Newsletter

Miły cień drzew

John Abraham Godson, 30.06.2011
Uwielbiam polski krajobraz. Lasy, morze, góry w jednym kraju! Wy często nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wielkie skarby tutaj macie

Mieszkam w Polsce od 18 lat. Lubię Polaków. Dużo podróżuję, spotykam wielu ludzi – Polacy są najsympatyczniejszą nacją w Europie. Uwielbiam polski krajobraz. Lasy, morze, góry w jednym kraju! Wy często nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wielkie skarby tutaj macie. W Afryce, na terenach, na których się urodziłem, także kiedyś były lasy. Potem zostały wycięte i nigdy nie zasadzono ich ponownie. Ludzie już zapomnieli, jak przyjemny cień dają drzewa.

Trafiłem do Polski przypadkowo. W końcu lat 80-tych, w trakcie studiów, nawiązałem kontakt z pewnym rumuńskim pastorem, osiadłym w USA. Wysyłał do Afryki czasopisma, z których dowiadywałem się o życiu religijnym na świecie. W jednym z nich opisano historię pewnego mężczyzny, Iwana. KGB zatłukło go za publiczne przyznawanie się do swojej wiary. Wstrząsnęła mną ta historia. Chciałem coś zrobić, pojechać w ten rejon świata. Nawiązałem więc kontakt z chrześcijańską organizacją studencką, wysłałem im swoją aplikację. Dano mi do wyboru Węgry, Rosję i Polskę. Niedługo potem dostałem list: jeden z szefów polskiej organizacji, Szkot, napisał do mnie: przyjeżdżaj!

Pierwsze wrażenie było nieprzyjemne. Był początek sierpnia, środek lata, ale mnie wydawało się, że jest strasznie zimno! Ktoś miał mnie odebrać z lotniska i zawieźć na dworzec, ale nie pojawił się. Pojechałem więc taksówką – za kurs z Okęcia na Dworzec Centralny kierowca policzył 100 dolarów… Ale już w pociągu zetknąłem się z pozytywną stroną Polaków. Spotkałem panią Kocurek z dwiema córkami. Jedna z nich, 12-latka, tłumaczyła naszą rozmowę, pomogła mi też później.

Tak, zdarzyły mi się pobicia, słyszałem wyzwiska. Nie nazywam tego rasizmem. Rasizm to jest niezgoda na istnienie odmiennej rasy, chęć jej wyeliminowania. Polacy nigdy nie byli rasistami! To były niskie kompetencje międzykulturowe. Dziś nie spotykam się z tym – ludzie akceptują mnie, starają się zrozumieć. Polacy bardzo się zmienili, stali się otwarci i tolerancyjni.

Doceniam polską religijność. Nadal zagraża Wam moralna degradacja – im społeczeństwo bogatsze, tym mniej myśli o wartościach religijnych. Ale widać coś w rodzaju duchowego przebudzenia: nie chodzi mi o chodzenie do Kościoła, o puste praktyki, ale o indywidualne spojrzenie na wiarę.

Wszedłem do polityki, żeby móc pomagać ludziom – tym, którzy tak serdecznie mnie przyjęli. To banalnie brzmi, ale to prawda. Dotąd prowadziłem działalność społeczną, przyjaciele podpowiedzieli mi więc, by spróbować swoich sił w samorządzie. Najpierw rada osiedla, potem rada miasta. Od niedawna – sejmowe ławy. Dla mnie to nie jest robienie kariery w polityce, dla mnie to branie odpowiedzialności za Polskę.