Newsletter

Kato stają się sexy!

Tomasz Nawrocki, 24.05.2013
Śląsk jest utkany z paradoksów. Społeczność śląska jest społecznością tradycyjną, choć istnieje i taki mit, że śląskość znaczy otwartość. Musimy opowiedzieć tę naszą tradycję w nowy sposób

Strona 1

Śląsk jest utkany z paradoksów. Społeczność śląska jest społecznością tradycyjną, choć istnieje i taki mit, że śląskość znaczy otwartość. Musimy opowiedzieć tę naszą tradycję w nowy sposób – Z prof. Tomaszem Nawrockim, socjologiem z Uniwersytetu Śląskiego, rozmawia Jarosław Makowski

Jarosław Makowski: ,,Jesteśmy biedni, ale sexy” – brzmiało hasło promujące Berlin tuż po zjednoczeniu. Czy o Katowicach moglibyśmy powiedzieć, że też są „sexy miastem”?

Prof. Tomasz Nawrocki: Katowice stają się sexy! Tyle, że Katowice były miastem, i czas przeszły nie jest tu przypadkowy, którego wstydzili się sami mieszkańcy. Przyznawali się niechętnie, że żyją w „Kato”. To nie było miasto, które działa na ludzi tak samo, jak magnes działa na opiłki żelaza. Ludzie szczycą się, że są z Wrocławia, z Warszawy, z – rzecz jasna – Krakowa. To są też miejsca, gdzie katowiczanie wyjeżdżają na imprezy i weekendowe zabawy. Katowice zaś były przykładem miasta czarnej dziury…

W jakim sensie?

W Kato mało się działo. Albo nawet jeśli odbywały się ciekawe imprezy uliczne czy plenerowe, to ludzie o tym nie wiedzieli. Kultura była traktowana po macoszemu. A przecież, jak pokazuje socjolog Richard Florida, to poprzez kulturę przyciąga się do miasta ludzi kreatywnych. Ci ludzie w Katowicach są, ale nie mieli przez długi czas przyjaznych miejsc, by się spotykać, dyskutować czy bawić.

To się jednak zmienia. Powstają małe, przyjazne knajpki prowadzone przez zapaleńców. Prężnie działa street art. Jest mnóstwo koncertów. Pozytywna zmiana nastąpiła, odkąd Katowice rozpoczęły starania o miano Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 r. Dziś jest już trudniej przyszyć do Kato łatkę miasta „czarnego”, gdzie są tylko kopalnie, i w którym nic się nie dzieje.

Na ile „węglowo-kopalniania” spuścizna jest dla Katowic obciążeniem?

Jest i obciążeniem, ale i szansą. Bo węgiel to materiał, z którego „ci ludzie są tworzeni”. Gdyby węgla nie było, gdyby nie było hut, nie byłoby Katowic. To jest element naszej tożsamości, z którego nie możemy ot tak zrezygnować.

Ale to jest, co prawda wielka, ale jednak historia. Co z przyszłością?

Katowice w ramach ESK reklamowało się jako „Miasto ogrodów”, jakby chcąc właśnie uciec od tej swojej „czarnej tożsamości”. Urbanista Krzysztof Nawratek napisał z żoną Katarzyną wtedy w „Opcjach” bardzo ciekawy tekst, pokazując, że w ten sposób próbuje się rozmyć „robotniczą przeszłość” miasta. Zamiast tego buduje się pewien konstrukt ideologiczny, „miasto ogrodów” właśnie, który jest zawieszony w próżni. Nawratek ma w swej diagnozie sporo racji.

Stoimy obecnie przed wyzwaniem opowiedzenia śląskiej tradycji w nowy sposób. Jedną z takich prób są choćby prace Magdy Drobczyk, która stworzyła mural o powstaniach śląskich. Użyła nowego języka do opowiedzenia bliskiej nam historii. W prosty i nowoczesny sposób pokazała, skąd przychodzimy i kim jesteśmy.

Bardzo ciekawy był też jej cykl prac „Śląska kobieta z Kato” – ikonografia nowej śląskiej mitologii kobiecej. Przedstawiała wielkie kobiety o dziwnych, półzwierzęcych kształtach. Opowiedzenie na nowo tego, czym jest śląskość, to wielka szansa dla Katowic. To może być ów magnes, który przyciągnie ludzi z Warszawy czy Krakowa.

Co konkretnie znajdzie ciekawego w Katowicach mieszkaniec Warszawy czy Krakowa?

Znajdzie przede wszystkim ludzi z pasją, którzy nie czekając na to, co ktoś zrobi za nich, sami zmieniają swoje miasto. Znajdzie też kilka miejsc o niepowtarzalnej atmosferze, zarówno miejsc historycznych (Nikiszowiec, Giszowiec), jak i nowszych. Może posłuchać dobrej muzyki podczas festiwalowych wielkich wydarzeń i zobaczyć ciekawe murale śląskich streetartowców.

Z jednej strony mamy w Katowicach konserwatywne społeczeństwo, mocno  związane z Kościołem rzymskokatolickim. Z drugiej rodzi się coś, co można by nazwać za Floridą „klasą kreatywną”, która rozwija się w oparciu o logikę 3T: talent, technologia, tolerancja. Czy to się da ze sobą pogodzić?

Miasto takie jak Katowice ma potencjał przyciągania „klasy kreatywnej”. Jednak krytyka klasy kreatywnej słusznie pokazuje, że bez realnego wytwarzania nie ma rozwoju. Śląsk jest utkany z paradoksów. Społeczność śląska jest społecznością tradycyjną, choć istnieje i taki mit, że śląskość znaczy otwartość. Sami Ślązacy mówią, iż są otwarci; przekonują, że asymilują chętnie wszystkich innych. Tyle, że jest to mit.