Newsletter

Przekupstwo nad modrym Dunajem

Aleksander Kaczorowski, 20.06.2013
Wyrastająca jeszcze z czasów Habsburgów korupcja drąży współczesną Austrię. Podkarmia ją m.in.: filozofia utrzymania konsensusu za wszelką cenę i nieprzejrzysty system finansowania partii

Strona 1

Wyrastająca jeszcze z czasów Habsburgów korupcja drąży współczesną Austrię. Podkarmia ją filozofia utrzymania konsensusu za wszelką cenę, nieprzejrzysty system finansowania partii, hermetyczność elit i osobliwy status polityczny krajów związkowych

Gdyby umieścić naszych sąsiadów na mentalnej mapie, Czechy byłyby mniej więcej tam, gdzie są, Węgry pod Tatrami, Słowacja w okolicach Portugalii, zaś Austria w pobliżu Azorów. „O Austrii, dalibóg, mniej wiem niż o Chinach”. Nasze media poświęcają sporo uwagi aferze korupcyjnej w Czechach, ale milczą o podobnych zjawiskach „nad pięknym, modrym Dunajem”. Tymczasem według badań Uniwersytetu Johannesa Keplera w Linzu, straty spowodowane przez korupcję w roku 2012 można tam oszacować na 27 miliardów euro. Nie wiem, jak to policzyli, ale brzmi milusio (gemütlich).

Skorumpowane państwo

Jeśli chodzi o Czechy, to powód rosnącego zainteresowania tym krajem jest całkiem zrozumiały: większość różnic między nami wynika z zapóźnienia cywilizacyjnego Polski, które na szczęście intensywnie nadrabiamy. Czechy dziś to Polska jutra, stąd ta skłonność do porównań. Czechy – jak to celnie ujął Jan Sowa w najnowszym numerze kwartalnika „Aspen Review” – podążały trajektorią rozwojową o wiele bliższą Zachodowi. W tym samym numerze pisma znalazł się także niezwykle interesujący artykuł czeskiego politologa Roberta Schustera, zatytułowany „Skorumpowane państwo”. Oczywiście chodzi o Austrię.

W styczniu tego roku były minister spraw wewnętrznych, poseł do Parlamentu Europejskiego z ramienia partii ludowo-konserwatywnej Ernst Strasser, został skazany na cztery lata pozbawienia wolności z powodu korupcji. Trwa postępowanie w sprawie byłego ministra finansów Karla-Heinza Grassera. Obiektem zainteresowania śledczych jest też obecny kanclerz, przewodniczący Socjaldemokratycznej Partii Austrii Werner Faymann. „Zachodzi poważne podejrzenie – pisze Schuster – że w okresie, gdy sprawował urząd ministra transportu, innowacji i technologii, a także wcześniej, gdy był wiedeńskim radnym miejskim ds. mieszkalnictwa, jego podwładni umieszczali wysoko dotowane ministerialne obwieszczenia przede wszystkim w mediach brukowych, które w ramach wdzięczności pisały o Faymannie wyłącznie pozytywnie”.

Gdy liczył się uścisk dłoni

Lista szacownych i wysoko postawionych osobistości ze świata polityki i biznesu, wobec których trwają śledztwa z powodu podejrzenia o korupcję, liczy kilkadziesiąt nazwisk. Jak pisze autor artykułu, „afery korupcyjne w Austrii, zarówno te dzisiejsze, jak i te z przeszłości, wyrastają zazwyczaj z bardzo podobnego gruntu. Są pośrednią konsekwencją systemu politycznego, który się tam zakorzenił po wojnie. Jego naczelną filozofią było osiągnięcie konsensusu i utrzymanie go za wszelką cenę. (…) Wszystko to odbywało się za drzwiami zamkniętymi. (…) We wspomnieniach uczestników tych spotkań regularnie powracają nostalgiczne westchnienia, że „w tamtych czasach ustne umowy miały jeszcze wagę i zawierało się je poprzez uścisk dłoni (per Handschlag)”.

Faktyczny podział państwa na dwie połowy — socjaldemokratyczną (czerwoną) i konserwatywną (czarną) funkcjonował aż do przełomu lat 80. i 90. Potem własny kawałek ciasta wyrwali populiści Haidera. Podczas trwającego właśnie śledztwa w sprawie austriackiego Telekomu ustalono, że na nieoficjalnych listach płac tej firmy (z większością kapitału państwowego) byli przedstawiciele wszystkich partii parlamentarnych z wyjątkiem Partii Zielonych.