Newsletter

Gorące lato w Teksasie

Kazimierz Bem, 27.06.2013
Czerwiec w tym roku bez wątpienia należy do amerykańskiego Sądu Najwyższego, którego orzeczenia nie schodziły z czołówek gazet

Czerwiec w tym roku bez wątpienia należy do amerykańskiego Sądu Najwyższego, którego orzeczenia nie schodziły z czołówek gazet

Zaczęło się od jednomyślnego uznania przez sędziów, że ludzkie DNA (w całości lub części) nie może być opatentowane przez wielkie firmy farmaceutyczne tylko dlatego, że jakiś koncern wydał miliony dolarów na badania genetyczne.

Potem przyszło orzeczenie w sprawie Maryland przeciw King. Stosunkiem głosów 5:4 sędziowie uznali, że od osoby legalnie zatrzymanej za popełnienie przestępstwa można pobrać próbkę DNA i porównać ją z materiałem genetycznym zgromadzonym w bazie danych nierozwiązanych przestępstw (w tym konkretnym przypadku chodziło o gwałt). Co ciekawe, do trójki liberalnych sędziów (Sotomayor, Kagan, Ginsburg), którzy uznali takie pobranie za formę nielegalnego przeszukania, dołączył ultrakonserwatywny sędzia Antonin Scalia. I był on na tyle poirytowany decyzją większości, że odczytał – co zdarza się bardzo rzadko w Sądzie Najwyższym – część swojego zdania odrębnego z sędziowskiej ławy.

Konserwatyści uzyskali w tej sprawie większość, bo dołączył do nich, zazwyczaj liberalny, sędzia Breyer. We wcześniejszych decyzjach – gdy ograniczono dopuszczalność stosowania przeszukań z psem oraz okoliczności, w których można pobrać krew od pijanego kierowcy – to liberałowie i Scalia postawili na swoim.

We wtorek Ameryką wstrząsnęła decyzja w sprawie prawa wyborczego na Południu – tzw. Voting Rights Act. Na podstawie VRA niektóre stany, prawie wyłącznie południowe, musiały już od dziesięcioleci uzgadniać zmiany praw i okręgów wyborczych z rządem federalnym. Pilnuje on, by nie powtórzyła się sytuacja z XIX i początków XX wieku, gdy na skutek kruczków prawnych niemal wszystkich Afroamerykanów wykluczono z grona ludzi mających prawa wyborcze.

Ale prezes Sądu Najwyższego John Roberts już od lat 80. nie ukrywał niechęci do tej ustawy –  i teraz nareszcie miał szansę ją pogrzebać. Zaznaczając, że z sukcesem zmienianiała kulturę Południa, a przy tym mając świadomość, że jest tak popularna w Kongresie, iż nikt nie odważy się jej uchylić (głosy za nią w 2004 były prawie jednomyślne) – razem z kolegami konserwatystami i umiarkowanym sędzią Kennedym prezes Roberts uznał ustawę za niekonsytytucyjną. – Kultura i polityka rasowa Południa dawno już nie przejawiają rasizmu – wyjaśnił.

Jadowite zdanie odrębne, w którym wyliczyła próby matactw w prawach wyborczych mniejszości rasowych, zgłosiła tym razem sędzia Ginsburg. Oczywiście nic to nie dało, bo niecałe dwie godziny po ogłoszeniu wyroku prokurator generalny stanu Teksas ogłosił, że wciela w życie zmiany dysktryktów wyborczych w Teksasie, zakwestionowane przez rząd federalny, które… pozbawiają 800 000 Latynosów w tym stanie prawa głosu. Jak rzecz skomentował pewien satyryk, Voting Rights Act ma pośrodku dziurę w postaci środkowego palca sędziego Robertsa.

Jednak najbardziej oczekiwane orzeczenia nadeszły wczoraj, 26 czerwca. O 10 rano Sąd Najwyższy ogłosił: federalna ustawa o „ochronie małżeństwa“ jest niekonstytucyjna. Zdanie większości (proporcja głosów wynosiła 5:4) napisał sędzia Kennedy, który w niezwykle szerokim i miażdżącym orzeczeniu uzasadnił, iż ustawa taka „poniża osoby homoseksulane ich związki“, „upokarza ich dzieci“, „stygmatyzuje osoby w małżeństwach jednopłciowych“ i jest czystą dyskryminacją. Teraz rząd federalny musi uznać małżeństwa jednopłciowe za ważne w tych stanach, w których są one dozwolone.

Po ogłoszeniu decyzji tłum zgromadzony przed sądem oszalał z radości. W południe w dziesiątkach kościołów anglikańskich, prezbiteriańskich, unitariańskich i luterańskich w stolicy i w całych Stanach bito w dzwony z radości (tak samo postąpiła moja parafia).

Niezwykle interesujące zdanie odrębne zgłosił sędzia Scalia. Nie stroniąc od określeń w stylu: „szczęka opada“ czy „pitu-pitu“, grzmiał, że federalny rząd ma prawo promować określoną moralność, także seksualną. Natomiast uchylanie przez Sąd Najwyższy ustaw uchwalonych przez Kongres uznał za skandal.
Przypomnijmy: to ten sam sędzia, który dzień wcześniej bez mrugnięcia okiem unieważnił ustawę Voting Rights Act.

Drugie orzecznie również przegłosowano większością 5:4. Jednak tym razem był to skutek bardzo dziwnej kolacji zawiązanej w sprawie poprawki do konstytucji Kalifornii, która zakazywała małżeństw jednopłciowych. Tak jak przypuszczałem, tę kwestię rozstrzygnięto za pomocą kwestii proceduralnych. Sąd Najwyższy nie rozpatrzył meritum sprawy, ale uznał, iż pozwani nie mieli prawa wnosić apelacji od decyzji sędziego federalnego pierwszej instancji. Tym samym decyzja tego sądu postała w mocy. Gubernator Kalifornii jeszcze po południu wydał oświadczenie, że nakazał urzędom ponowie wydawać formularze małżeńskie parom jednopłciowym.

Komentatorzy uznali ten dzień za „Gay Day“. Wszyscy spodziewają się, że nowojorska Gay Pride zgromadzi jeszcze większe tłumy niż rekordowa parada z 2011 roku.

Niepokoi jednak to, że Sąd Najwyższy przestał być postrzegany jako niezależny organ demokratycznej kontroli prawa. Nominowani przez republikańskich prezydentów konserwatywni sędziowie głosują do bólu przewidywalnie. Prezes Sądu John Roberts uchodzi za niewzruszenie probiznesowego i prorządowego – ale wówczas, gdy chodzi o republikanów. Sędzia Scalia, przy całym swym ultrakatolickim konserwatyzmie, owszem, staje w jeszcze w obronie np. oskarżonych w sprawach karnych, lecz jego młodsi koledzy już takich skrupułów nie mają. Na naszych oczach Sąd Najwyższy powoli traci swój kapitał zaufania publicznego. I staje się kolejnym forum walk kulturowych.

W natłoku spraw przed Sądem Najwyższym niemal umknął powszechnej uwadze news o posłance Wendy Davis z Teksasu, która bohatersko powstrzymała głosowanie nad ustawą de facto delegalizującą aborcję w tym stanie. Davis przez 13 godzin musiała stać, nie wolno jej było jeść ani pić i musiała mówić na temat. Dzięki jej postawie i dopingowi tłumu fanów parlament w Teksasie nie zdołał uchwalić drakońskiego prawa przed wygaśnięciem sesji.

Jednak republikański gubernator Rick Perry już zapowiedział, że zwoła stanowy paralament ponownie – specjalnie po to, by ustawę przeforsować.

– W Teksasie szanujemy życie – Perry w przeddzień kolejnej egzekucji skazańca.

Lato w Teksasie będzie gorące.

* Kazimierz Bem – prawnik, pastor kalwiński, absolwent Uniwersytetu Yale, współpracownik Instytutu Obywatelskiego. Mieszka w USA