Newsletter

Ani centa za zieloną linię

Paulina Biernacka, 23.07.2013
Unia Europejska chce zmusić Izrael do zawarcia porozumienia z Palestyńczykami

Unia Europejska chce zmusić Izrael do zawarcia porozumienia z Palestyńczykami. Wprowadza więc w życie dyrektywę, która zabrania członkom Wspólnoty współpracy z izraelskimi firmami działającymi na terytoriach okupowanych

19 lipca wchodzi w życie dyrektywa Unii Europejskiej, która zabrania finansowania oraz współpracy z instytucjami i firmami izraelskimi mającymi siedziby bądź działającymi na terytoriach okupowanych. W dyrektywie jest także zapis nakazujący zaznaczenie we wszystkich przyszłych umowach pomiędzy Wspólnotą a Izraelem, że państwo żydowskie zgadza się z poglądem UE, iż terytoria znajdujące się za tzw. zieloną linią nie należą do Izraela.

Burza w mediach, popłoch w rządzie

Działania Unii są jej kolejnym aktem sprzeciwu wobec okupowania przez Izrael terytoriów wywalczonych przez to państwo w wojnie 6-dniowej. I wobec budowania na nich osiedli, co Bruksela uznaje za niezgodne z prawem międzynarodowym. Wprowadzenie dyrektywy w życie ma tylko potwierdzać to, co UE powtarza od lat: pomoc finansowa Brukseli dla Jerozolimy nie będzie obejmowała osiedli żydowskich na terytoriach okupowanych.

Unia Europejska tłumaczy, że restrykcje mają… pomóc Izraelowi. Zagwarantują bowiem, że pieniądze nie będą trafiały za zieloną linię, ale do obywateli Izraela. Mieszkańcy państwa żydowskiego uważają jednak, że działania te mają izolować ich kraj na arenie międzynarodowej i być sposobem na wyznaczenie przyszłych granic izraelsko-palestyńskich przez Unię Europejską. A na to nie mają zamiaru pozwolić.

Dyrektywa wywołała burzę medialną w Izraelu i popłoch wśród najwyższych władz. Premier Benjamin Netanjahu obdzwania europejskie stolice, próbując przekonywać liderów państw, by sprzeciwili się wprowadzeniu jej w życie. Prezydent Szimon Peres apeluje zaś do władz Unii Europejskiej o wstrzymanie nowych regulacji, gdyż poważnie zaszkodziłyby one wznawianym w wielkich bólach rozmowom pokojowym pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami.

Zapędzanie kijem do stołu

Paradoksalnie jednak, tym razem ostre działanie Unii Europejskiej może pomóc procesowi pokojowemu oraz krytykowanym, a nawet wyszydzanym przez wielu izraelskich polityków wysiłkom sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego, który od kilku miesięcy próbuje doprowadzić do wznowienia negocjacji. Kara, jaką Unia Europejska próbuje nałożyć na Izrael za okupowanie terytoriów, byłaby na tyle bolesna i niebezpieczna, że Izraelczycy wolą wybrać mniejsze zło i usiąść do stołu negocjacyjnego z przedstawicielami Autonomii Palestyńskiej. Byłaby to także okazja, aby udowodnić Europejczykom, że Izraelowi nie brakuje złej woli w kwestii rozwiązania konfliktu. I wymusić poprzez naciski Waszyngtonu na Brukselę złagodzenie polityki UE wobec Izraela.

Wstrzymanie funduszy dla firm operujących na terytoriach okupowanych uderzyłoby nie tylko w izraelskich biznesmenów. Eksperci przewidują, że brak dofinansowania z UE może doprowadzić do zamknięcia wielu firm, co będzie skutkowało zwolnieniami. W izraelskich przedsiębiorstwach na Zachodnim Brzegu pracuje około 70 tysięcy Palestyńczyków. To oni będą zwalniani, a więc to oni powinni najgłośniej protestować przeciwko europejskiej dyrektywie.

Co się opłaca opłacać

Calev Meyers pisze w „The Times of Israel”, że decyzja Unii Europejskiej jest kuriozalna, ponieważ zabiera Palestyńczykom pracę, której Wspólnota im nie zapewni. Europejczycy w dalszym ciągu będą jednak finansować szkoły UNRWA, które według autora zachęcają młodzież palestyńską do prowadzenia krwawego dżihadu. Unia Europejska będzie sponsorować także rządy prezydenta Mahmuda Abbasa w Autonomii Palestyńskiej, odpowiedzialne za łamanie praw człowieka na terytoriach okupowanych m.in. przez tłamszenie mediów palestyńskich, arbitralne aresztowania, tortury oraz egzekucje bez procesów.

I jeszcze jedno: Europejczycy nie przestaną opłacać Abbasa, którego zarobki – zgodnie z informacjami podawanymi w źródłach palestyńskich – wynoszą milion euro miesięcznie. 110 razy więcej niż pensja członka Parlamentu Europejskiego.

W odpowiedzi na działania UE izraelskie władze zagroziły wycofaniem się z programu Horizon 2020, flagowego projektu europejskiego promującego innowacje. Ruszający w przyszłym roku program ma finansować badania naukowe, a jego nadrzędnym celem jest zwiększenie wzrostu gospodarczego i zatrudnienia w państwach Unii Europejskiej. Izrael, mimo iż nie należy do Unii, jest największym płatnikiem programu.

Ale ma być także jednym z jego największych beneficjentów, gdyż Izraelczycy liczą na ogromne granty na badania. Dlatego tak ostre zagranie rządu wydaje się mało opłacalne dla samego państwa żydowskiego. Pokazuje jednak, jak bardzo zdeterminowani są Izraelczycy w kwestii konfliktu z Palestyńczykami.

Przełom tuż-tuż?

Doniesienia z ostatnich tygodni z Bliskiego Wschodu każą jednak wierzyć, że Izraelczycy i Palestyńczycy są bardzo blisko porozumienia. Prezydent Peres prosi Unię Europejską o czas, gdyż negocjacje mają zostać wznowione lada dzień. Już same rozmowy pokojowe byłyby ogromnym sukcesem, gdyż proces pokojowy został zawieszony wiele lat temu, a ostatnie negocjacje odbyły się w 2010 roku. Izraelski portal Ynetnews podał, że po mediacjach, które od początku tego roku prowadzi John Kerry z przedstawicielami władz obu stron, Izraelczycy mieli przystać na propozycję wycofania się z terytoriów okupowanych do granicy sprzed 1967 roku (minimalnie skorygowanej o terytoria gęsto zaludnione przez obywateli państwa żydowskiego). Doniesień tych nie potwierdza jednak rząd Izraela.

Największym utrudnieniem na drodze do stołu negocjacyjnego było do tej pory żądanie strony palestyńskiej, aby Izrael zamroził budowę osiedli na spornych ziemiach. Benjamin Netanjahu nie chciał się zgodzić na żadne warunki wstępne. Ostra interwencja Unii Europejskiej może jednak wpłynąć na władze Izraela mobilizująco i wymusić na nich większą elastyczność w stosunku do Palestyńczyków.

Zły moment na trzy grosze

Trudno natomiast nie odnieść wrażenia, że Unia Europejska wybrała bardzo zły moment na wtrącenie swoich trzech groszy do mediacji pokojowych. Nie tylko dlatego, że zwyczajowo patronują im Stany Zjednoczone, a Izrael jest bardzo niechętny udziałowi UE w rozmowach i uważa działania Brukseli za torpedujące przyszłe porozumienie.

Co nie mniej ważne, właśnie mija pierwsza rocznica zamachu terrorystycznego na izraelskich turystów w bułgarskim miejście Burgas. Chociaż władze Bułgarii mają wiele dowodów na to, że za zamachem stał libański Hezbollah, państwom Unii do tej pory nie udało się porozumieć w sprawie umieszczenia tego ugrupowania na liście organizacji terrorystycznych, o co Izraelczycy proszą Brukselę od bardzo dawna.

*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykłada w Collegium Civitas