowało wówczas straszenie Niemcami, a na pierwszy plan wysunęła się postać Eriki Steinbach. Klimat wzajemnych relacji bardzo się wtedy pogorszył, na szczęście nie odbił się negatywnie na kontaktach społecznych.

Dziś zarówno oddolne, jak i polityczne relacje są na etapie umiarkowanej stabilizacji. Oczywiście, jak w każdym normalnym sąsiedztwie, nie brakuje spornych kwestii i różnicy zdań. Wiele wskazuje jednak na to, iż przekonaliśmy się, że w tej europejskiej łodzi jesteśmy na siebie skazani.

Szczególnie w dobie kryzysu finansowego, który tak bardzo zbliżył do siebie Polskę i Niemcy. Czy rozpoczyna się w naszej historii etap, gdy częściej będziemy rozmawiać o przyszłości niż o przeszłości?

To zbyt optymistyczne założenie. Polityka historyczna nadal odgrywa sporą rolę. Ponieważ interpretacja przeszłości budzi emocje, łatwo przy jej pomocy mobilizować społeczne fobie. W populistycznej retoryce zajmuje o wiele więcej miejsca aniżeli polityka energetyczna czy gospodarcza. Śledząc media można odnieść wrażenie, że centralne miejsce w życiu publicznym zajmują spory o miejsca pamięci, pomniki, muzea, filmy historyczne. Czy słyszymy o polsko-niemieckich debatach na temat polityki ekologicznej, o projektach energii odnawialnej? Niekoniecznie. Tygodniami natomiast karmiono nas dyskusją na temat serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. W efekcie to, co powinno być przedmiotem rzeczowych debat i chłodnej analizy, staje się wygodnym politycznym medium kreującym fałszywy obraz zachodniego sąsiada.

Emisja tego niemieckiego serialu rzeczywiście wywołała w Polsce burzę. Pojawiła się idea pokazania w Niemczech polskiej produkcji „Czas honoru”. Może rozwiązaniem jest tworzenie wspólnych medialnych projektów?

Film jest niewątpliwie takim medium, które bardziej działa na wyobraźnię aniżeli podręcznik historii. Nakręcenie wspólnego serialu niewiele zmieni jednak we wzajemnym postrzeganiu naszych historii. Trzeba pamiętać, że żadna produkcja telewizyjna nie zmieni społecznej pamięci historycznej. To proces długotrwały, wymagający kompleksowych działań. W Polsce debaty związane z pamięcią zbiorową są upolitycznione i zideologizowane. Można zapytać, dlaczego miałby powstać na użytek zagranicy film o Armii Krajowej, a nie o powstaniu wielkopolskim, o wielkopolskiej pracy organicznej, o genezie „Solidarności”? Mamy wiele wspólnot pamięci.

Jak więc budować z Niemcami dialog w kwestiach dla nas strategicznych, jednocześnie pielęgnując pamięć o przeszłości?

Często słychać utyskiwania, że Polska nie ma spójnej polityki historycznej. W otwartym i liberalnym społeczeństwie pamięć historyczna winna być formą wolności, a rola państwa ograniczać się do jej zapewnienia. Upaństwowienie historii i pamięci zbiorowej równa się dyktaturze. W takich warunkach prawda polityczna jest ważniejsza aniżeli prawda historyczna. A to już o krok do zbudowania Ministerstwa Prawdy Historycznej i kreowania atmosfery niczym z Orwella.