Newsletter

Obama potrzebuje Europy

Josef Braml, 19.06.2013
Najważniejsze podczas wizyty Baracka Obamy w Berlinie będą sprawy gospodarcze. Wszystkie inne odegrają drugorzędną rolę

Najważniejsze podczas wizyty Baracka Obamy w Berlinie będą sprawy gospodarcze. Wszystkie inne odegrają drugorzędną rolę – mówi dr Josef Braml w rozmowie z Weroniką Przecherską

Weronika Przecherska: W środę amerykański prezydent Barack Obama wygłosi przemówienie pod Bramą Brandenburską. Jeszcze w 2008 kanclerz Angela Merkel, nie chcąc pozwolić na wykorzystywanie narodowego symbolu do amerykańskiej kampanii wyborczej, była temu przeciwna. Jakie symboliczne znaczenie będzie miała mowa Baracka Obamy? Czy możemy spodziewać się nowego otwarcia w stosunkach niemiecko-amerykańskich?

Dr Josef Braml: Patrzenie na politykę przez pryzmat personaliów odwraca naszą uwagę od istoty problemu. Żeby zrozumieć sytuację polityczną, musimy zrezygnować z personalizacji polityki. Także w stosunkach niemiecko-amerykańskich nie chodzi przecież o kanclerz Angelę Merkel czy prezydenta Baracka Obamę. Istotą tych relacji są struktury i interesy będące przedmiotem negocjacji. Te zaś nie mogą być bardziej przeciwstawne. Jedna strona popiera pomysły, które druga uważa za pozbawione sensu lub wręcz kontrproduktywne. Obama jest zwolennikiem konsumpcji na kredyt. Niemiecka kanclerz z kolei opowiada się za oszczędnościami i konsolidacją finansów.

Jedna z niemieckich gazet pytała przed wizytą amerykańskiego prezydenta, czy potrzebuje jeszcze Niemiec. Powtórzę to pytanie: Czy Obama potrzebuje jeszcze Niemiec i Europy? I czy Niemcy potrzebują jeszcze Obamy?

Zdecydowanie tak. W świecie, w którym kraje są od siebie zależne i powiązane relacjami handlowymi i inwestycyjnymi, państwa potrzebują się nawzajem. W tym względzie kraje europejskie i Ameryka nie są wyjątkiem. Obecnie obydwie strony próbują porozumieć się w ramach transatlantyckiego partnerstwa w dziedzinie handlu i inwestycji. Celem jest ograniczenie ceł lub całkowite ich wyeliminowanie, usunięcie barier pozataryfowych oraz innych kwestii regulacyjnych. Nie będzie to jednak takie łatwe, problemy widać już po obu stronach Atlantyku.

W Europie pojawią się one przede wszystkim we Francji, szczególnie w obszarze rolnictwa i kultury (francuska kultura jest szczególnie chroniona w ramach inicjatywy „culturelle exception”). Po stronie amerykańskiej także są trudności. Amerykański prezydent ma dziś ograniczone pole działania. Ta sytuacja utrudnia przeforsowanie inicjatyw dotyczących wolnego handlu. Barack Obama jest blokowany przez swoich partyjnych kolegów, nie może też oczekiwać wsparcia od zorientowanych na wolny rynek republikanów. Obama nie otrzyma od Kongresu możliwości skorzystania z tzw. szybkiej ścieżki legislacyjnej (Trade Promotion Autrhority, tzw. TPA), której tak bardzo potrzebuje. Krótko mówiąc, amerykańska polityka gospodarcza jest zablokowana.

I Europa może w tym względzie jakoś Ameryce pomóc?

Tak. Amerykański prezydent będzie próbował zainicjować kolejne programy wspierające gospodarkę. Ponieważ z politycznego punktu widzenia nie ma możliwości manewru, będzie chciał skłonić do tego kanclerz Merkel. Tak się z pewnością nie stanie, można jednak wspierać postawanie nowych miejsc pracy poprzez eksport. I Obama z pewnością pójdzie tą ścieżką. Prezydent obiecał w ciągu najbliższych pięciu lat podwoić poziom amerykańskiego eksportu, do czego potrzebna jest mu współpraca z Azją i Europą. Jednak europejsko-amerykańskie relacje nie ograniczają się do gospodarki.

W jakich obszarach ta niemiecko-amerykańska współpraca będzie szczególnie ważna?

Jedną z kluczowych kwestii będzie Iran. Niemieckie wsparcie w sankcjach dla Teheranu jest szczególnie znaczące. Gdyby Niemcy postępowali tak samo jak Chiny czy Indie i nie stosowali sankcji przeciwko Iranowi, byłyby one całkowicie pozbawione sensu.

Znaczący obszarem współpracy jest także system edukacyjny. Choć amerykańskie uniwersytety przodują w rankingach, średni poziom edukacji nie jest wysoki. Pomimo wysokiego bezrobocia, amerykańskie przedsiębiorstwa nie mogą znaleźć wykwalifikowanych pracowników. Ten sam problem dotyczy niemieckich firm, które inwestują w Stanach Zjednoczonych.

Nie powinno więc dziwić, że Amerykanie tak bardzo interesują się niemieckim dualnym systemem wykształcenia i traktują go jak wzór do naśladowania. Barack Obama chwalił nawet za to niemieckie przedsiębiorstwo Siemens w orędziu o stanie państwa w 2012 roku.
Niebagatelne znaczenie we współpracy ma też energetyka. Nie jestem zwolennikiem tzw. tradycyjnych źródeł energii, ze szczególnym naciskiem na fracking [czyli szczelinowanie, metoda wydobywania gazu łupkowego – przyp. red.]. Uważam, że droga, którą obierają Amerykanie jest, błędna. To energie odnawialne są rozwiązaniem potężnego problemu zależności od ropy naftowej i energii kopalnej. Na tym polu możemy sporo zaoferować Amerykanom.

Jednak pomimo tych wszystkich możliwości współpracy, Europa zdaje się już nie być najważniejszym partnerem Amerykanów. Otwarcie mówi się o amerykańskim zwrocie ku Azji.

Obama, tak jak wcześniej, interesuje się Europą, nie tylko Azją. Euro zaś jest ważnym elementem władzy w stosunkach międzynarodowych. Z biegiem czasu system finansowy będzie się multipolaryzował. Euro czy juan będą mogły zagrozić pozycji dolara. I to postawi USA w obliczu sporych problemów. Dominacja dolara pozwoliła do tej pory Amerykanom żyć ponad stan, doskonale to widzieliśmy. Jednocześnie jednak powstały makroekonomiczne nierówności. To zaś z kolei, jak nauczył nas kryzys, jest niebezpieczne. Euro i juan powinny być silnymi walutami. Europa musi znaleźć sposób, by być w tej grze.

Jednak wizyta Baracka Obamy nie będzie się ograniczać tylko do spraw gospodarczych. Kanclerz Merkel zapowiedziała już, że jednym z tematów spotkania będzie skandal wokół amerykańskiego programu elektronicznej inwigilacji PRISM. Czy wpłynie to na atmosferę rozmów?

Podglądanie nas przez dostawców usług internetowych to bardzo ważny temat. Byłoby naiwnością twierdzić, że tak nie będzie w tym przypadku. Moim zdaniem podczas tej wizyty najtrudniejsze będą jednak tematy gospodarcze. Wszystkie inne kwestie odegrają drugorzędną rolę. Gospodarcza konkurencyjność, rynek zbytu w Azji i konkurencja na rynku walut będą najważniejszymi tematami tego spotkania.

J.F. Kennedy oraz Ronald Reagan przemawiający przed Bramą Brandenburską byli postrzegani jako zbawiciele zarówno Niemiec, jak i Europy. Podoba atmosfera panowała w czasie wizyty Baracka Obamy w 2008 roku. Czy i tym razem tak będzie?

Niemcy nadal są zachwyceni Obamą. Oczywiście ma to związek z działaniem mediów, które portretowały go niemal jako mesjasza. Obama jest blokowany w Kongresie, jego możliwości działania są ograniczone. W związku z tym pojawia się coraz więcej głosów krytycznych. Jednak ta cała dyskusja o personaliach sprawia, ze nie koncentrujemy się na tym, co najważniejsze, czyli politycznych strukturach. Te zaś są zupełnie inne niż za czasów rządów J.F. Kennedy’ego czy Ronalda Reagana.

*Dr Josef Bramlpolitolog i ekspert ds. amerykańskich, pracownik naukowy programu USA/stosunki transatlantyckie w Niemieckim Towarzystwie Polityki Zagranicznej. Szef i główny wydawca rocznika Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej. Współpracował m.in. z American Political Science Association i był doradcą legislacyjnym w Kongresie Stanów Zjednoczonych