Newsletter

Oceń swojego radnego

Tomasz Głażewski, 19.06.2013
Bycie radnym to sporo obowiązków. Minimalista pracuje w komisjach i uczestniczy w sesjach. Ma też obowiązkowe dyżury. Ci, którzy chcą rzeczywiście wypełnić swój mandat, na pracę muszą poświęcić więcej czasu

Bycie radnym to sporo obowiązków. Minimalista pracuje w komisjach i uczestniczy w sesjach. Ma też obowiązkowe dyżury. Ci, którzy chcą rzeczywiście wypełnić swój mandat, na pracę muszą poświęcić więcej czasu

Czytając o „oddolnych” oczekiwaniach większego udziału w samorządzeniu, zastanawiam się, czy już jesteśmy na etapie zwiększania zainteresowania współdecydowaniem, czy raczej porzucania współdecydowania o losach miast. To między innymi na małe zainteresowanie wyborami powołują się autorzy publikacji Instytutu Obywatelskiego „Miasto w działaniu”.

Ale czy ta współdecydująca, uczestnicząca w wyborach samorządowych grupa chce rzeczywiście współdecydować, czy też może „odfajkować” swój obywatelski obowiązek?

Tym którzy pragną mieć wpływ na to, co będzie się działo w lokalnej społeczności, zaproponowałbym już teraz: „Wybierz swojego radnego”. To stwierdzenie może się wydawać mocno przedwczesne na więcej niż rok przed wyborami samorządowymi. Ale jesienią przyszłego roku, pewno już od września, zaczną się różne „promocje, wyprzedaże, oferty specjalne”, czyli wszystko to, co służy zachęcaniu do postawienia krzyżyka przy nazwisku kandydata.

Zalew przedwyborczych informacji i deklaracji nie służy dobrej ocenie kandydatów. Jeśli zaś mamy wybrać swojego przedstawiciela, może warto byłoby zrobić to porządnie. Teraz, kiedy do wyborów jest jeszcze dużo czasu, bez wielkiego wysiłku można zacząć ocenę działalności radnych tej kadencji. Dlaczego teraz? Bo po półmetku sprawowania władzy można już ocenić ich dokonania. A z drugiej strony jest jeszcze na tyle daleko do wyborów, że można ocenić teraźniejszą, rzeczywistą pracę radnej czy radnego, a nie tylko być obserwatorem przedwyborczego zamieszania.

Jak mówi „Ustawa o samorządzie gminnym”: „Radny obowiązany jest kierować się dobrem  wspólnoty samorządowej gminy. Radny utrzymuje stałą więź z mieszkańcami oraz ich organizacjami, a w szczególności przyjmuje zgłaszane przez mieszkańców gminy postulaty i przedstawia je organom gminy do rozpatrzenia, nie jest jednak związany instrukcjami wyborców”.

To tylko dwa zdania. Ale i niezła podstawa do oceny. Bycie radnym to naprawdę sporo obowiązków. Minimalista pracuje w komisjach i uczestniczy w sesjach. Ma też obowiązkowe dyżury. Ci, którzy chcą rzeczywiście wypełnić swój mandat, na pracę radnego muszą poświęcić dużo więcej czasu. I właśnie w takim spokojnym, niewyborczym roku można zobaczyć, kto jest tym „swoim” radnym. Nie chodzi o tych, którzy uczestniczą w galach czy oficjałkach wśród kamer i fleszy. Chodzi zaś o tych, których można spotkać na konsultacjach społecznych i zebraniach osiedlowych, czyli zajmujących się problemami lokalnych społeczności.

Sądzę (a wynika to z moich doświadczeń samorządowych), że wiedzę o rzeczywistych oczekiwaniach i potrzebach mieszkańców radny nie powinien czerpać wyłącznie z dokumentów przygotowanych na sesje, ale z rzeczywistego uczestnictwa w problemach mieszkańców. Wymaga to dużo czasu. Trudno oczekiwać, że radni będą w stanie chodzić na wszystkie spotkania osiedlowe czy konsultacje. Ale jako mieszkaniec mam prawo oczekiwać, że – podnosząc rękę w głosowaniach nad uchwałami – będzie miał dużą wiedzę o podejmowanych decyzjach. Chciałbym wiedzieć, że radny jest „moim” i innych mieszkańców koalicjantem. Najczęściej nie ma problemów tam, gdzie rada i rządzący wójt, burmistrz czy prezydent realizują swoje deklaracje – wtedy są odbierani jako dobrzy samorządowi włodarze.

Problemem są sytuacje, w których uchwały podejmowane są wbrew oczekiwaniom mieszkańców i budzą ich uzasadniony opór. Oczywiście, bywają trudne decyzje, które większości nie będą się podobały – do takich należą wszelkiego rodzaju podwyżki. Ale mieszkańcom należy się dogłębne uzasadnienie podobnych decyzji, a także zainteresowanie radnych oceną takich rozwiązań przez obywateli. Tak, żeby mieli świadomość konieczności podjęcia dobrej decyzji we wspólnym dla wszystkich interesie. Projekty uchwał najczęściej przygotowuje prezydent. Ale to radni mogą podjąć uchwałę bądź ją odrzucić. I dlatego za swoje decyzje odpowiadają przed wyborcami.

Napisałem tylko o pewnym wycinku możliwości oceny radnych. Uważam, że na półmetku kadencji, warto zadać sobie pytanie: „Co dla mnie zrobił mój radny?” Nie formułuję tego pytania niejako personalnie. Powinno ono zatem raczej brzmieć tak: „Co mój radny zrobił dla mojego osiedla, dla tej części miasta czy miejscowości”. Powinniśmy dociekać, czy interesował się naszymi lokalnymi sprawami. I jakie efekty przyniosły jego wnioski i interpelacje. To odpowiedź na te pytania wskaże, czy warto żebym na niego głosował, czy dać mu wolne w przyszłej kadencji i postawić krzyżyk przy innym nazwisku.

*Tomasz Głażewski – samorządowiec, w latach 2008–2009 p. o. prezydenta Olsztyna