Newsletter

Czas Zemana

Aleksander Kaczorowski, 18.06.2013
Po poniedziałkowej dymisji gabinetu premiera Petra Nečasa koalicja chce nadal rządzić, opozycja domaga się rozpisania przedterminowych wyborów, a prezydent Miloš Zeman najchętniej zainstalowałby tzw. rząd fachowców, którym mógłby kierować z tylnego siedzenia

Po poniedziałkowej dymisji gabinetu premiera Petra Nečasa koalicja chce nadal rządzić, opozycja domaga się rozpisania przedterminowych wyborów, a prezydent Miloš Zeman najchętniej zainstalowałby tzw. rząd fachowców, którym mógłby kierować z tylnego siedzenia. Co z tego wyniknie, dowiemy się najwcześniej za tydzień.

Jak na razie najciekawszym aspektem afery korupcyjnej w Czechach jest zadziwiająca postawa liberałów z partii TOP09. Zamiast zdecydowanie odciąć się od skompromitowanych konserwatystów z ODS, poprzeć wniosek lewicy o samorozwiązanie parlamentu, a następnie powalczyć o rząd dusz na prawicy podczas wcześniejszych wyborów – opowiadają się za dalszymi rządami centroprawicowej koalicji.

Potwierdzają się podejrzenia, że ta partia jest zaledwie wydmuszką, nadmuchaną za pieniądze wielkiego biznesu. (W Czechach partie nie są finansowane z budżetu państwa; ostatnie wydarzenia w tym kraju powinny dać do myślenia tym wszystkim, którzy domagają się, by i w Polsce partie były finansowane przez biznes).

TOP09, podobnie jak inne, kuriozalne ugrupowanie o nazwie Sprawy Publiczne, powstała przed wyborami parlamentarnymi w 2010 roku. Dzięki nim konserwatyści z ODS mieli z kim utworzyć centroprawicową koalicję. Rząd Nečasa wpędził kraj w długotrwałą recesję, a koszty kryzysu przerzucił na barki najuboższych, trzeba jednak przyznać, że wywiązał się z najważniejszej obietnicy, złożonej w kampanii – nie dopuścił demokratycznej lewicy do władzy i nie podniósł podatków najlepiej zarabiającym. Przysporzył za to poparcia komunistom, którzy są już drugą najpopularniejszą partią w Czechach i systematycznie podbierają głosy socjaldemokratom. Tym łatwiej będzie straszyć wyborców powrotem „komuny” i ponownie zmontować „koalicję klasy średniej”, tak jak ostatnio. Wszystko musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu.

Socjaldemokraci niewiele mogą zrobić, poza złożeniem wniosku o samorozwiązanie parlamentu. W tej sytuacji inicjatywa nieuchronnie przechodzi w ręce prezydenta Zemana. To wytrawny polityk. W jednym z czeskich filmów dokumentalnych jest kapitalna scena jego rozmowy z Václavem Havlem. Prezydent przyjął go na Zamku tuż po wyborach parlamentarnych w 1998 roku. Zeman je wygrał na czele socjaldemokratów, ale zgodnie z arytmetyką wyborczą, nie był w stanie rządzić samodzielne. Havel zaczął mu więc tłumaczyć, z kim jego zdaniem powinien utworzyć koalicję. Zeman grzecznie wysłuchał prezydenta, uśmiechając się jowialnie. Po czym spotkał się ze swym największym konkurentem, Václavem Klausem i zaproponował mu wieczystą sztamę. Zgodnie z tzw. umową opozycyjną Zeman utworzył mniejszościowy rząd, a Klaus został przewodniczącym parlamentu. Następnie ci dwa politycy po kolei wprowadzili się na praski Zamek.

Zeman będzie forsował utworzenie tzw. rządu fachowców, co może mu się udać, ponieważ ODS chce odwlec wybory, jak tylko się da, liberałowie najwyraźniej im w tym pomogą, na własną zgubę, a socjaldemokraci nie zdołają rozwiązać parlamentu nawet z pomocą komunistów. Jeśli umiejętnie rozegra tę partię, to on de facto będzie rządził Czechami.