Newsletter

Tęcza nad Sądem Najwyższym

Grażyna Grochocka, 27.06.2013
Sąd Najwyższy USA uznał Defence of Marriage Act (DOMA; Ustawę o ochronie małżeństwa) za niezgodny z amerykańską konstytucją

Sąd Najwyższy USA uznał Defence of Marriage Act (DOMA; Ustawę o ochronie małżeństwa) za niezgodny z amerykańską konstytucją. Równocześnie odmówił rozpatrzenia konstytucjonalności tzw. Propozycji 8, delegalizującej małżeństwa gejów i lesbijek w stanie Kalifornia. Decyzje te pokazują nie tylko kierunek zmian w amerykańskim społeczeństwie, ale też nowy trend w Sądzie Najwyższym.

Te dwie sprawy, choć mają zupełnie różne podstawy prawne, w dużym stopniu się ze sobą łączą. Podstawowym pytaniem jest, kto ma prawo decydować o tym, czym jest małżeństwo: dany stan czy rząd federalny? Odmawiając rozpatrzenia Propozycji 8, Sąd Najwyższy uniknął podjęcia tej niewygodnej decyzji. Obalając DOMA, uznał, że rząd federalny musi wszystkie małżeństwa traktować tak samo.

Sąd Najwyższy de facto utrzymał w mocy postanowienie sądu niższej instancji, uznającego Propozycję 8 za niezgodną z konstytucją. Co ciekawe, linia podziału nie przeszła tym razem wzdłuż klasycznej osi: demokraci – republikanie. Sędziowie nie zgadzają się ze sobą co do tego, czy w ogóle sprawą powinni się zająć. Ale wśród tych, którzy chcą rzecz podjąć –  zarówno bardzo lewicowych, jak i skrajnie prawicowych –  powstał dziwny sojusz: robili wiele, by sprawa trafiła do rozpatrzenia, tyle że z przeciwnych powodów. Jedni po to, by zalegalizować małżeństwa jednopłciowe w całym kraju, a drudzy – by do tego nie dopuścić. Jednak żadna z tych grup nie dostała swojej szansy.

Obecny Sąd Najwyższy unika tzw. aktywizmu sędziowskiego, czyli opierania swoich decyzji na podstawie osobistych poglądów, ale również – pisania prawa za Kongres. O ile do dzisiejszego dnia wiele postanowień wynikało z politycznych pobudek, o tyle sąd ten przestał już samodzielnie pisać ustawy od podstaw. Słynna sprawa Roe przeciw Wade (uznająca dostęp do aborcji za konstytucyjne prawo) jest jednym z najczęściej podawanych przykładów. Wówczas Sąd zdecydował nie tylko o tym, że przerwanie ciąży zawiera się w „prawie do prywatności”. Ogłosił też, że prawo to sięga pierwszego trymestru i niemalże napisał całą ustawę, podając konkretne rozwiązania i pomysły.

Tym razem jednak było inaczej. Dyplomatycznie Sąd Najwyższy nie zdecydował o konstytucyjności małżeństw jednopłciowych. Stwierdził jedynie, że istniejące prawo musi być respektowane przez rząd federalny. Jeśli w jakimś stanie takie związki istnieją, Waszyngton nie może traktować ich inaczej niż wszystkie inne.

Historycznie rzecz biorąc, dzisiejsza decyzja jest wielkim krokiem naprzód dla organizacji walczących o prawa gejów i lesbijek. Barack Obama jest natomiast pierwszym prezydentem USA, który publicznie poparł ich starania, a jego administracja odmówiła bronienia DOMA przed Sądem Najwyższym. I to pierwsza od bardzo dawna dobra wiadomość dla zwolenników prezydenta. Być może na moment amerykańska lewica zapomni o paśmie skandali i wpadek ciągnących się ostatnio za Obamą.

Jednak opinia publiczna zadecydowała już dawno: 53 proc. Amerykanów opowiada się za pełną legalizacją małżeństw gejów i lesbijek, a wśród osób poniżej trzydziestego roku życia odsetek ten wynosi już 73 proc. Osoby z kręgu tzw. LGBT (lesbijki, geje, biseksualiści, transseksualiści) pojawiają się w serialach i książkach, a temat homoseksualizmu przestał być tabu tak wśród gwiazd muzyki i filmu, jak wśród polityków. Walkę gejów i lesbijek o równe prawa coraz częściej porównuje się do dawnej walki z zakazami zawierania małżeństw przez osoby różniące się kolorem skóry. Sąd Najwyższy, który od 2000 roku próbuje odzyskać zaufanie Amerykanów, nie podjąłby decyzji, która dla większości obywateli byłaby równa przywróceniu segregacji.

Warto przy tym pamiętać, że DOMA została uchwalona 17 lat temu przez republikański Kongres, ale podpisał ją demokratyczny prezydent Bill Clinton. Dzisiaj demokrata, który poparłby takie prawo, zostałby politycznie zlinczowany przez własne środowisko. Przez 17 lat wiele się w Stanach zmieniło, czego dzisiejsza decyzja jest tylko jednym z dowodów.