Newsletter

Apetyt na kulturę

Adam Szejnfeld, 03.06.2013
Od kilkunastu miesięcy rodzima kultura przeżywa renesans

Widok kolejki zazwyczaj przyprawia mnie o ciarki, przypomina bowiem o zniewoleniu, ubóstwie, szarym życiu i chronicznych niedoborach w sklepach za czasów PRL-u. Wyjątkiem są kolejki przed kinami, muzeami, teatrami, zwłaszcza gdy chodzi o polskie produkcje kulturalne.

Od kilkunastu miesięcy rodzima kultura przeżywa renesans. W noc muzeów na przykład trudno o drugiej czy trzeciej w nocy przejść ulicą czy przejechać jezdnią, bo wszędzie przewijają się tłumy chętnych kosztowania smaku kultury, historii, dziedzictwa, sztuki. By dostać się na dobry spektakl w teatrze, niekiedy trzeba zamawiać bilety kilka miesięcy przed terminem, a znalezienie miejsca parkingowego pod filharmonią, kiedy chcesz iść na koncert, graniczy z cudem. W ostatnich miesiącach na seanse filmowe polskiej produkcji ustawiały się pod kinami tłumy. A bywało i tak, że w pierwszych dniach projekcji brakowało biletów.

Czy to świadczy o odrodzeniu polskiej szkoły filmowej? Taka diagnoza byłaby chyba zbyt optymistyczna. Wydaje się jednak, iż prawdziwy wysyp polskich hitów dowodzi, że nasi producenci filmowi pojęli zasady rządzące rynkiem kultury i potrafią zrobić ciekawy film, na którym można na dodatek zarobić. Trzeba podkreślić, że Polacy coraz częściej chodzą nie tylko do kin, ale także do teatrów czy muzeów, zostawiając tam więcej pieniędzy. Oczywistym jednak jest, że nie wszystkie muzea, wystawy czy przedstawienia staną się kopalniami pieniędzy. Ważne jest, by wyraźnie oddzielić te inicjatywy, które komercyjny sukces mają w kieszeni, od tych, które wymagają zaangażowania finansowego budżetu.

Tym bardziej cieszy informacja, że Ministerstwo Kultury przeznaczyło dodatkowe 34 miliony złotych dla wsparcia programów kulturalnych. Tuż przed Dniem Dziecka Ministerstwo Kultury zaproponowało też, by obniżyć ceny wejściówek do muzeów dla dzieci poniżej 16. roku życia do symbolicznej złotówki. Lista muzeów, które dołączyły do projektu, na razie nie jest długa, ale wciąż się rozrasta. Być może już wkrótce w każdym powiecie będą muzea dostępne dla dzieci praktycznie za darmo.

Do 2015 r. wartość nakładów państwa na kulturę wrośnie do 1 proc. budżetu rocznie. Zmieni się również przeznaczenie środków. Większa niż do tej pory ich część ma zasilać nowe inwestycje, rozwój lokalnych ośrodków kultury, takich jak biblioteki czy miejskie ośrodki kultury. Dla ludzi mieszkających w małych miejscowościach są one bowiem często jedyną formą kontaktu z kulturą.

Niezależnie od tych działań, rewizji bez wątpienia wymaga sposób wydawania pieniędzy na kulturę. Być może jej różnorodności bardziej sprzyjałoby inwestowanie w obiekty małe, o elastycznych funkcjach i przeznaczeniu. Tymczasem dziś inwestuje się niemal wyłącznie w obiekty duże. Cóż jednak począć, skoro kołdra krótka, a potrzeby duże?

W każdym naszym działaniu powinniśmy widzieć cel. Jednym z takich celów powinno być inwestowanie w przyszłość, a więc i w młodych ludzi. Jestem daleki od narzekania na współczesną młodzież, ale faktem bezspornym jest, że w zachowaniach kulturalnych dzisiejszych nasto- i dwudziestokilkulatków nastąpiło zauważalne przesunięcie akcentu z kultury na rozrywkę, szukanie przyjemności i zabawy. Nie jest to jednak tożsame z bezmyślnym brakiem akceptacji kultury, na której wyrosły wcześniejsze pokolenia. Uważam, że młodzieży wystarczy pokazać rzeczy warte uwagi w sposób ciekawy, wartki, być może bardziej multimedialny, czyli dokładnie taki, jaka jest otaczająca ich rzeczywistość.

Dlatego zamiast ganić młodych, starsi powinni brać rzeczywistość taką, jaka ona jest, i starać się iść z duchem czasu. By to nie popkultura, ale kultura częściej gościła w sercach i umysłach młodzieży, trzeba tę drugą serwować nowocześnie i ciekawie, a nie narzekać na odchodzenie młodych ludzi od wartości i ideałów. Tym bardziej że zarzuty wobec polskiej młodzieży są nieprawdziwe. Nowe pokolenie jest otwarte na innych ludzi, inne kultury i religie. Jest żądne wiedzy, ciekawe życia. Jednocześnie jest patriotycznie nastawione do wszystkiego, co polskie i dobre dla ogółu. Trzeba to zjawisko dostrzegać, rozumieć i wykorzystywać nie tylko dla dobra dzisiejszej młodzieży, ale dla przyszłości całego społeczeństwa.

Na szczęście, mimo komercjalizacji życia, wszystkie dane wskazują, że Polacy nabrali w ostatnich latach apetytu na kulturę. Oczekują więcej przedsięwzięć kulturalnych, choć wciąż nie mogą sobie pozwolić na wydawanie na nie takich sum, jakie wydają mieszkańcy Europy Zachodniej. Dobrze więc, że nowe inicjatywy rządu i samorządów wychodzą im naprzeciw. W nadchodzących latach będziemy mieli wysyp nowych projektów, które pogodzą rzeczy, wydawałoby się, do pogodzenia niemożliwe – ucztę dla duszy, jaką jest uczestnictwo w wydarzeniach kulturalnych, i domowe finanse. Wspaniale.