Zasada odpowiedzialności

Zygmunt Bauman21/07/2011
Czy stać nas na państwo opiekuńcze?

„Państwo społeczne”. Adekwatniejsza to nazwa zjawiska od owej popularniejszej w dzisiejszej politycznej mowie, lecz zniekształcającej istotę rzeczy – „państwa opiekuńczego”. Zniekształcającej przez przemycenie obcego zjawisku założenia o podziale na opiekunów i podopiecznych.

„Państwo społeczne” jest tym, co przeobrażało nowoczesną „wspólnotę wyobrażaną” w rzeczywistą, bo namacalną i doświadczaną – a to przez przyjęcie i wdrożenie zasady odpowiedzialności wspólnoty za dobrostan każdego z jej członków. Czyli: podżyrowanie przez nią zbiorowej polisy ubezpieczeniowej, przeciw niefortunnym przypadłościom jednostkowego losu.
Ta zasada, wbrew licznym i zaciekłym nieraz, lecz krótkowzrocznym oporom, torowała sobie drogę do powszechnej aprobaty i uznania za oczywistą i niepodważalną w społeczeństwie wytwórców. Społeczeństwie wspartym na pracy najemnej i powszechnym obowiązku wojskowym. Społeczeństwie zmuszonym niejako, gwoli własnego przetrwania i wzmagania własnej mocy, do dbałości o powszechną zdolność obywateli do sprostania wymogom hali fabrycznej i trudów żołnierki.

Poparcie dla tej zasady wątlało wszakże wraz z przejściem od społeczeństwa wytwórców do społeczeństwa konsumentów.  Społeczeństwa, w odróżnieniu od swego poprzednika nie wyrażającego się przez regularne i owocne spotkania pracy z kapitałem, lecz przez regularne i owocne spotkania towaru z klientem. Nie potrzebującego armii poborowej, bo ograniczającego swe zapotrzebowanie obronno-zaczepne do, szczupłej w rozmiarach, armii zawodowej.

W miarę tej transformacji coraz znaczniejsze odłamy społeczeństwa przesuwały się ze sfery „aktywów” do kategorii „pasywów”, a więc przestawały być postrzegane jako zaczyn i zapowiedź dobrostanu, ale jako obciążenie „podatnika”, czyli przeszkoda w jego wywiązywaniu się z zadań konsumenckich. Ofiary złego losu, jednostki upośledzone i upokorzone, coraz rzadziej pojawiają się odtąd w świadomości społecznej jako „problem społeczny” (tzn. istotny dla mocy i zwartości wspólnoty). Są czasem wezwaniem do filantropii, innym razem wyrzutem moralnym, lecz zawsze „ludźmi zbędnymi” i „problemem prawa i porządku”. Ich miejsce jest zazwyczaj w statystykach przestępczości, ale rzadko kiedy w oficjalnych wycenach wzrostu czy malenia społecznego dobrobytu.
Opisana tu tendencja ma inne jeszcze źródło: w stopniowej lecz nieustępliwej, napędzanej przez procesy globalizacyjne separacji mocy – czyli zdolności rozwiązywania problemów i separacji polityki – czyli zdolności definiowania problemów, wymagających rozwiązania.

Niewspółmierność dostępnych narzędzi politycznych – nie wychodzących jak dotąd poza teren suwerenności państwowej – do ogromu problemów spływających na ów teren z planetarnej „przestrzeni przepływów”, by użyć tu terminu Manuela Castellsa, zmusza władzę państwową do alternatywnego postępowania. Albo do cedowania (contracting out, outsourcing, subsidiarising etc.) coraz liczniejszych ze swych funkcji na „zderegulowane” rynki, a więc rynki oficjalnie uwolnione od politycznego nadzoru. Albo powierzania tych funkcji pieczy „zindywidualizowanych” jednostek. „Zindywidualizowanych”, czyli uznanych oficjalnie za niepodzielnie suwerenne w organizowaniu swego życia i ponoszących pełnię odpowiedzialności za tego rezultaty.
Skutkiem ubocznym tej tendencji jest raptowny wzrost nastrojów plemiennych i ksenofobii. Wzrost ten odnotowywany jest w coraz mniej licznych państwach tej tendencji się opierających i wzdragających się przed likwidacją lub choćby częściowym demontażem instytucji państwa społecznego. Obserwujemy też gorączkowe wysiłki fortyfikowania granic przed najnowszym wydaniem „wędrówki ludów” – jednym z najjaskrawiej widocznych następstw, choć bynajmniej nie przyczyn – globalizacji finansów i kapitałów, handlu i informacji.

Summa summarum: uwiąd państwa społecznego jest jednym z przejawów wątlenia więzi wspólnotowych, w rezultacie nabierania przez zależności międzyludzkie wymiaru ponadpaństwowego, ogólnoplanetarnego. Jednocześnie zjawisku temu towarzyszy ograniczenie narzędzi zbiorowego działania do obszarów lokalnych, czyli państwowych. Możliwości skutecznego ratowania państwa społecznego przed postępującym uwiądem zdają się być z tego powodu znikome. W perspektywie jawi się li tylko dostosowanie formuły współżycia, przyświecającej państwom społecznym, do realiów zglobalizowanej międzyludzkiej zależności – a to przez rozciągnięcie jej na ogół mieszkańców planety. Innymi słowy, wyniesienie wspólnoty ze szczebla państwa-narodu na poziom ludzkości. Przybliżenie tej perspektywy musi być jednak poprzedzone wyniesieniem polityki do poziomu ogólno-planetarnego. Musi być przedsięwzięciem, które – jak na razie, mówiąc oględnie lub na wyrost – nie wyszło poza wczesne stadium zalążkowe…