Newsletter

Zyskasz, gdy się podzielisz

Roland Zarzycki, 06.06.2013
Być może w przyszłości przestrzeń, przedmioty, a nawet jedzenie oznakowane zostaną numerami PESEL osób, które będą mieć prawo do korzystania z nich. To, czy dane nam będzie swobodnie dzielić się między sobą, zależy więc od nas samych

Strona 1

Być może w przyszłości przestrzeń, przedmioty, a nawet jedzenie oznakowane zostaną numerami PESEL osób, które będą mieć prawo do korzystania z nich. To, czy dane nam będzie swobodnie dzielić się między sobą, zależy więc od nas samych

Coraz powszechniejsze użyczanie sobie przez ludzi przedmiotów i wymienianie się usługami sprawia, że zaczynamy mówić o nowej ekonomii – ekonomii opartej na dzieleniu się. Czy aby jednak nie jest to tylko moda trafiająca w gusta hipsterów? Czy w tym masowym dzieleniu się jest cokolwiek nowego? Co stoi za sukcesem nowego trendu i jakie będą jego długofalowe skutki?

Kryzys zaufania i ekonomia nadmiaru

Jadę samochodem, cztery miejsca wolne. Letnia burza, nagłe oberwanie chmury. Widzę kobietę z dzieckiem podbiegających chodnikiem w strugach deszczu. Zatrzymuję się i proponuję, że ich podwiozę. Kobieta patrzy na mnie jak na wariata, odmawia i ponagla dziecko do biegu, by uciec przed deszczem – i przede mną. A ja zastanawiam się po raz kolejny, dlaczego każdego dnia po świecie jeżdżą setki milionów pustych aut.

Odpowiedź brzmi: to skutek społecznego kryzysu zaufania oraz neoliberalnej ekonomii nadmiaru.

Od przeszło ćwierć wieku chłopcy z Chicago i globalna rzesza ich wyznawców przekonują, że najlepiej będzie dla nas wszystkich, jeśli pozostaniemy zachłannymi egoistami. Wbrew temu, że modele oparte na altruizmie i współpracy odnoszą sukcesy w wielu miejscach na świecie, wielcy ekonomiści wespół z finansistami zniechęcają nas do rozwiązań kolektywnych i partycypatywnych (angażujących) – podobno w imię wolności. W najbardziej absurdalnych wariantach deprecjonuje się je poprzez przypięcie im etykietki praktyk „komunistycznych”.

Tymczasem, pomijając polityczne szyldy, nietrudno dostrzec, że obecny rozwój gospodarki motywowanej pomnażaniem indywidualnych zysków oparty jest na ekonomii nadmiaru – hiperprodukcji sprzężonej z hiperkonsumpcją. Warunkiem jest tu dbanie o to, by wszelkie dobra nabywane były „na wyłączność”. Co więcej, logika ta obejmuje także celowe postarzanie produktów oraz zwyczajne marnotrawstwo – niemal nowe przedmioty wyrzuca się, by zastąpić je jeszcze nowszymi. W ślad za nadmiarem i nadkonsumpcją, postępuje rozwarstwienie i atomizacja społeczna. Te z kolei prowadzą do upadku zaufania i atrofii obywatelskości.

Gospodarowanie zasobami i internet

Jak twierdzi Lisa Gansky, założycielka platformy „sharingowej” Ofoto, świat zorganizowany wokół własności powoli staje się światem zorganizowanym wokół dostępu do zasobów. Jak łatwo zauważyć, większość dóbr, które posiadamy na własność i wyłączność, wykorzystujemy dalece nieefektywnie. Z naszych domków letniskowych, samochodów, ubrań czy zakumulowanych środków finansowych użytek robimy tylko od czasu do czasu. A części tego, co mamy, nie wykorzystujemy w ogóle. W przypadku innych zasobów, niematerialnych – jak wiedza, dzieła sztuki – użytkowanie w ogóle nie prowadzi do ich zużywania, więc mogłyby służyć dowolnej liczbie ludzi.

Świadomość tego stanu rzeczy szczególnie silnie ujawniła się wraz z rozwojem internetu, który szybko stał się medium wolnej wymiany informacji na bezprecedensową skalę. Swobodny dostęp do informacji wcześniej zarezerwowanych dla nielicznych w wielu krajach jest dziś normą. Sztandarowym tego przykładem jest Wikipedia oraz wiele innych podobnych inicjatyw. Mimo intensywnych prób grodzenia sieci i kontrolowania dostępu do zasobów elektronicznych (co starają się forsować firmy takie jak Facebook czy Microsoft), mimo ograniczającego wpływu praw autorskich, internauci „szerują” na potęgę. A gospodarowanie zasobami w oparciu o reguły creative commons zdobywa coraz więcej zwolenników.

Stara jak świat idea dzielenia się zyskuje nowy wymiar i świeżość. Renesans dzielenia się w przestrzeni „realnej” potwierdzają statystyki: według badania przeprowadzonego przez Harris Interactive & Sunrun w ciągu ostatnich dwóch lat 52 proc. Amerykanów wolało pożyczyć, wynająć bądź wziąć w leasing różne przedmioty, niż je kupić. Coraz częściej podsycana przez reklamę żądza posiadania ustępuje miejsca bardziej racjonalnym formom dostępu do zasobów.

Dzielenie się to zysk

Bezpieczeństwo wynikające z podziału obowiązków i odpowiedzialności zawsze było jednym z fundamentalnych czynników kształtujących społeczeństwo. Altruizm nie zawsze był utożsamiany z frajerstwem. Wręcz przeciwnie – w dłuższej perspektywie okazywał się być strategią nie tylko przyjazną, ale także najbardziej racjonalną gospodarczo.

Obecnie rozwiązania oparte na współpracy, synergii, efektywnym zarządzaniu zasobami, partnerstwie – znów zaczynają się wydawać coraz bardziej naturalne i atrakcyjne. Modele partycypatywne szczególnie dobrze sprawdzają się w wymiarze lokalnym, gdzie demokracja jest w stanie funkcjonować efektywnie. W tym też sensie samo dzielenie się postrzegać można jako antidotum na sabotujący relacje społeczne ortodoksyjny indywidualizm. Wzrost popularności dzielenia się tym bardziej nie dziwi w sytuacji, gdy dotychczasowy model konsumpcjonistyczny nie tylko nie przynosi zapowiadanych korzyści, ale prowadzi do coraz bardziej jaskrawych przejawów niesprawiedliwości społecznej.