Newsletter

Nie posiadaj, używaj!

Małgorzata Mandola, 06.06.2013
Gdy posiadanie przedmiotu traci wartość, wartością staje się jego użytkowanie. Francuzi pokochali podwożenie się samochodami, pożyczanie sobie mieszkań i zaopatrywanie się w żywność prosto od rolników

Strona 1

Gdy posiadanie przedmiotu traci wartość, wartością staje się jego użytkowanie. Francuzi pokochali podwożenie się samochodami, pożyczanie sobie mieszkań i zaopatrywanie się w żywność prosto od rolników

We Francji pojawił się nowy model konsumpcji i konsumenta związany z pojęciem sharing economy, czy jak nazywają to Francuzi: l’économie du partage. Zjawisko to narasta, gdyż po pierwsze, nadal trwa kryzys, a po drugie – dzielenie się ułatwiają najnowsze technologie. Przejazd z kilkoma osobami jednym samochodem, przy równym podziale kosztów, opłaca się bardziej niż jazda samemu. A we Francji wychodzi to o wiele taniej niż pociągiem. Kilkudniowy pobyt w czyimś mieszkaniu jest o wiele przyjemniejszy niż wynajęcie anonimowego pokoju hotelowego, natomiast wypożyczenie od sąsiada sprzętu jest znacznie tańsze niż jego zakup.

Główną motywacją jest pieniądz, bo przecież wypożyczając własne dobra, można na nich zarobić. Zatem économie du partage, consommation collaborative (konsumpcja na zasadzie współpracy) – to dla niektórych nowy sposób na to, by wiązać koniec z końcem i prowadzić życie, na jakie ma się ochotę. Często bez wydawania choćby grosza.

Sześć ważnych dziedzin

Sharing economy we Francji dotyczy: żywienia, transportu, wypożyczania dóbr, wyprzedaży okazyjnej, sprzedaży oraz grupowych zakupów. Stworzono nawet typowe profile konsumenckie odpowiadające każdej z wymienionych dziedzin.

Według instytutu badawczego Ipsos najbardziej we Francji rozwinęły się zakupy grupowe. Tu, oczywiście, przoduje portal grupon.fr, silna jest też francuska witryna rue du commerce. Taka forma économie du partage stanowi aż 23 proc. tego rynku we Francji. Typowymi konsumentami są w tym przypadku pracujące kobiety w wieku od 25-44 lat, mieszkające w mieście, w południowo-zachodniej Francji lub w regionie Paryża.

Odsprzedawanie własnych dóbr jest największą, bo stanowiącą prawie 50 proc. rynku, formą économie du partage we Francji. Przodującym serwisami, które się tym zajmują, są le bon coin i vide greniers (opróżnianie strychu), na których można znaleźć informacje o ulicznych pchlich targach w każdym regionie. Nie ma we Francji studenta, który by sobie nie urządził mieszkania czy akademika za pośrednictwem takiej strony. Według Ipsos typowym użytkownikiem tego rodzaju serwisów jest osoba zaradna w wieku od 22 do 55 lat, żyjąca w związku (najczęściej w rodzinie liczącej ponad cztery osoby) i posiadająca dzieci.

Następnie mamy wymianę dóbr i usług. Korzystają z niej zarówno osoby prywatne, jak i przedsiębiorstwa. Wypożycza się wszystko: od aparatów fotograficznych po samochody i mieszkania. Moi znajomi wynajęli na miesiąc swój domek nad morzem w Bretanii parze z Manhattanu – w zamian za jej mieszkanie. To znacznie tańszy sposób od wynajmowania za pośrednictwem profesjonalnych serwisów.

Ta forma wspólnego użytkowania dóbr stanowi około 11 proc. rynku économie du partage. Uczestniczą w niej osoby w wieku od 15 do 45 lat, według Ipsos – hiperaktywne, wrażliwe na problemy społeczne, należące do kadry zarządzającej lub wykonujące wolne zawody artystyczne i intelektualne. A do tego żyjące w związkach i posiadające ponadczteroosobowe rodziny.

Nad Sekwaną przoduje w tym segmencie serwis Zilok, a jeśli chodzi o wypożyczanie samochodów – Drivy i Zilok Auto. Można tu też wymienić francuskie eWorky, czyli serwis jednorazowego wynajmowania biur, sal konfrencyjnych itp., czy choćby serwis domowych restauracji Platduchef.fr.

Zaznaczmy, że grupa konsumentów wynajmujących swoje dobra innym za pieniądze stanowi około 6 proc. rynku économie du partage.

Podróże prawie za jeden uśmiech

Następna dziedzina opiera się na idei zaangażowania kilku osób w jedno przedsięwzięcie. To głównie wspólne przejazdy autem, covoiturage, co Francuzi kojarzą dziś głównie z portalami Blablacar i 123 en voiture. Te usługi obejmują 8 proc. rynku économie du partage. Rzecz dotyczy w tym przypadku osób hipermobilnych, angażujących się w kwestie społeczne oraz ochronę środowiska. Konsumentami są tu przede wszystkim mężczyźni w wieku do 45 lat, najczęściej studenci lub młodzi pracownicy sektora prywatnego z wykształceniem wyższym, mieszkający samotnie lub jeszcze z rodzicami.

Jak pokazują badania, zjawisko to jest bardzo popularne w zachodniej Francji. Społeczność Blablacar liczy dziś ponad trzy miliony członków w wielu krajach europejskich: Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoszech, Holandii, Portugalii, a nawet w Polsce.

Zasada jest bardzo prosta: kierowca, który musi pokonać jakąś trasę, informuje na stronie Blablacar o liczbie wolnych miejsc w swoim aucie, przebiegu trasy oraz całkowitym koszcie przejazdu. Najnowsza wersja serwisu Blablacar jest tak skonstruowana, że dzieli koszty między uczestników, a osoby, które dosiadają się po drodze, dokładają swój udział – pomniejszony, ze względu na krótszy dystans. Płatność za przejazd odbywa się z góry, za pośrednictwem strony internetowej.

Blablacar stał się we Francji prawie równie popularny jak wielkie, klasyczne portale społecznościowe. Uczestnicy mają swoje profile, na których umieszczają informacje o sobie, zdjęcia, preferencje (np. czy wolą podróż z muzyką, dla palących czy nie, czy przeszkadzają im zwierzęta w samochodzie albo czy są gadatliwi podczas podróży). Po odbytej wspólnie podróży wszyscy uczestnicy mogą wystawić sobie nawzajem opinie. Pozwala to wyeliminować nieuczciwych czy nieprzyjemnych kierowców i pasażerów.

Skąd ta popularność?

Sukces, jaki portal Blablacar odniósł we Francji, jest fenomenalny, i to z kilku powodów. Po pierwsze, Francuzi ciągle narzekają na zanik międzyludzkich relacji w społeczeństwie i na coraz większe zamykanie się ludzi na siebie. Ci, którzy praktykują covoiturage, twierdzili, że takie podróżowanie pozwala im poznawać nowe osoby. Słyszałam nawet historię pewnej pary, która poznała sie właśnie dzięki covoiturage. Wiele osób często pielęgnuje „coivoituragowe” przyjaźnie.

Główną przyczyną boomu covoiturage we Francji są jednak pieniądze. Od kiedy francuskie koleje SNCF zostały sprywatyzowane i pojawiły się pociągi TGV, nie tylko ceny biletów kolejowych podskoczyły do niebotycznych sum, ale wycofano też komunikację autobusową między departamentami. W rezultacie TGV ma we Francji niemal monopol. Daje to kolei wolną rękę w prowadzeniu polityki cenowej tak agresywnej, jak polityka linii lotniczych.

Przykładowo, bilet z Rennes do Paryża (nieco ponad 300 km) może kosztować, jeśli masz szczęście, 26 euro. Ale kiedy kupujesz go dzień przed wyjazdem, w okresie świątecznym czy weekendowym, cena może osiągnąć nawet 100 euro. Samochodem pokonuje się tę trasę w trzy i pół godziny, a TGV – w dwie. Koszt paliwa wyniesie około 60 euro, wystarczy wiec zabrać trzy osoby i podać średnią stawkę covoiturage 20 euro, aby taka podróż się zwróciła.