Newsletter

Koniec ery hejterów?

Bartosz Bator, 26.08.2013
Jesteśmy świadkami istotnych zmian w polskiej kulturze internetu. Czy to koniec kultury nienawiści w internecie?

Strona 1

Jesteśmy świadkami istotnych zmian w polskiej kulturze internetu. Czy to koniec kultury nienawiści w internecie?

Dość długo w naszym kraju utrzymywał się stan, w którym użytkownik internetu mógł robić to, co tylko przychodziło mu do głowy. A zatem, nie tylko umieszczać i dzielić się swoją wiedzą, doświadczeniami i opiniami. Ale także swobodnie komentować poczynania innych, w tym osób publicznych.

Internetowy Wschód?

Od lat toczy się – nie przynosząca jednoznacznych rozstrzygnięć – debata nad granicą korzystania z zasobów internetu. Czy, szerzej, ma miejsce dyskusja na temat swobody wypowiedzi w internecie. Ileż razy słyszeliśmy, że brak nam ogłady w sieci. Dla kontrastu przywołuje się bliżej nieokreślone przykłady z mitycznej wciąż Europy Zachodniej czy Ameryki. Tam bowiem – rzekomo – wszyscy są dla siebie mili, kulturalni. Nikt nikogo nie obraża, nie kradnie czyjejś intelektualnej własności. Internetowe fora i komentarze są za to pasmem poetyckich limeryków na cześć tego, kogo dotyczą. Chyba wciąż żyjemy w przeświadczeniu, że Polki i Polacy tkwią w łachmanach barbarzyńców ze Wschodu. Barbarzyńców, którzy dorwali się do jakże wysublimowanej, internetowej cywilizacji i wprowadzają tam swoje nieeleganckie zwyczaje.

Celowo używam tych przerysowań. Wydaje się jednak, że w dość obrazowy sposób dają ogląd sytuacji. Wraz z otwarciem granic, rozwojem gospodarki rynkowej i demokratycznego ustroju, kultura zachodnioeuropejska czy amerykańska przyniosła za sobą zarówno dobrodziejstwo internetu, jak i jego mankamenty. Oczywiście, zanim człowiek oswoi to novum, popełni wiele błędów. My popełniliśmy co najmniej kilka. Zarówno jeśli chodzi o działalność państwa w zakresie kształtowania przepisów prawa. Ale też w odniesieniu do postaw społecznych i mediów, które z kolei wyznaczyły dość niskie standardy.

Fatalny ton debaty publicznej kontynuują zresztą same media na swoich portalach internetowych. Tematy na nich podejmowane są albo w sposób jednostronny, albo kreują tanią sensację. Niemniej jednak tabloidyzacja życia publicznego to żaden polski wymysł. Prawdą jest, że w naszym kraju zatacza ona szerokie kręgi i zaraża również środowiska intelektualne. Warto jednak powiedzieć sobie jasno, że „polski internet” wcale nie jest bardziej zaśmiecony i agresywny w tonie wypowiedzi niż obcy.

Dla przykładu można podać choćby ostatnią słynną historię łotewskiego portalu Ask.fm. Jak wskazuje nazwa, witryna ta służy do zadawania pytań. Użytkownik tworzy profil, a następnie zaprasza do niego zarówno przyjaciół, jak i nieznajomych. Pytać można anonimowo i oczywiście prawie każdy korzysta z tej możliwości. Podobno ta wirtualna zabawa wciągnęła już 60 milionów osób ze 150 krajów, głównie ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Brazylii, Rosji, Niemiec, Francji, Turcji i Polski. Aż połowa z użytkowników jest niepełnoletnia. Jak się można domyślić, pojawiały się na nim nie tylko niewinne pytania.

Przekonała się o tym 14-letnia Hannah Smith z brytyjskiego Lutterworth, którą użytkownicy nazwali m.in. „krową” i „głupią dziwką”. Niektórzy wprost zachęcali ją do samobójstwa: „Zrób nam wszystkim przysługę i zabij się”, „Gdybyś się zabiła, nikogo by to nie obchodziło”. Na początku roku dziewczyna powiesiła się w swoim pokoju.

Przy takich historiach działania polskich „hejterów” wydają się tylko niewinnymi zabawami. To, że w polskim internecie nie jest aż tak źle, wcale nie powinno skłaniać nas do samozadowolenia. Trzeba zachować dystans w ocenie rodzimej sytuacji, a przy okazji nie gloryfikować rzeczywistości zagranicznej. Ta ostatnia, jak widać, bywa o wiele bardziej brutalna niż polska.

Zresztą nie do końca rozumiem zaskoczenie, jakie zwykle budzą treści umieszczone w sieci. W mojej ocenie wydają się one – ze względu na swoją „jakość” – interesujące. To one bowiem w pewnym stopniu stanowią obraz społeczeństwa, które pod płaszczem anonimowości pokazuje prawdziwą twarz.

Czy to tylko polska specyfika? Nie do końca. Przywołany wcześniej przykład pokazuje to dobitnie. Anonimowość zachęca do swobody zachowania czy wypowiedzi na całym świecie. Czy to źle? Tu trzeba sobie powiedzieć uczciwie, że nierzadko dobrze. Czasami anonimowość może stanowić gwarancję swobody wypowiedzi. Czy powinno się ją zatem bezwzględnie gwarantować? Tak aby uchronić szczerych krytyków przed ewentualnymi niedogodnościami ze strony osób krytykowanych? A może należy pozwolić na udostępnianie danych personalnych? Może wręcz nakazać podpisywanie się pod danym komentarzem, opinią, przez każdego, kto tylko zechce zabrać głos w dyskusji?