Newsletter

Chorwacja: nikt nie liczy na cud

Elżbieta Sawicka, 15.07.2013
Wprawdzie w referendum „tak” powiedziało Unii prawie 67 proc. Chorwatów, jednak o euroentuzjazmie nie ma mowy

Wprawdzie w referendum „tak” powiedziało Unii prawie 67 proc. Chorwatów, jednak o euroentuzjazmie nie ma mowy

Tomasz Grosse, ekspert Instytutu Sobieskiego podzielił się niedawno z czytelnikami „Gazety Wyborczej” takim oto spostrzeżeniem: „Spotkałem się z ciekawym porównaniem — Chorwacja wkraczająca do UE to taki spóźniony i nie do końca mile widziany gość na przyjęciu, na którym zjedzono już wszystkie frykasy i zostały tylko resztki. Gdy Polacy w 2004 roku oficjalnie zintegrowali się z Europą, entuzjazm był nieporównywalnie większy”.

Brzmi to mało przyjemnie, ale, niestety, jest prawdziwe. Wprawdzie w referendum „tak” powiedziało Unii prawie 67 procent Chorwatów (frekwencja wyniosła 43 procent), jednak o euroentuzjazmie nie ma mowy.

Nie było też 1 lipca jakiejś wyjątkowej radości. Owszem, w Zagrzebiu odbyły się uroczystości w obecności wielu zagranicznych gości — był wśród nich m.in. szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schultz, wicepremier Irlandii Eamon Gilmore, prezydent Litwy Dalia Grybauskaite i przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy. Polskę reprezentował premier Donald Tusk. Zabrakło kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Kapele grały 1 lipca jak kraj długi i szeroki, ale atmosfera nie była przesadnie ożywiona. Bez fajerwerków — donosili obecni na miejscu reporterzy.

Chorwacja

Fot. Elżbieta Sawicka

Ten brak entuzjazmu szczególnie nie dziwi. Chorwaci po długich, dziesięcioletnich negocjacjach przystąpili do UE w samym środku kryzysu ekonomicznego. I nie spodziewają się (zapewne słusznie) szybkich zmian na lepsze.

Sprawy, które „znudziły się i Bogu, i diabłu”

Dubravka Ugrešić, chorwacka pisarka i eseistka mieszkająca na stałe w Amsterdamie, skwitowała wejście Chorwacji do UE felietonem „Raj na ziemi”. Dosyć gorzkim w tonacji.

Ugrešić krytycznie patrzy zarówno na swoich rodaków jak i na wcześniej zjednoczonych Europejczyków. Ci ostatni wygłaszają o Chorwacji banały w rodzaju „To piękny kraj!”, bo niewiele więcej o nim wiedzą. Chętnie wierzą w dawny turystyczny slogan reklamowy zapewniający, że Chorwacja to raj na ziemi. Całkiem możliwe, uważa pisarka, że „w imaginarium przeciętnego Europejczyka Chorwacja będzie tanią kolonialną fantazją”, a „nigdy żaden turysta na świecie nie zamartwiał się życiem tubylców”.

Tymczasem „tubylcy” znad Adriatyku problemów mają sporo. O niektórych Dubravka Ugrešić wspomina niechętnie, bo media przemieliły je już tysiąc razy. Korupcja, nepotyzm, złodziejstwo, upadek wolnych mediów… Sprawy, które „znudziły się i Bogu, i diabłu”.

Druga Grecja? Bez przesady!

chorwacja1

Fot. Elżbieta Sawicka

Dochodzi do tego trudna sytuacja gospodarcza — w ubiegłym roku PKB Chorwacji spadło o 2 procent. Ponad 20 procent obywateli nie ma pracy, a wśród młodych ludzi bezrobocie sięga aż 50 procent. W przyszłym roku dług publiczny może przekroczyć 60 procent PKB, czyli „granicę bezpieczeństwa” ustanowioną przez Unię. Niewesoło.

„Financial Times” odnotowuje, że pojawiły się już głosy, iż Unia Europejska otwierając drzwi dla Chorwatów napytała sobie biedy: Chorwacja ze swoją słabą gospodarką może stać się drugą Grecją. Redakcja brytyjskiego dziennika uspokaja jednak te obawy: Zagrzeb nie wstępuje przecież do strefy euro, więc nie będą miały tu zastosowania mechanizmy ratunkowe.

Chorwaci również uspokajają: jest nas tylko 4 miliony, tak mały kraj nie może przecież ściągnąć na UE katastrofy.

Według „Financial Times”, prawdziwym wyzwaniem mogą być kwestie instytucjonalne i polityczne: zwalczenie korupcji i reforma systemu sądownictwa.

Tuńczyki generała Gotoviny

Chorwacja ma też problem z nierozliczonymi zbrodniami wojennymi. Po zaskakującym uwolnieniu w grudniu zeszłego roku przez Trybunał Haski ds. Zbrodni w byłej Jugosławii chorwackich generałów Ante Gotoviny i Mladena Markača (oskarżonych o zbrodnie z lat 90. na Serbach z Krajiny) w kraju zapanował entuzjazm. Fetowano ich jak bohaterów narodowych.

„Chorwaccy bohaterowie wojenni są na zasłużonej wolności — ironizuje Dubravka Ugrešić. — Wolność wykorzystują, by jak najszybciej swoją niewinność i swoje bohaterstwo przekuć w pieniądz, a wszystko ze strachu, żeby ich jakieś złe moce znów nie wtrąciły do więzienia. W szybkim bogaceniu się pomaga im oddany naród chorwacki. Naród, na przykład, podarował Antemu Gotovinie ziemię nad samym morzem, a gdy ten siedział w haskim więzieniu, naród zbudował mu wspaniałą willę, żeby chorwacki generał nie tułał się po hotelach, jak z tego więzienia wróci”.

Ponieważ i naród chorwacki, i chorwackie państwo mają wielkie serce — stwierdza dalej — Gotovina dostał też kawałek Adriatyku i koncesję na intratną hodowlę oraz sprzedaż tuńczyków.

Za czasów Tudjmana Dubravka Ugrešić („czarownica z Zagrzebia”) musiała udać się na emigrację. Nie wygląda na to, aby miała już ochotę na powrót.

*Elżbieta Sawicka – dziennikarka, była szefowa działu kultury w „Rzeczpospolitej” oraz redaktor dodatków „Plus Minus” i „Rzecz o Książkach”