Newsletter

Dwie drogi Europy

Jacek Saryusz-Wolski, 30.07.2013
Europa nie cierpi na brak wizji, ale na brak politycznej woli

Komisja Europejska przedstawiła ostatnio plan „W kierunku bardziej konkurencyjnego i wydajnego europejskiego sektora obronności”, który ma umocnić pozycję Unii jako globalnego gracza. Oczywiście, wzmocnienie zdolności obronnych Europy może być elementem zwiększającym konkurencyjność naszego kontynentu na arenie międzynarodowej, a co najważniejsze – bezpieczeństwo jego obywateli. Będzie jednak miało ono realne znaczenie tylko wówczas, jeśli pójdzie w parze z prawdziwie wspólną i skuteczną polityką zagraniczną Unii.

Przedstawiciele Komisji Europejskiej podkreślają konieczność budowania „silnej i aktywnej” polityki zagranicznej. Żeby taka mogła jednak zaistnieć, musi być wspólną polityką zagraniczną chcianą przez wszystkich. Europa nie cierpi na brak wizji, ale na brak politycznej woli. Zamiast armii, mamy debatę o armii. A ten brak politycznej woli jest spowodowany poczuciem braku zagrożenia, które w dzisiejszym niespokojnym świecie jest jednak złudne. Kryzys gospodarczy, w połączeniu z tym brakiem poczucia zagrożenia, skłania kraje europejskie do przyzwolenia na dalsze cięcia wydatków na zbrojenia.

Tym bardziej więc grudniowy szczyt UE, który poświęcony będzie strategicznym kwestiom europejskiej polityki obrony i bezpieczeństwa, powinien zmobilizować Unię do podjęcia konkretnych działań i zobowiązań w ramach jej Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (EPBiO).

Komisja Europejska zaczęła działania od zasobów i przemysłu, bo w tej dziedzinie ma kompetencje. To dobra inicjatywa, która musi pociągnąć za sobą kolejne działania i zmobilizować pozostałe instytucje i rządy europejskie. Tworzenie przychylnego środowiska prawnego jako zachęta do podejmowania inwestycji w sektor obronny wydaje się konieczne, biorąc pod uwagę spadek wydatków w tym sektorze na przestrzeni ostatniej dekady z 251 mld euro do 194 mld euro, zwłaszcza że taki spadek nie został odnotowany w krajach BRICS czy Stanach Zjednoczonych. Sama Ameryka wydaje na badania i rozwój w sektorze obronnym 7 razy więcej aniżeli Unia zrzeszająca 28 państw. To, w połączeniu z fragmentaryzacją naszego wewnętrznego europejskiego rynku obronnego, aż prosi się o podjęcie działań na poziomie ponadnarodowym.

Jeszcze w czasach rzymskich mówiono: jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Chcąc pokoju i bezpieczeństwa dla swych mieszkańców, kraje członkowskie nie mogą osiąść na laurach i nieustannie dokonywać cięć w wydatkach na obronę. Nie mogą też trwać w błędnym przekonaniu, że za bezpieczeństwo Europy zawsze będzie odpowiadał ktoś inny, w domyśle – Stany Zjednoczone. Ta epoka minęła. Tym bardziej potrzebna jest wspólna mapa drogowa, zmierzająca do zwiększenia wydajności i konkurencyjności europejskiego sektora obronności i bezpieczeństwa, której elementem jest lipcowy komunikat Komisji Europejskiej. O tej mapie drogowej będziemy dyskutować również podczas kolejnych posiedzeń Delegacji Parlamentu Europejskiego do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, której przewodniczę.

Europejczycy stoją przed wyborem. Mogą pogodzić się z tym, że ich rola na arenie międzynarodowej będzie coraz mniejsza i decyzje dotyczące ich bezpośredniego sąsiedztwa, a co za tym idzie – bezpieczeństwa, będą podejmowane przez innych. Ale mogą też zdecydować się na budowanie prawdziwie wspólnych polityk i zasobów, podejmowanie wspólnych przedsięwzięć (w tym wprowadzanie europejskich norm, kompatybilności technologii, m.in. wojskowych), wspieranie klastrów, prowadzenie wspólnie badań naukowych czy efektywne wykorzystywanie infrastruktury energetycznej.

Czy ten dokument Komisji stanie się zalążkiem decyzji o wyborze drugiej z wymienionych dróg? Pokażą to najbliższe miesiące.