Newsletter

Pijani krwią męczenników

Paulina Biernacka, 12.07.2013
By odzyskać władzę, Bractwo Muzułmańskie jest gotowe zamienić Egipt w drugą Syrię

By odzyskać władzę, Bractwo Muzułmańskie jest gotowe zamienić Egipt w drugą Syrię. Dlatego wznieca rozruchy i odrzuca wszelkie propozycje włączenia się w budowę nowego porządku

Świat muzułmański zaczyna właśnie obchodzić święty miesiąc Ramadan. Jednak nie we wszystkich państwach będzie to możliwe – na pewno nie w Syrii, być może w Egipcie też nie. Oba te kraje są bowiem pogrążone w chaosie i walkach. Syria od dwóch i pół roku zmaga się z wojną domową, natomiast Egipt znalazł się na jej krawędzi po przewrocie wojskowym, w wyniku którego pozbawiono władzy Mohammeda Mursiego. Liczba ofiar walk ulicznych niebezpiecznie rośnie, a świat zaczyna się zastanawiać, czy Egipt nie podąża przypadkiem ścieżką Syrii.

Powtórka z Mubaraka

3 lipca doszło w Egipcie do obalenia pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta. Przewrót wojskowy dokonany został po tym jak miliony osób wyszły na ulice, po raz kolejny żądając odejścia Mursiego. Zarówno świecka opozycja, jak i wojskowi twierdzili, że Mursi stracił legitymizację władzy, a armia, pozbywając się go, spełniła jedynie oczekiwania społeczeństwa. Eksperci przyjmują takie tłumaczenie, podkreślając ogromną rolę ludu w obalaniu prezydenta i to, że wojsko jedynie udzieliło narodowi pomocy.

Pozbycie się Mursiego porównywane jest do obalenia poprzedniego dyktatora, Hosniego Mubaraka, i traktowane jako kontynuacja rewolucji. Mursi zaprezentował się jako osoba dbająca jedynie o interesy własnej partii, a ta po przejęciu władzy nie bardzo wiedział, w jaki sposób walczyć z problemami gospodarczymi i społecznymi nękającymi Egipt.

Islamskie Bractwo Muzułmańskie, z którego wywodzi się prezydent, oraz popierająca je znaczna część społeczeństwa wykrzykują na ulicach, że zostali zdradzeni, i wzywają do przywrócenia Mursiego do władzy. Chociaż zamknięto wspierającą islamistów telewizję, a wielu liderów i aktywistów Bractwa oraz radykalnego ugrupowania salafitów zostało aresztowanych, przywództwo islamistów szybko się pozbierało i postanowiło walczyć o swoje. Liderzy wezwali miliony osób popierających Mursiego do demonstrowania na ulicach sprzeciwu wobec zaistniałych wydarzeń do czasu, aż prezydent zostanie przywrócony. Bractwo ogłosiło, że nie obawia się ludzi, którzy doprowadzili do przewrotu wojskowego. I że należy im się zdecydowanie przeciwstawić, bo reprezentują interesy poprzedniego reżimu. Wojskowi zostali okrzyknięci zdrajcami narodu, którzy nadużyli zaufania prezydenta.

Masakra w Kairze: dwie wersje

8 lipca niedaleko budynku, w którym przetrzymywany jest Mursi, doszło do największych starć islamistów z wojskiem. Media nazwały te wydarzenia masakrą modlących się, dając wiarę przekazom Bractwa Muzułmańskiego na temat zajść. Bractwo twierdzi, że osoby popierające je zostały brutalnie zaatakowane przez wojsko w trakcie modlitwy. Armia natomiast utrzymuje, że to islamiści otworzyli ogień w kierunku żołnierzy.

Zginęło ponad pięćdziesiąt osób, a czterysta jest rannych. Zdjęcia ofiar obiegły cały świat. Po ich obejrzeniu trudno wierzyć, że Egipt nie zmierza w kierunku, w którym podążyła Syria. Ku wojnie domowej.

Bractwo wezwało do powstania przeciwko wojskowym i opozycji, a w internecie pojawiło się wiele zdjęć syryjskich dzieci przedstawionych jako egipskie, rzekomo zabite przez wojsko. To typowy trik propagandowy stosowany przez islamistów (np. Hamas), którym zależy na wyciągnięciu z domów żądnych zemsty arabów. Bractwo Muzułmańskie wezwało też społeczność międzynarodową, międzynarodowe organizacje oraz „wolnych ludzi całego świata” do interwencji w celu zatrzymania „masakr, które mają miejsce w Egipcie”.

Starcia w Kairze wyglądają na pułapkę, którą zastawili na wojsko islamiści. Nervana Mahmoud, wpływowa egipska dziennikarka, pisze na Twitterze, że Bractwo zachowuje się bardzo sprytnie: „Bractwo Muzułmańskie i Erdogan (premier Turcji – przyp. aut.) ponieśli porażkę w Syrii I, więc teraz próbują w Egipcie stworzyć Syrię II?”. Strategia Bractwa Muzułmańskiego na najbliższy czas wydaje się jasna: zniszczyć, choćby za cenę licznych ofiar, zaufanie społeczeństwa do wojskowych.

Bractwu zależy również na manipulowaniu opiniami zagranicznych rządów, dlatego chce przedstawić sytuację w kraju w takim świetle, aby przywódcom innych krajów było jak najtrudniej zaakceptować nowe władze. Obrazy z kairskich starć i zdjęcia zabitych stawiają w niekomfortowej sytuacji nawet te państwa, które cieszyły się z obalenia rządów Bractwa w Egipcie, czyli Jordanię, Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Zrzutka na spokój

Chociaż i bez oglądania zdjęć z masakry społeczność międzynarodowa ma duże problemy z jawnym popieraniem egipskich wojskowych i opozycji, którzy doprowadzili do przewrotu, duża część państw przyjęła wydarzenia w Egipcie z ulgą. Dominował optymizm i niedowierzanie, bo nikt nie przewidywał, że Bractwo Muzułmańskie może upaść aż tak szybko, osłabiając tym samym islamistów w całym regionie. I to tuż po tym jak już chyba wszyscy eksperci ogłosili, że „Arabska Wiosna” zamieniła się w „Islamską Zimę”.

Chociaż przywódcom innych państw trudno uznać tymczasowo wybranego prezydenta, już zapowiedziano współpracę z Egiptem, który zdaje się wracać na ścieżkę demokratycznej rewolucji. Stany Zjednoczone co prawda zastanawiają się, czy przekazać Kairowi coroczną transzę pomocy gospodarczej w wysokości 1,3 miliarda USD – ale za jej dostarczeniem lobbuje Izrael. Pieniądze te mogą umożliwić władzom Egiptu opanowanie sytuacji wewnętrznej, a zwłaszcza uspokojenie rozsierdzonych islamistów. Izraelczycy uważają, że bez tej pomocy Egipt nie będzie miał środków do utrzymania kontroli na półwyspie Synaj, na którym zagnieździło się wielu islamistów i bojowników organizacji terrorystycznych, zagrażających południowej granicy Izraela.

Ogłoszenie przez tymczasowe władze Egiptu planu działania na najbliższe miesiące, przede wszystkim dotyczącego ustanowienia konstytucji i terminu wyborów, wpływa na Waszyngton zachęcająco. Ogromną pomoc finansową w wysokości 8 mld USD dla Egiptu obiecały także Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Arabia Saudyjska, chcące zmniejszyć nad Nilem wpływy Obamy i ugruntować własne.

Zagrożone zdobycze rewolucji

W najbliższym czasie islamiści będą wielokrotnie prowokowali sytuacje podobne do incydentu kairskiego. Każda ofiara wojska będzie wykorzystywana do niszczenia jego wizerunku oraz podważania zdobyczy tzw. drugiej rewolucji. Portal Egypt Intependent podaje, że w trakcie jednej z konferencji przedstawiciel Bractwa Muzułmańskiego stwierdził, iż krew męczenników wzmocni wolę islamistów.

Rozwiązaniem dla Egiptu nie jest jednak aresztowanie kolejnych setek islamistów. Profesor Yoram Meitel z Uniwersytetu Ben Guriona uważa, że ustanowienie nowego systemu politycznego w kraju, który ma być oparty na wolności i sprawiedliwości społecznej, bez włączenia do niego islamistów jest niemożliwe.

Tyle że Bractwo Muzułmańskie czy salafici nie są zainteresowani współpracą z tworzącym się rządem. Mianowanie przez rząd techniczny kolejnych ministrów spotyka się z ich ostrym sprzeciwem; robią wszystko, aby przywrócić poprzednie rządy. Ci „gorliwi wierzący” gotowi są nawet bezcześcić święty miesiąc Ramadan, choć w tym czasie muzułmanie mają obowiązek wystrzegać się grzechu.

*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykłada w Collegium Civitas