Newsletter

Kundera na OFF Festivalu

Łukasz Grzesiczak, 09.08.2013
Wizyta na odbywających się w przeciągu dwóch tygodni muzycznych festiwalach w Katowicach utwierdza w przekonaniu, że ciągle prawdziwa jest teza czeskiego pisarza o wspólnocie Europy Środkowej

Autor „Nieznośnej lekkości bytu”, jak wiadomo, nad muzyczną alternatywę w stylu Plastic People of the Universe stawiał brneńskiego kompozytora Leoša Janáčka. Wizyta na odbywających się w przeciągu dwóch tygodni muzycznych festiwalach Colours of Ostrava i OFF Festival w Katowicach utwierdza w przekonaniu, że ciągle prawdziwa jest teza czeskiego pisarza o wspólnocie Europy Środkowej. Choć różnic między Polakami a Czechami nie brakuje.

W tym roku OFF Festival zorganizowano po raz ósmy. Impreza kierowana przez Artura Rojka początkowo odbywała się w Mysłowicach, na terenie kąpieliska „Słupna”. Od 2010 roku festiwal zadomowił się w Katowicach, w Dolnie Trzech Stawów. Colours of Ostrava po raz pierwszy odbył się w 2002 roku, by po zmianach lokalizacji od 2012 roku zapraszać fanów do postindustrialnej przestrzeni byłej huty Vitkovice w niemal samym centrum Ostrawy.

Nie chcąc brnąć w wysublimowane dyskusje o muzycznej alternatywie i mainstreamie można zaryzykować stwierdzenie, że oddalone od siebie o 100 kilometrów Katowice i Ostrawa w ciągu dwóch tygodni organizują bardzo podobne muzyczne wydarzenia (w tym roku na obu festiwalach wystąpiła amerykańska posthardcorowa grupa Girls Against Boys) – czterodniowe kulturalne święto muzycznej alternatywy odwiedzane przez gwiazdy z całego świata. Święto, które oferuje także bogatą ofertę kulturalną: projekcje filmowe, wystawy, panele dyskusyjne.

Kuratorem organizowanej w ramach OFF Festivalu Kawiarni Literackiej był w tym roku pisarz i felietonista Krzysztof Varga, a gośćmi festiwalowej publiczności – absolutna czołówka literatury, i to nie tylko polskiej. Autor „Trocin” w często powracających dyskusjach o niskim poziomie czytelnictwa wśród Polaków powoływał się na pozytywny przykład Czechów. I choć, o dziwo, w Ostrawie literatura była nieobecna, niezwykłe jest odkrycie, jak niewiele różni gości obu imprez, jak podobne mamy gusta, jak czuć w nas tę środkowoeuropejskość.

Równie ciekawe jest jednak obserwowanie tego, co nas dzieli. Polacy chętnie odwiedzają festiwal w Ostrawie, a jego organizatorzy aktywnie promują się w polskich mediach, prowadzą także działania promocyjne po polsku w popularnych mediach społecznościowych. W tym roku na Colours of Ostrava wystąpiły Anna Maria Jopek i Maria Peszek. Podczas obu koncertów razem z Polakami bawili się też Czesi. Organizatorzy czeskiego festiwalu przygotowali polskojęzyczną stronę Coloursów, a nawet zatrudnili polską agencję piarowską. Większość polskich mediów – a na pewno niemal wszystkie z województwa śląskiego – informowało o muzycznej imprezie w Ostrawie.
Tymczasem po polskiej stronie, na OFF Festivalu, nie widać nawet próby zainteresowania imprezą Czechów. Nie wystąpił żaden artysta z kraju naszych południowych sąsiadów, brakowało też informacji po czesku.

Być może najsłabszym elementem katowickiego festiwalu jest strefa gastronomiczna. Ulokowano ją w samym środku obszaru zajętego przez imprezę, odcięto od scen, a przejście obstawiają ochroniarze, którzy uważnie pilnują, by nikt z piwem, napojami czy jedzeniem nie dostał się w pobliże sceny. Skutkuje to ogromnymi kolejkami w przerwach między koncertami. Ponoć chodzi o bezpieczeństwo (z tego samego powodu wszystkie napoje rozlewane są do tekturowych kubków).

Czesi względy bezpieczeństwa definiują inaczej. Na Colours of Ostrava panuje luz i brak agresji. Być może także dlatego, że organizatorzy pamiętają o postawieniu umywalek w pobliżu toi toiów, o czym nie pomyślano w Katowicach. Strefa gastronomiczna jest na terenie całego festiwalu, nikogo nie niepokoi spożywanie posiłków i picie piwa podczas koncertów. Natomiast napoje w fabrycznych opakowaniach sprzedawane są bez ograniczeń.

Tylko raz byłem świadkiem sytuacji, kiedy na Colours of Ostrava plastikowa butelka poleciała w kierunku sceny. Zdarzyło się to podczas koncertu Marii Peszek. Rzucili ją Polacy.