Newsletter

Prawie jak mąż stanu

Tomasz Mincer, 24.07.2013
Litewska prezydent ma sporo atutów, by zasłużyć na miano męża stanu. Ale uwidaczniają się one przede wszystkim na tle poważnego kryzysu, jaki dotyka litewską klasę polityczną

Litewska prezydent ma sporo atutów, by zasłużyć na miano męża stanu. Ale uwidaczniają się one przede wszystkim na tle poważnego kryzysu, jaki dotyka litewską klasę polityczną

Z początkiem lipca Litwa objęła przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Główne priorytety prezydencji u naszych północno-wschodnich sąsiadów to bezpieczeństwo energetyczne, Partnerstwo Wschodnie, wzmocnienie zewnętrznych granic Unii Europejskiej, a także aktywizacja współpracy państw regionu Morza Bałtyckiego.

Litewska prezydencja

W kontekście bezpieczeństwa energetycznego warto przypomnieć, że od czasu zamknięcia elektrowni Ignalina w 2009 r. Litwa w 90 procentach jest zależna od rosyjskiej energii. Kwestie energetyczne stanowią często oś rozgrywek politycznych wewnątrz kraju między prezydent Dalią Grybauskaite, a rządem premiera Algirdasa Butkeviciusa. Grybauskaite akcentuje przede wszystkim niezależność polityki energetycznej wobec Moskwy. Butkevicius zaś postrzegany jest jako polityk, który za cenę niższej energii gotów będzie utrzymać zależność od Rosji.

Cele prezydencji zostały scharakteryzowane przez trzy określenia Europy jako kontynentu wiarygodnego, prowzrostowego i otwartego. Pierwszy odnosi się przede wszystkim do stabilności sektora finansów (w tym finansów publicznych). Na Litwie trzeba przyznać jest on de facto zrealizowany, biorąc pod uwagę to, że deficyt tego kraju wyniósł 3,2 proc. w 2012 r., a na kolejny, bieżący prognoza mówi o poziomie 2,5 proc. Z kolei dług publiczny w relacji do PKB wynosi 40,7 proc. (w 2012 r.). Dla porównania w UE jest to średnio 85,3 proc. PKB (wszystkie dane za PAP).

„Europa wzrostu” ma stać się możliwa dzięki inwestycjom w sektor R&D, głębszą integrację rynku wewnętrznego, korzystniejsze warunki dla zwiększania zatrudnienia i zrównoważony rozwój społeczny. Zaś „Europa otwarta” to kontynent promujący demokratyczne wartości, broniący praw unijnych obywateli. W tym ostatnim kontekście dobrze się stało, że Litewski Najwyższy Sąd Administracyjny nakazał merowi Wilna zezwolenie na organizację tamtejszego Marszu Równości pod koniec lipca. Inaczej cel wyrażony w taki sposób byłby tylko cynicznym pustosłowiem.

Ta ostatnia kwestia spotkała się z reakcją samego szefa komisji Jose Barroso. W wypowiedzi dla dziennika „Lietuvos rytas” stwierdził, że „Komisja Europejska uważnie śledzi sytuację w państwach zwłaszcza w takich kwestiach jak dyskryminacja homoseksualistów i szybko reaguje, jeśli występują problemy. Na przykład w 2010 r. Komisja Europejska już apelowała do rządu litewskiego wyrażając zaniepokojenie przeszkodami związanymi z organizacją przemarszu homoseksualistów” (wówczas to prezydent Grybauskaite zasugerowała rządowi łagodniejsze zapisy w ustawie – tm; cytat za Delfi.lt).

Niemniej istotne, również z polskiego punktu widzenia, a zwłaszcza w kontekście dotychczasowej polityki MSZ na odcinku wschodnim, będzie szczyt Partnerstwa Wschodniego zaplanowany na 28 listopada w Wilnie. Kwestia, czy dojdzie podczas jego obrad do podpisania umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina, pozostaje wciąż otwarta.

Prezydent po raz drugi

W opinii niektórych komentatorów czas prezydencji stanowi dla Dalii Grybauskaite doskonały moment, by pognębić politycznych przeciwników. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich była komisarz w UE, mimo swych lewicowych korzeni, poparła chadeckie ugrupowanie przegranego premiera Andriusa Kubiliusa, rzecznika budowy litewskiej elektrowni atomowej.

Wyraźnie krytykowała wówczas lidera Partii Pracy, Viktora Uspaskicha, który posądzony był o malwersacje finansowe. Po wielu miesiącach sąd przyznał pani prezydent rację, skazując polityka związanego z rządzącą koalicją i m.in. jego prawą rękę na kary więzienia (4 lata dla Uspaskicha i 3 lata dla Vitaliji Vonzutaite). Pikanterii całej sprawie dodaje rosyjskie pochodzenie Uspaskicha, który zbił fortunę na imporcie gazu. W latach 2004-06 Partia Pracy uniknęła zapłaty ponad 3,8 mln litów (ponad 1 mln euro) podatków i in. świadczeń.

Z jednej strony mamy zatem częste zmiany rządów na Litwie, skandale korupcyjne, impeachment prezydenta Rolandasa Paksasa (jego ugrupowanie jest obecnie w koalicji rządzącej), a z drugiej jaśniejącą na tym tle gwiazdę Grybauskaite. Prezydent doskonale rozpoznawalną w Unii Europejskiej (b. komisarz ds. budżetu UE), uhonorowaną prestiżowym medalem Karola Wielkiego.

Stąd też nie dziwi fakt, że blisko 40 procent ankietowanych na pytanie, jakiego kandydata poparliby w wyborach prezydenckich wskazuje właśnie na urzędującą prezydent. Drugi w kolejności jest szef litewskiego rządu z poparciem rzędu 16 procent (za: „Lithuania Tribune”). Zaś według badań opublikowanych w dzienniku „Lietuvos rytas” (20.07) dla 22,4 proc. litewskich obywateli to prezydent jest tym politykiem, który najlepiej reprezentuje interesy rodaków. W przypadku premiera odsetek ów wynosi 14.7. Generalnie dobrze ocenia Grybauskaite niemal 70 proc. badanych.

Pani prezydent ma więc sporo atutów, by zasłużyć na miano męża stanu. Ale uwidaczniają się one przede wszystkim na tle poważnego kryzysu, jaki od lat dotyka litewską klasę polityczną.

Grybauskaite nie będzie jednak umierać za prawa człowieka, prawa mniejszości czy to językowej, czy tej o odmiennej orientacji seksualnej. Kwestię marszu gejów w Wilnie pozostawiła do rozstrzygnięcia merowi miasta i sądowi, wskazując jedynie że konstytucja zapewnia takie same prawo do demonstracji wszystkim obywatelom Litwy. A jej orędzie o stanie państwa w litewskim Sejmie wielu odebrało jako podszyte nacjonalistyczną retoryką i chęcią przypodobania się starszemu elektoratowi.

Z dotychczasowych posunięć prezydent Republiki Litewskiej wynika, że jest zainteresowana przede wszystkim reelekcją w 2014 roku. Analitycy podkreślają, że przynajmniej w warstwie retorycznej akcenty nacjonalistyczne będą pojawiać się rzadziej, co powinno ucieszyć polską mniejszość. Ale dopiero po wygranych przez panią prezydent wyborach.

*Tomasz Mincer – publicysta