Newsletter

Dzień Bezpiecznego Kierowcy

Michał Dobrzański, 25.07.2013
Dzień Bezpiecznego Kierowcy, który przypada 25 lipca, obchodzony jest wyłącznie w naszym kraju

Dzień Bezpiecznego Kierowcy, który przypada 25 lipca, obchodzony jest wyłącznie w naszym kraju. Jego pomysłodawcy zapewne dostrzegli, jak źle jest z bezpieczeństwem na polskich drogach, i chcieli coś z tym zrobić. Tyle że takie nazwanie tego dnia zachęca do przyjęcia w dyskusji o bezpieczeństwie perspektywy kierowców. Tymczasem ich bezpieczeństwo nie jest ważniejsze, lecz tak samo ważne jak wszystkich innych uczestników ruchu. Szczególna rola kierowców wiąże się przede wszystkim z większą odpowiedzialnością, która na nich ciąży. Wybierając bowiem samochód, decydują się na środek transportu, który może tworzyć śmiertelne zagrożenie dla innych.

Mówienie wyłącznie o kierowcach odwraca także uwagę od współodpowiedzialności zarządców dróg za stan bezpieczeństwa. Mają oni do dyspozycji bardzo wiele skutecznych rozwiązań inżynieryjnych, które zniechęcają użytkowników infrastruktury do zachowań niebezpiecznych. W Polsce większości z nich nadal się jednak nie stosuje. Nasi zarządcy poczuwają się głównie do odpowiedzialności za stan infrastruktury, ale już nie za jej kształt, a to on ma znaczący wpływ na styl jazdy. Obowiązkiem zarządcy powinno przecież być dbanie o to, aby w przestrzeni, którą zarządza, nie dochodziło do zjawisk patologicznych. Gdy tak się dzieje, powinien zaś szukać skutecznych rozwiązań. W Polsce zarządcy dróg póki co ograniczają się do argumentowania, że taki obowiązek na nich nie spoczywa.

Koncentrowanie się na kierowcach jest po części konsekwencją fenomenu, który można nazwać „zmową współczucia” między przedstawicielami państwa i kierowcami. Nie chodzi przy tym o to, że ktoś się z kimś rzeczywiście dogadał. Głównym środkiem transportu przedstawicieli administracji czy policji na ogół jest samochód, dlatego w polskim dyskursie o bezpieczeństwie na drogach dominuje perspektywa „zza kierownicy”. Przedstawiciele państwa potrafią bronić nawet patologicznych zachowań kierujących dlatego, że najbardziej identyfikują się z tą grupą. Jest to kontrefektywne dla poprawy bezpieczeństwa i skutkuje bagatelizowaniem potrzeb transportowych wszystkich innych grup uczestników ruchu.

Prowadzi to też do organizowania ruchu pod dyktando najsilniejszych jego uczestników – kierowców. Przez to zamiast otaczać najsłabszych większą ochroną prawną, próbuje się obarczać ich dodatkową odpowiedzialnością. Zamiast przeciwdziałać nadużyciom najsilniejszych, bagatelizuje się ich występki. W zakresie ruchu drogowego państwo polskie nie wywiązuje się nawet z obowiązków tzw. państwa minimalnego, czyli ochrony obywateli przed zagrożeniem związanym z realizacją egoistycznych potrzeb ich współobywateli. Zamiast tego legalizuje prawo silniejszego!

Przyjęcie perspektywy kierowców prowadzi także do faworyzowania rozwiązań drogowych, które gwarantują im subiektywne poczucie komfortu. Buduje się szerokie, wygodne drogi o wysokiej przepustowości i bezkolizyjnych skrzyżowaniach. Doświadczenie innych krajów pokazuje jednak, że planowanie sieci drogowej w oparciu o zdroworozsądkowe sądy kierowców przynosi odwrotne do zamierzonych rezultaty. Poszerzanie ulic może prowadzić do spadku przejezdności całej sieci drogowej, a zwiększanie subiektywnego poczucia bezpieczeństwa kierowców zachęca ich do bardziej ryzykownych zachowań.

Najgorszą konsekwencją kierowania się doraźnym komfortem kierowców jest jednak przedkładanie płynności ruchu samochodów nad zdrowie i życie pieszych. Dobitnym przykładem takiego myślenia była niedawna wypowiedź jednego z warszawskich urzędników, która jasno wskazuje, że płynność ruchu postrzegana jest jako ważniejsza od bezpieczeństwa pieszych. Daleki jestem od przypisywania temu człowiekowi złych intencji, ale sądzę, że jego myślenie wpisuje się właśnie w klimat mówienia o „bezpiecznych kierowcach”.

Nie chcę jednak, aby moja krytyka została odebrana jako brak zrozumienia dla szlachetnych intencji pomysłodawców Dnia Bezpiecznego Kierowcy. Dlatego skoro już świętujemy taki dzień, serdecznie zachęcam, aby w jego ramach skoncentrować się na powyższych problemach. Pikników, na których uczestnikom rozda się odblaski oraz poinstruuje pieszych, że samochody są niebezpieczne, mamy już dość. Natomiast fachowej dyskusji o efektywnym przeciwdziałaniu wypadkom na naszych drogach – wciąż zbyt mało.