Newsletter

Lekcja strategii i kaligrafii

William Damon, 29.08.2013
Nasi dziadkowie i rodzice zwykle szli drogami wytyczonymi przez poprzednie pokolenia. Dziś młodzi muszą szukać rozwiązań na własną rękę

Strona 1

Nasi dziadkowie i rodzice zwykle szli drogami wytyczonymi przez poprzednie pokolenia. Dziś młodzi ludzie muszą szukać rozwiązań na własną rękę – mówi prof. William Damon z Uniwersytetu Stanforda w rozmowie z Weroniką Przecherską

CC BY-SA 3.0. Autor: Kingkongfive

Weronika Przecherska: Znajdź w życiu to, co kochasz. Naucz się czerpać wnioski ze wszystkich doświadczeń, także negatywnych. W przyszłości może się okazać, że to najlepsze lekcje, jakie dostałeś – takie rady dawał studentom amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda założyciel Apple Steve Jobs. Jako profesor uczelni był Pan jednym ze słuchających tego przemówienia. Później w internecie obejrzały go miliony. Gotowy przepis na sukces?

William Damon: To była genialna przemowa. Jedna z najlepszych, jakie w życiu słyszałem. Pamięta pani fragment o zajęciach z kaligrafii? Przyszły twórca Apple rzuca studia i uczęszcza na (pozornie) nieprzydatne zajęcia z kaligrafii. Wiele lat później wykorzysta to doświadczenie przy tworzeniu czcionek dla Macintosha. To doskonały przykład tego, jak często o naszym zwycięstwie decyduje sekwencja początkowo nieprzystających do siebie doświadczeń. To także dzięki nim szef Apple wymyślał produkty, których nikt wcześniej nawet nie potrafił sobie wyobrazić. Jobs nie powiedział jednak o czymś bardzo ważnym, choć doskonale widać to w efektach jego pracy: jeśli chcesz odnieść sukces, musisz zastanowić się, czego ludzie potrzebują w życiu. To pewien rodzaj geniuszu i Jobs na pewno go posiadał. Ale opowiem pani jeszcze jedną historię…

…o Jobsie?  

Nie. O Duńczyku, który zarządzał firmą produkującą aparaty słuchowe. Pracujący dla niego inżynierowie mieli ambicje zrobić sprzęt najlepszej jakości. Rzeczywiście, aparaty były świetne, wyjątkowo czułe na dźwięk, na najwyższym technologicznym poziomie. Przyglądając się ich użytkownikom, Duńczyk zrozumiał jednak, że ludzie po prostu nie lubią ich nosić. Co więcej, czują się w nich tak niekomfortowo, że często je zdejmują i zostawiają, gdzie popadnie. Po wielu rozmowach i obserwacjach zdał sobie sprawę, że niedosłyszący wcale nie chcą słuchawek o tak świetnych parametrach. Wręcz przeciwnie: chętniej kupowaliby aparaty mniej czułe na dźwięk, wytwarzające delikatniejsze tony. Największe znaczenie ma dla nich to, by słuchawki były mniejsze, a tym samym poręczniejsze. Podzielił się obserwacjami ze swoimi inżynierami – i co się stało?

Podejrzewam, że byli oburzeni. Próbowali przecież stworzyć świetną jakość, a on skrytykował ich koncepcje.

Trafiła pani w sedno. Duńczyk miał jednak tę przewagę, że jako szef firmy mógł nakłonić swoich pracowników do zmian. Przekonał ich, że ich klientom wcale nie zależy na tak świetnej jakości. Potrzebują zaś słuchawek, które są wygodne w noszeniu. Nowa strategia okazała się olbrzymim sukcesem. Wartość firmy w ciągu kolejnych pięciu lat wzrosła siedmiokrotnie. Gdy słucha się tej historii, można odnieść wrażenie, że wnioski Duńczyka były po prostu oczywiste. Wcale jednak tak nie jest. Trzeba mieć sporo empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka, by pojąć, jakie są jego potrzeby.

To nie tylko kwestia empatii, ale też pewności siebie, nieschematycznego myślenia i odwagi prezentowania nowych rozwiązań. Takie umiejętności przydatne są nie tylko w biznesie, w szkołach jednak rzadko zwraca się na nie uwagę…

Szkoły? One zawodzą kompletnie. Promują bardzo akademicki, statyczny sposób myślenia. Pokazują gotowe rozwiązania, zamiast zadawać pytania i zachęcać do szukania odpowiedzi. Brakuje w nich projektów, nad którymi młodzi ludzie mogliby pracować, eksperymentować, sprawdzać zastosowanie swoich pomysłów. W rzeczywistości przecież dokładnie tak to wygląda. Widać to chociażby na przykładzie przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces. To ludzie o wielkiej ciekawości świata. W poznanie tego, co nieznane, wkładają olbrzymią ilość pasji i energii. Oczywiście, ich pomysły nie zawsze się sprawdzają, wiele kończy się fiaskiem. W końcu jednak odnoszą sukces. Synonimem takiego podejścia jest amerykańska Dolina Krzemowa. Ludzie nie tylko nie boją się tutaj porażki – oni wręcz chcą ją ponieść, ponieważ wiedzą, że ta porażka nauczy ich dużo więcej niż sukces.

Mówi Pan o pasji i determinacji. Najpierw jednak trzeba mieć pomysł na to, co chce się robić: wynaleźć nową internetową aplikację, napisać książkę czy uczyć dzieciaki w szkole. Znalezienie właściwej koncepcji jest niekiedy trudniejsze niż wprowadzenie jej w życie.

Dorosłe życie wymaga stworzenia długotrwałego planu, który na dodatek samemu trzeba naszkicować. To jedno z najtrudniejszych zadań, przed którymi stają młodzi ludzie. Niestety, takiego sposobu myślenia nie jesteśmy uczeni od dzieciństwa. Rodzice zamiast wpajać nam umiejętność planowania, wytyczają raczej krótkofalowe cele: zrób pracę domową, posprzątaj pokój, naucz się tabliczki mnożenia. Dorosłość stawia przed młodymi ludźmi zupełnie inne wymagania. Oni zaś, szczególnie dziś, gdy presja ekonomiczna jest tak duża, wpadają wtedy w panikę. Budowanie długofalowej strategii zastępują myśleniem w kategoriach rozwiązań przynoszących jak najlepsze rezultaty. Zamiast myśleć, gdzie chcieliby się znaleźć za 5, 10, a nawet 50 lat, skupiają się tylko na tym, co tu i teraz. Zapewniam, nie tędy droga.

Od czego więc zacząć?

Od realnej oceny swoich umiejętności i zdolności. Wbrew pozorom, nie jest to wcale łatwe zadanie. Kochasz muzykę, ale z trudem przychodzi ci rozróżnienie najprostszych tonów? Twoje szanse na zostanie profesjonalnym pianistą są raczej niewielkie. Ale to może być świetny pomysł na hobby i relaks po wyczerpującym dniu pracy. Jednocześnie trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie potrzeby innych można zrealizować za pomocą naszych zdolności. Musimy znaleźć powiązanie pomiędzy naszymi działaniami a celami, które chcemy osiągnąć. Łączenie idealizmu i realizmu to klucz do sukcesu.