Newsletter

Protokół Warszawski uratuje klimat?

Radosław Widłak, 21.06.2013
Do skutecznego zwalczania skutków efektu cieplarnianego niezbędna jest międzynarodowa współpraca, gdyż nawet najwięksi gracze na rynku, jak USA czy Chiny, nie poradzą sobie w pojedynkę

Do skutecznego zwalczania skutków efektu cieplarnianego niezbędna jest międzynarodowa współpraca, gdyż nawet najwięksi gracze na rynku, jak USA czy Chiny, nie poradzą sobie w pojedynkę. Problem tkwi w tym, że jak dotąd tylko Unia Europejska wdraża coraz to bardziej rygorystyczne normy środowiskowe, podczas gdy państwa emitujące najwięcej zanieczyszczeń, czyli USA, Chiny, Indie, niewiele robią w tej kwestii.

Jeśli spojrzeć na kwoty wydawane przez te państwa na ochronę środowiska, rzeczywiście można być pod wrażeniem. Nie wolno zapominać jednak o wielkości gospodarki. Gdybyśmy zestawili ze sobą jedno i drugie, okazałoby się, że na cele związane z ochroną środowiska idzie niewielki odsetek PKB wspomnianych państw.

Unia Europejska, która śrubuje normy środowiskowe, powoli przestaje być gospodarką konkurencyjną. Firmy z naszego kontynentu muszą płacić bardzo duże kary, kiedy przekroczą dopuszczalny poziom emisji CO2. Tymczasem firmy np. z Państwa Środka produkują w najlepsze, za nic mając konsekwencje wydzielania do atmosfery szkodliwych gazów.

W celu nawiązania międzynarodowego porozumienia podpisuje się tzw. pakiety klimatyczne. Są w nich wytyczne dotyczące najczęściej zwiększenia udziału ekologicznych źródeł energii bądź zmniejszenia ilości emitowanych do atmosfery gazów cieplarnianych. Do najbardziej restrykcyjnych należą normy odnoszące się freonów oraz CO2 .

Obowiązujący obecnie pakiet klimatyczny został podpisany w grudniu 1997 roku w Kioto. Jednak jak łatwo się domyślić, państwa z największymi gospodarkami nie przestrzegają norm, do których respektowania się zobligowały. USA podpisały protokół, ale go nie ratyfikowały, a Kanada wręcz wycofała się z podpisanego już w Japonii protokołu. Wszystko dlatego, że przestrojenie gospodarki opartej na konwencjonalnych źródłach energii na bazującą na źródłach odnawialnych wymaga olbrzymich nakładów i może powodować spowolnienie gospodarcze.

O tym, że nie musi tak być, najlepiej świadczy przykład chociażby Danii – tyle że najwięksi gracze nie chcą ryzykować. Skoro na swoich terytoriach mają dużo paliw kopalnych, to eksploatują je aż do wyczerpania złóż.

Kraje, które są położone na ziemiach ubogich w surowce mineralne i  nie posiadają złóż węgla, ropy czy gazu, jak np. Japonia, siłą rzeczy stawiają na gospodarkę opartą na odnawialnych źródłach energii.

Problemem jest brak sankcji finansowych za niespełnienie zobowiązań oraz brak instytucji zajmującej się egzekwowaniem przyjętych zobowiązań. Jedyne, co udało się do tej pory uzyskać za niedotrzymanie zobowiązań, to handel emisjami CO2, inwestowanie w słabiej rozwiniętych krajach czy dotacje dla organizacji ekologicznych.

Trudno zatem uznać, że Protokół z Kioto jest do końca skuteczny. Kraje z wysokim PKB mogą sobie pozwolić na jego nieratyfikowanie, ponieważ je na to stać. Dodatkowo każdą „sankcję handlową”, do której się zobowiązują w ramach „rekompensaty” za nierespektowanie zapisów paktu, potrafią przekuć w zysk lub przynajmniej ograniczyć do minimum wynikające z tego straty.

Ten stan rzeczy próbowano zmienić podczas szczytu klimatycznego w Kopenhadze w 2009 roku, lecz bez skutku.

Jak na tym tle wygląda Polska? Otóż od czasu podpisania przez nasz kraj Protokołu z Kioto, ograniczyliśmy emisję gazów cieplarnianych o 30 proc., chociaż zobligowaliśmy się do ograniczenia tego poziomu o zaledwie 6 proc. Stawia to Polskę w ścisłej światowej czołówce, jeżeli chodzi o jednostkowe ograniczenie emisji CO2 w minionych latach.

Ale nasze osiągnięcia w dziedzinie walki o klimat mogą być znacznie większe. Jak komunikuje na swoich stronach Ministerstwo Środowiska i Gospodarki Wodnej, w listopadzie w Warszawie odbędzie się kolejna konferencja klimatyczna. Ministerstwo zakłada, że dojdzie na niej do podpisania kolejnego protokołu klimatycznego i przyjęcia międzynarodowego porozumienia. Mówilibyśmy wtedy o „Protokole Warszawskim” – jako nowym globalnym pakcie mającym na celu ograniczenie skutków efektu cieplarnianego.

Nie będzie to zadanie łatwe, bo do ustępstw trzeba będzie przekonać potężne państwa emitujące najwięcej CO2. Dodatkowa trudność wynika z faktu, że Polska również jest znana ze sceptycznego stanowiska w sprawie unijnych obostrzeń dotyczących emisji CO2.

Ale w tym właśnie może tkwić nasza siła! Do tej pory na szczytach klimatycznych prym wiedli bowiem zwolennicy radykalnego ograniczania emisji dwutlenku węgla. Polska będzie pierwszym gospodarzem, który nie jest entuzjastą takiego rozwiązania. To może stwarzać nić porozumienia, której do tej pory zabrakło.

Polska jako członek UE jest za polityką proekologiczną, ale nie za wszelką cenę. Każda zmiana powinna być wprowadzana stopniowo. Jeżeli państwa takie jak Polska chciałyby nagle przestroić całą swą gospodarkę opartą na tradycyjnych paliwach (w naszym przypadku na węglu) na odnawialne źródła energii, mogłoby dojść do załamania rynku. Dlatego tak ważne jest wypośrodkowanie potrzeb i oczekiwań. Bo nawet wypracowanie kompromisu nie musi oznaczać pełnej ratyfikacji protokołu przez wszystkie państwa. A porozumienie, które nie jest przestrzegane, nie może być nazywane kompromisem.

Protokół Warszawski, o ile udałoby się go podpisać, miałby zacząć obowiązywać od 2020 roku. Na obrady w jego sprawie ma przyjechać nawet kilkanaście tysięcy polityków, ekspertów i dziennikarzy z całego świata.

Podpisanie porozumienia i jego ratyfikacja przez uczestników szczytu byłoby trudną do przecenienia promocją Polski. Gdyby to właśnie w stolicy naszego kraju udało się postawić kolejny krok w walce z efektem cieplarnianym, mielibyśmy wielki powód do dumy.