Newsletter

Propaganda klęski

Adam Szejnfeld, 28.06.2013
Czy ktoś jeszcze w Polsce pamięta, jak dwa lata temu wybuchł kryzys na naszym rynku cukru?

Czy ktoś jeszcze w Polsce pamięta, jak dwa lata temu wybuchł kryzys na naszym rynku cukru? W polskich sklepach cukier zaczął najpierw w ekspresowym tempie drożeć, a potem w wielu miejscach zabrakło go w ogóle. Klienci kupowali po kilka, kilkanaście kilogramów, przepłacając wielokrotnie, co natychmiast wykorzystało kilku spryciarzy, sprowadzając cukier z zagranicy i sprzedając go w niebotycznych cenach. Cała afera okazała się zwykłym wybuchem paniki, który w efekcie doprowadził do faktycznych problemów i braków w zaopatrzeniu.

To zdarzenie wciąż przypomina mi, jak łatwo drobiazg przeradza się w powszechne przekonanie, że coś idzie źle. Niewielka wątpliwość przekształca się najpierw w śnieżną kulę zwątpienia, a na końcu w lawinę paniki. Potem już spirala strachu i zwątpienia nakręca się sama. Słowo przekazywane z ust do ust robi swoje. Zwątpienie narasta z każdym kolejnym dniem, a nieracjonalne decyzje konsumenckie przeradzają się w jak najbardziej racjonalne decyzje przedsiębiorstw. Chociażby takie, by wobec zawirowań gospodarczych wstrzymywać się z inwestycjami i tworzeniem nowych miejsc pracy. Tak właśnie nader często rodzą się kryzysy.

O zależnościach między psychologią a gospodarką napisano już całe tomy, nie odkrywam tu Ameryki. Dość powiedzieć, że udowodniono, iż nierzadko seria nieracjonalnych z punktu widzenia ekonomii zachowań, będących efektem jakiegoś impulsu, pociąga za sobą szereg negatywnych konsekwencji, aż do kryzysu gospodarczego włącznie. W Polsce do czynienia z kryzysem, przynajmniej tym gospodarczym, jeszcze nie mamy. Za to na pewno mamy kryzys wiary w klasę polityczną, we własne państwo i w jego możliwości.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu żyliśmy na zielonej wyspie wzrostu gospodarczego pośród państw ogarniętych recesją. Co się zmieniło? Dziś dalej jesteśmy wyspą wzrostu, a najnowsze wskaźniki makroekonomiczne nastrajają wciąż ostrożnym, ale jednak optymizmem. Mimo to udało się naszym opozycyjnym politykom przekonać Polaków do tego, że stoimy nad krawędzią i dla naszej gospodarki, przyszłości i dobrobytu nie ma już innej przyszłości niż katastrofa. Lata zapalczywej, często bezmyślnej krytyki przyniosły wreszcie efekty. Polacy uwierzyli, że ich państwo ma się źle.

A może naprawdę grozi nam jakaś katastrofa? Może wkrótce dosięgnie nas jakaś gospodarcza apokalipsa? Warto tu spojrzeć na naszą gospodarkę obiektywnie, najlepiej z dystansu. Można to zrobić chociażby studiując fachową zagraniczną prasę, która nadzwyczaj wnikliwie analizuje sytuację w naszej części Europy. I cóż tam znajdziemy? Przede wszystkim informacje, że choć nie jest różowo, to nasz kraj dobrze sobie radzi, a najgorsze być może już za nami. Wielkim osiągnięciem jest to, że przeciętny Polak prawdziwy kryzys zna wciąż jedynie z telewizyjnych reportaży, i to z innych krajów.

Przez ostatnie lata skutecznym lekarstwem na kryzys zalewający Europę był w Polsce popyt wewnętrzny. Teraz, kiedy wbrew faktom Polacy uwierzyli, że wisi nad nami mityczna katastrofa, popyt spadł i walka z kryzysem stała się trudniejsza. Mamy w ten sposób możliwość przekonania się, co to jest samospełniające się proroctwo. Niestety, to powód do zadowolenia dla tej części polityków, którzy wmawiają ludziom krach, dramat i tragedię. Dla tych, którzy wyznają maksymę: „Im gorzej dla kraju, tym lepiej dla nas!”.

Całe szczęście nasza gospodarka wciąż odnotowuje wzrost, ostatnio nawet wyższy od przewidzianego. Dzieje się tak pomimo spadającego popytu wewnętrznego i fali zwątpienia wśród Polaków. Pytanie jednak, jak długo to potrwa. Jak długo jeszcze ludzie w naszym kraju nie będę do końca wierzyli wieszczom upadku? Propaganda klęski bowiem skutecznie zastąpiła zdroworozsądkową analizę faktów. Problem w tym, że jeżeli naprawdę mocno uwierzymy, że jest źle, to sytuacja może się naprawdę zmienić na niekorzyść i wtedy żaden rząd, żadni politycy, żadni ekonomiści już nic nie poradzą. Zamiast więc ulegać czarnym proroctwom, wsłuchajmy się dokładniej w to, co mówią na świecie o naszym kraju. Odrzućmy pesymizm, nie słuchajmy wrogów rozwoju, a przede wszystkim polityków politykierów.
I róbmy swoje, a będzie dobrze.