Newsletter

Miasto, głupcze!

Jarosław Makowski, 17.05.2013
Ludzie chcą żyć w Londynie czy Paryżu, a nie we Francji lub w Wielkiej Brytanii

1.
Kiedy pytam, szczególnie ludzi młodych, gdzie chcieliby mieszkać, najczęściej pada odpowiedź: „Londyn, Barcelona, Nowy Jork”. W sumie nic w tym dziwnego! Któż z nas nie chciałby mieszkać w fantastycznej Barcelonie?

Jednak daje do myślenia, że gdy tylko głębiej dopytuję moich rozmówców, okazuje się, że Barcelona równie dobrze mogłaby znajdować się w Wielkiej Brytanii lub Polsce. Przestaje mieć bowiem znaczenie fakt, że miasto to znajduje się w Hiszpanii. To zaś, co istotne, to to, że stolica Katalonii jest ekscytującym i przyjaznym dla swych mieszkańców miastem. Bo dziś to miasto jest magnesem, który przyciąga ludzi, a nie państwo, w którym to miasto się znajduje. Ludzie chcą żyć w Londynie czy Paryżu, a nie we Francji lub w Wielkiej Brytanii.

Rację ma więc amerykański politolog Benjamin Barber, który od dłuższego już czasu powtarza, że to miasta są naszym przeznaczeniem. Jesteśmy świadkami miejskiej rewolucji: zmniejsza się rola kraju, a rośnie rola miasta.

2.
Ta rewolta dociera także do Polski, choć wciąż nie zdają sobie z niej sprawy włodarze naszych miast. W dużej części ich prezydenci zarządzają miejskimi organizmami tak, jakby ludzie, którzy tworzą owe organizmy, byli ich największym problemem. Tymczasem „mamy prawo do miasta” tak, jak mamy prawo do wolności słowa.

Co musiałoby się stać, by polskie miasta stały się przyjazne dla swoich mieszkańców? Najprostsza i najkrótsza definicja przyjaznego miasta brzmi: „przyjazne miasto to takie, w którym dobrze czuje się 8-latek i 80-latek”. A więc: i dziecko, i senior. O którym z polskich miast możemy bez bojaźni i drżenia powiedzieć, że spełnia to przecież niewygórowane kryterium?

3.
Kiedy wybuchnie w Polsce pełzająca miejska rewolta? Mam nadzieję, że już za rok, w czasie wyborów samorządowych. Że „nowi mieszczanie” sprawią, iż odeślą na zasłużoną emeryturę tych włodarzy, którzy zamiast tworzyć tkankę miejską podłóg logiki zrównoważonego rozwoju, budowali w mieście własne pomniki w postaci aquaparków czy kosztownych stadionów. Że na wybór nie będą mieli szans ci kandydaci, którzy nie zagwarantują, iż wprowadzą jako sposób zarządzania miastem budżet obywatelski (tu znajdziecie jego krótką instrukcję obsługi).

Miasto jest nam nie tylko dane, ale i zadane. Dziś angażując się w sprawy miasta i nie zostawiając go wyłącznie politykom, angażujemy się w urządzanie naszego wspólnego domu. Tak, miasto jest naszym wspólnym domem!