Newsletter

Włochy: stary prezydent i młody premier na kryzys

Pierluigi Testa, 16.05.2013
Najważniejszych polityków nad Tybrem dzieli ponad 40 lat. Łączy – konieczność zreformowania kraju w jednym z najtrudniejszych momentów w jego najnowszej historii

Najważniejszych polityków nad Tybrem dzieli ponad 40 lat. Łączy – konieczność zreformowania kraju w jednym z najtrudniejszych momentów w jego najnowszej historii

Wyjaśnianie zjawisk zachodzących we włoskiej polityce obserwatorom spoza Włoch, a w szczególności z Europy Północnej, jest przedsięwzięciem równie karkołomnym, co pełnym pułapek. Ale spróbujmy.

Wybory parlamentarne z końca lutego doprowadziły kraj do sytuacji, w której polityka stała się niejasna i niestabilna. Lewicowa koalicja kierowana przez Pier Luigi Bersaniego uzyskała najwięcej głosów: w Izbie Deputowanych 29,5 proc., a w Senacie 31,6 proc. Dalej uplasowała się prawica pod wodzą Silvio Berlusconiego, uzyskując 29,1 proc. w Izbie Deputowanych oraz 30,7 proc. w Senacie. Centrum, reprezentowane przez partię Mario Montiego, wielki przegrany tych wyborów, uzyskało odpowiednio: 10, 6 proc. i 9,1 proc. natomiast – i tu prawdziwa nowość – Ruch Pięciu Gwiazd kierowany przez Beppe Grillo miał 25,5 proc. i 23,8 proc. Efekt – trzy siły polityczne, nawzajem skonfliktowane, rozdzieliły między siebie 85 proc. głosów.

Wraca nowe?

Niepewność, jeśli chodzi o rządzenie państwem, wynikała z jednej strony z tego, że Partia Demokratyczna nie zamierzała współpracować z prawicą, ale też z faktu, iż trzecia siła polityczna reprezentowana przez Ruch Pięciu Gwiazd nie myślała godzić się na politykę Partii Demokratycznej. W ten sposób doszło do impasu instytucjonalnego – i wyboru nowego prezydenta kraju.

Do tego wyboru, kluczowego wydarzenia obecnej kadencji (szesnastej), a także zebrania się deputowanych oraz senatorów na wspólnym posiedzeniu doszło podczas szóstego głosowania w sobotę 20 kwietnia. Głową państwa został nowy-stary prezydent Giorgio Napolitano. 738 głosami na 997 oddanych (uprawnionych do głosowania było 1007 parlamentarzystów).

Dlaczego Napolitano został ponownie wybrany? To instytucjonalna stagnacja towarzysząca kryzysowi gospodarczemu, który wymógł na rządzących Pięknym Krajem wdrożenie wszystkich możliwych reform w jak najkrótszym czasie, spowodowała, iż główne siły polityczne poprosiły ustępującego prezydenta, aby rozważył ponowne ubieganie się o stanowisko. Prawie osiemdziesięcioośmioletni Napolitano spełnił tę prośbę. Można by pomyśleć, iż wytworzyła się sytuacja, którą Włosi sarkastycznie określają mianem „wraca nowe”.

Pierwszy taki prezydent

Tyle że korzenie zjawisk, które obserwujemy we Włoszech, sięgają odległej przeszłości. Opisane to zostało zresztą w dziele „Lampart”, w zdaniu wypowiedzianym przez głównego bohatera: „Jeżeli chcesz, aby nic się nie zmieniło, to musisz zmienić wszystko”.

Takie wyobrażenie, cyniczne i pesymistyczne, wyraża swego rodzaju niechęć władzy do zmian. Swoiste zamknięcie się na reformy, szczególnie w polityce, wynika z przekonania, iż ciągłość tradycji przeważy ostatecznie nad tym, co nowe. Wynik uzyskany przez Napolitano jest rezultatem czegoś w rodzaju plebiscytu, w którym uczestniczyła włoska lewica (Partia Demokratyczna) wespół z prawicą (Lud Wolności) oraz z centrum (Lista Obywatelska Montiego).

Napolitano jest pierwszym prezydentem w historii Republiki Włoskiej, który zostaje ponownie wybrany. Konstytucja przewiduje sytuację, w której prezydent pozostaje na stanowisku przez kolejne siedem lat, jednak do tej pory nic podobnego się nie zdarzyło. Takie zjawisko ma miejsce w ciężkich dla Włoch, pełnych napięcia społecznego chwilach. W sytuacji, w której siły polityczne nie są w stanie dojść do porozumienia.

Nikt nie spodziewa się jednak, że prezydent Napolitano dokończy następną siedmioletnią kadencję. Oczekuje się, że zakończy ją w momencie sformowania się rządu, który będzie w stanie kontynuować reformy, pobudzi znacząco wzrost gospodarczy i poradzi sobie z wyborem nowego prezydenta.

Cudowne dziecko włoskiej polityki

Polityczna uwaga skupiła się zatem na mianowaniu premiera przez Napolitano. Kandydat, który uzyskał największą przychylność prezydenta (dzięki silnemu wsparciu znacznej części lewicy, prawicy i centrum), to Enrico Letta. Ten dotychczasowy wicesekretarz Partii Demokratycznej to człowiek otwarty na dialog z prawicą – m.in. dlatego, że jest spokrewniony z Giannim Lettą, zaufanym Berlusconiego.

Enrico Letta, „cudowne dziecko włoskiej polityki”, który w wieku 46 lat jest trzecim najmłodszym premierem – przyjął wiadomość o nominacji z „zaskoczeniem, które równało się poczuciu odpowiedzialności”. Natychmiast przystąpił do formowania nowego rządu, który zawierałby element wielopartyjny i byłby otwarty tak na prawicę Berlusconiego, jak i na centrum Montiego. Wyłączony z rządu pozostał więc Ruch Pięciu Gwiazd.

Mieliśmy możliwość towarzyszenia tworzeniu się rządu złożonego z 21 ministrów, w tym siedmiu kobiet, wśród których jest pierwsza w historii republiki ciemnoskóra minister. Ale w kraju, który rywalizuje z Japonią o miano zamieszkanego przez największą liczbę starych ludzi na świecie, jest jeszcze jedna nie mniej ważna informacja. Dotyczy ona średniej wieku ministrów. Obecnie wynosi ona 53 lata i jest aż o 11 lat niższa od średniej wieku poprzedniego rządu Montiego.

Długa litania reform

Program przedstawiony przez Lettę w expose zaczyna się od delikatnej kwestii zatrudnienia. Do jego wzrostu przyczynić ma się pomoc udzielana firmom przyjmujących ludzi młodych na czas nieokreślony, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów pracy. Nowa polityka ma na celu wsparcie zarówno wielkich przedsiębiorstw, jak i małych oraz średnich firm, które są siłą napędową Włoch.

Rząd Letty zamierza zająć się także obniżeniem kosztów polityki, uchylając prawo dotyczące finansowania partii ze środków publicznych, ale jednocześnie zwiększając kontrolę nad partyjnymi pieniędzmi.

Zlikwiduje też obowiązujący dotychczas i płacony co roku podatek za pierwsze mieszkanie oraz rozszerzy przywileje socjalne na pracowników tymczasowych, zbliżając Włochy do europejskiej definicji państwa opiekuńczego. Przygotuje ponadto niezbędne reformy instytucjonalne. Chodzi tu m.in. o sformułowanie nowego prawa wyborczego, które pozwoli wyborcom, a nie partyjnym władzom, wybierać parlamentarzystów.

Zapowiada się też walka z nielegalną imigracją oraz integracja imigrantów w społeczeństwie. Na początek w szkołach i na uniwersytetach.

Czy Letta coś zmieni?

Trudnym zadaniem czekającym Lettę będzie przekonanie Brukseli, Paryża i Berlina, że trzeba wypracować nowy model europejskiej współpracy. Model, który z jednej strony nie zmarnuje wysiłków państw dążących do uzdrowienia finansów publicznych, z drugiej zaś pozwoli tym państwom się rozwijać.

29 kwietnia Izba Deputowanych okazała przychylność dla postulatów rządu premiera Letty, wyrażonych w jego expose. Teraz kolej na Senat. Potem rząd będzie musiał udowodnić, że jest w stanie naprawdę coś zmienić. A nie tylko powoływać się na nauki Giuseppe Tomasiego di Lampedusy.

*Pierluigi Testa – ekonomista, przewodniczący think tanku Trinità dei Monti, niezależnej fundacji polityczno-ekonomicznej w Rzymie