Newsletter

Rozpirzenie eurosceptycznej prawicy

Aleksander Kaczorowski, 14.06.2013
Jedno jest pewne: czeski eurosceptycyzm jest skończony

Najpierw wybuch gazu w centrum Pragi, potem powódź, a teraz masowe aresztowania ludzi wśród ze szczytów władzy – Czesi tej wiosny nie narzekają na nudę. Wśród aresztowanych jest m.in. szefowa kancelarii premiera, czołowi politycy rządzącej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), a także wysocy rangą urzędnicy państwowi. Ich domniemani partnerzy korupcyjni ze świata biznesu zdążyli dać drapaka za granicę, ale niedaleko, bo do Chorwacji, która już za dwa tygodnie stanie się 28. członkiem Unii Europejskiej, więc ekstradycja ich nie ominie.

Opozycja domaga się dymisji rządu i rozpisania przedterminowych wyborów. Premier na razie nie ma zamiaru ustąpić, ale jego koalicyjni partnerzy, liberałowie z partii TOP09 Karla Schwarzenberga, raczej nie zechcą pójść z nim na dno. Wybory mogą się odbyć już w sierpniu, a nowy rząd najprawdopodobniej utworzą socjaldemokraci z cichym poparciem komunistów.

Co to zmieni? Po pierwsze, do władzy dojdą politycy zdecydowani bronić zdobyczy państwa socjalnego. A jest czego bronić, bo Czechy są np. jednym z nielicznych krajów naszego regionu, który kilkanaście lat temu nie dał sobie wcisnąć kitu pod nazwą OFE (premier Tusk powiedział dziś, że „ten system przez lata funkcjonowania wygenerował duże koszty, a jedyne niewirtualne pieniądze to kilkanaście miliardów złotych, jakie zarobili pośrednicy”. Mądry Polak po szkodzie?).

Po drugie, do władzy dojdą zwolennicy integracji europejskiej. To właśnie socjaldemokraci, rządzący w latach 1998-2006, wprowadzili Czechy do UE. Nie jest wykluczone, że zachęcani przez prezydenta Miloša Zemana, spróbują pójść za przykładem Łotwy i być może Litwy, i wejść szybko – w ciągu trzech lat – do strefy euro. Zresztą czeska gospodarka już tam jest (ze względu na związki z gospodarką niemiecką).

W tej sprawie możliwy jest konsensus w przyszłym parlamencie, gdyż także liberałowie, którzy przejmą rząd dusz na centroprawicy po degrengoladzie ODS, są zwolennikami integracji europejskiej. Wielka koalicja wydaje się jednak mało prawdopodobna; zbyt duże są różnice w poglądach socjaldemokratów i liberałów na kwestie socjalne, gospodarcze, a także politykę zagraniczną (np. stosunek do Rosji).

Jedno jest pewne: czeski eurosceptycyzm jest skończony. Już nawet misie o bardzo małym rozumku zrozumiały, że ta sztandarowa idea prawicy była zaledwie parawanem dla szemranych interesów polityków i biznesmanów, amnestionowanych niedawno przez byłego prezydenta Václava Klausa, a także ich następców z rządu Petra Nečasa. W realiach czeskich – czy tylko czeskich? – „więcej Europy” to po prostu mniej złodziejstwa.