Newsletter

Świat z blaszanego pudełka

Michał Dobrzański, 12.07.2013
Na to, że jedną z negatywnych konsekwencji dominacji ruchu samochodowego jest wykluczenie, zwraca się uwagę nie od dziś

Na to, że jedną z negatywnych konsekwencji dominacji ruchu samochodowego jest wykluczenie, zwraca się uwagę nie od dziś. Szerokie, wielopasmowe drogi wymagają wykluczenia innych uczestników ruchu, choćby dla ich własnego bezpieczeństwa. Wytyczając korytarze transportowe przeznaczone wyłącznie dla aut, które przecinając przestrzeń, tworzą granice nie do przekroczenia dla innych.

W przypadku miast problem ten już opisałem. Dotyczy on jednak także mniejszych miejscowości. Wiele polskich wsi jest dosłownie porozcinanych na pół przez ruchliwe drogi, a przejście na drugą stronę bywa dla mieszkańców problemem. Komfort osób przejeżdżających przez miejscowość ma pierwszeństwo przed bezpieczeństwem i jakością życia jej mieszkańców.

Gdy patrzymy na świat zza kierownicy samochodu, na ogół nie zastanawiamy się nad tym, jak wpływamy na życie okolicy. Postrzeganie rzeczywistości z tej perspektywy znacząco różni się z od postrzegania jej przez pozostałych uczestników ruchu. Kierowcy są oddzieleni od reszty świata „granicą karoserii”, która kreuje jakby dwa różne światy: ten wewnątrz samochodu i ten na zewnątrz.

Podział ten jest tyleż oczywisty, co niezauważalny, gdyż już dawno się do niego przyzwyczailiśmy. Gdy się jednak zastanowić, można z łatwością dostrzec, że osoby podróżujące autem są odcięte od wielu bodźców dochodzących zza granicy karoserii. A postęp technologiczny w produkcji samochodów tylko ten stan pogłębia.

W samochodzie jesteśmy w znacznym stopniu odizolowani od dźwięków z zewnątrz. Wnętrze auta jest wyciszone, zazwyczaj gra też radio. Świat za oknem wydaje się niemy, dociera zeń co najwyżej czasami odgłos klaksonu lub silnika. Kierowca, szczególnie poruszający się z większą prędkością, ma niewielkie szanse usłyszeć np. krzyk przechodnia. Nie zdaje sobie też sprawy z tego, jaki hałas wywołuje jego pojazd (Czytelnikom w ramach eksperymentu polecam otwarcie okna w samochodzie podczas jazdy w tunelu).

Wraz z prędkością zmienia się też wzrokowa percepcja rzeczywistości. Im szybsza jazda, tym więcej rzeczy łatwo przeoczyć. To dlatego znaki drogowe przy drogach szybkiego ruchu, aby były czytelne z samochodu, muszą być tak monstrualne.
Ponadto kierujący samochodem uwagę koncentruje przede wszystkim na drodze i jej bezpośrednim otoczeniu. Większość tego, co jest z boku, uchodzi jego uwadze. Samochodem można minąć setki miejsc, zupełnie ich nie zauważając.

Kolejnym czynnikiem swoistej alienacji kierowcy jest jego bardzo ograniczona możliwość komunikowania się z innymi uczestnikami ruchu. Choć jazda samochodem zazwyczaj wymaga współdziałania z innymi, środki porozumiewania się z nimi są bardzo ograniczone. W zasadzie sprowadzają się do kierunkowskazów, klaksonu i gestów.

W konsekwencji podróżujący samochodem jest pozbawiony szeregu istotnych bodźców, które przyczyniają się do prawidłowej interpretacji rzeczywistości. Świat zewnętrzny widziany z kabiny samochodu jest w znacznym stopniu odrealniony i pozbawiony szeregu detali. To zaś sprawia, że kierowcy dużo trudniej jest oszacować i przewidzieć zagrożenia – zarówno te dotyczące niego samego, jak i te, których jest źródłem dla innych. Np. subiektywne odczucie różnicy prędkości rzędu 10 km/h jest zupełnie niewspółmierne z rzeczywistym zagrożeniem.

Diametralna różnica w percepcji świata wewnątrz i na zewnątrz samochodu wzbudza też w kierowcy złudne poczucie, że w samochodzie jest bezpieczny.To poczucie można porównać do miru domowego. W tej sytuacji łatwiej zrozumieć, dlaczego kierowcy często nieadekwatnie reagują na przeszkody na drodze, także te całkiem błahe. Choć zatrzymanie auta, by przepuścić pieszego, to żaden wysiłek, kierowcy potrafią wpaść w takiej sytuacji w prawdziwą wściekłość. Odbierają bowiem taką sytuację jako zakłócanie ich spokoju.

Wyalienowanie kierowcy i efekt „bycia w swoim własnym świecie”, który występuje podczas prowadzenia samochodu, tłumaczy także inny powszechny problem. Gdy coś na drodze się wydarzy, np. na poboczu leży człowiek, wielu kierowców po prostu obojętnie go mija, zamiast udzielić pomocy. To oczywiście jest naganne, lecz łączy się z faktem, że kierowca pozbawiony jest szeregu informacji, które umożliwiłyby mu zrozumienie powagi sytuacji.

Dlatego można powiedzieć, że samochód przyczynia się nie tylko do wykluczenia innych uczestników ruchu przez tworzenie dla nich barier i powodowanie niebezpieczeństw, lecz wyklucza także samych kierowców. Gdy wsiadamy do auta, przenosimy się bowiem w pewnym sensie do alternatywnej rzeczywistości. Zamykamy się w blaszanym pudełku, które odfiltrowuje bądź zniekształca wiele bodźców z realnego świata. Warto to sobie czasem uświadomić.