Newsletter

Broń chemiczna w Syrii – i co dalej?

Paulina Biernacka, 08.05.2013
Eksperci zgodnie podkreślają, że Stany Zjednoczone nie mają możliwości wpłynięcia na przebieg wydarzeń w Syrii

Eksperci zgodnie podkreślają, że Stany Zjednoczone nie mają możliwości wpłynięcia na przebieg wydarzeń w Syrii

Sytuacja w Syrii zmienia się z godziny na godzinę. W ostatnich dniach potwierdzono użycie przez reżim Baszara Assada broni chemicznej przeciwko walczącym z nim od dwóch lat rebeliantom. Natomiast w piątkową i sobotnią noc Izrael dokonał kolejnych bombardowań konwojów oraz składów broni przeznaczonej dla Hezbollahu.

Oba te wydarzenia jeszcze bardziej komplikują trudną sytuację w regionie. Wątpliwe jest jednak, że doprowadzą do jakiegoś znaczącego rozstrzygnięcia lub gwałtownego ruchu zaangażowanych w konflikt – zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio – stron. Warto mieć jednak na uwadze, że użycie broni chemicznej powinno skutkować interwencją USA w Syrii, a kolejne ataki izraelskie na obiekty znajdujące się na terytorium sąsiada mogą doprowadzić do odwetu Damaszku na państwie żydowskim.

Sarinem w sunnitów

Przedłużanie się walk między armią syryjską a rebeliantami oznaczało tylko jedno: reżim prędzej czy później zechce użyć przeciwko krnąbrnym sunnitom każdej broni, jaką posiada, byle tylko przybliżyć się do zwycięstwa. Nie było więc zaskoczeniem oświadczenie izraelskiego generała Itaia Bruna wygłoszone w trakcie konferencji dotyczącej bezpieczeństwa w XXI wieku, w którym stwierdził on, że syryjski reżim stosuje broń chemiczną (gaz sarin).

Wprawiło to jednak w zakłopotanie administrację prezydenta USA. Barack Obama od początku konfliktu ostrzegał bowiem Assada przed użyciem broni chemicznej, strasząc interwencją wojskową. Teraz Amerykanie, choć niechętnie, przyznali izraelskiemu wywiadowi rację. Podkreślili jednak, że muszą dostać bardziej szczegółowe informacje na temat tego gdzie, jaka broń i przez kogo została użyta. Zbieranie takich danych nie będzie łatwe, gdyż reżim Assada nie pomoże w śledztwie. Nie będzie również chciał wpuścić inspektorów z ONZ, którzy mogliby się takiego zadania podjąć.

Wątpliwości Obamy są uzasadnione, bo nikt w Białym Domu nie chce powtórki z ataku na Irak. Niestety brak działania i gdybanie, czy Syria przekroczyła czerwoną linię, czy nie, wydaje się być nie na miejscu w sytuacji, kiedy liczba zabitych w tym kraju przekroczyła już dawno 70 tysięcy osób. I kiedy świat obiegają filmy z masakry w nadmorskiej miejscowości al-Bayda, dokonanej na całych sunnickich rodzinach, w której zginęło ponad 100 osób. Przy takiej liczbie ofiar trudno nie odnieść wrażenia, że nawet użycie broni chemicznej niewiele pogarsza sytuację.

Administracja w Waszyngtonie stoi przed nie lada dylematem: tolerowanie egzekucji ludności cywilnej i pozwalanie na długotrwałą wojnę domową – czy interwencja wojskowa, która może wynieść do władzy islamskich ekstremistów. Wydaje się jednak, że wysłanie wojsk do Syrii będzie ostatnią rzeczą, na którą zgodzi się prezydent USA.

Możemy się więc spodziewać dozbrojenia rebeliantów, co również nie należy do dobrych rozwiązań. Państwa zachodnie tak długo wahały się, czy im pomagać, że przewagę wśród walczących z Assadem zdobyły najbardziej ekstremistyczne grupy, z których wiele powiązanych jest z Al Kaidą. Amerykanie będą musieli więc wyszukać te najbardziej umiarkowane ugrupowania, aby mieć pewność, że pomoc nie trafi w niepowołane ręce.

Eksperci zgodnie podkreślają, że Stany Zjednoczone nie mają możliwości wpłynięcia na przebieg wydarzeń w Syrii. Uzbrajanie rebeliantów osłabi co prawda alawitów, ale doprowadzi do masakrowania przez reżim kolejnych miejscowości. Assad może także wystrzelić na Izrael pozostające jeszcze w jego dyspozycji rakiety – w odpowiedzi na bombardowania, które państwo żydowskie przeprowadza w ostatnim czasie.

Izraelskie ataki

Amerykańskie źródła państwowe podają, że Izrael dokonał ataków na konwoje z rakietami Fateh110S oraz na Wojskowe Centrum Badawcze pod Damaszkiem, w którym były one przechowywane przed przewiezieniem do Libanu. Rakiety te zdolne są przenosić broń chemiczną na odległość 250 kilometrów, co oznacza, że w jej zasięgu znalazłyby się duże izraelskie miasta, takie jak Hajfa czy Tel Awiw.

Izraelscy eksperci do spraw bezpieczeństwa uważają, że ataki, wbrew pozorom, nie były wymierzone w reżim Assada, ale przeciw Iranowi, który dozbraja swoje zbrojne ramię – Hezbollah na wypadek wybuchu wojny z Izraelem. O braku intencji zaszkodzenia Assadowi może świadczyć również sposób przeprowadzenia ataków: Izraelczycy zrzucili bomby z terytorium Libanu, nie naruszając przestrzeni syryjskiej. Brak oficjalnych wypowiedzi izraelskich polityków w tej kwestii ma sprawić, że Assad nie będzie musiał odpowiadać kontratakiem. Taki scenariusz sąsiedzi przerabiali już kilkakrotnie, min. w 2007 roku, kiedy Izrael zbombardował syryjski ośrodek nuklearny, czy w styczniu bieżącego roku, kiedy dokonano ataków podobnych do tych sprzed kilku dni.

Nie oznacza to jednak, że Jerozolima nie obawia się odwetu Damaszku. Przygotowując się na eskalację wydarzeń na północy, Izraelczycy rozstawili w Hajfie i Sderocie dwie baterie systemu przeciwrakietowego Żelazna Kopuła, które mają przechwytywać ewentualne pociski lecące w stronę państwa żydowskiego.

Hezbollah w Syrii

Bliskowschodnia polityka prezydenta Obamy jest krytykowana przez przedstawicieli Partii Republikańskiej w USA. Senator John McCain uważa, że izraelskie ataki na konwoje broni dla Hezbollahu powinny przekonać Stany Zjednoczone do interwencji w Syrii. McCain stwierdził, że Amerykanie winni doprowadzić do zmiany sytuacji w regionie niekoniecznie wysyłając tam wojska, ale przynajmniej ustanawiając strefy bezpieczeństwa oraz dostarczając broń ugrupowaniom walczącym o wartości bliskie Stanom Zjednoczonym. Senator zauważył też, że Hezbollah z każdym dniem powiększa swoje wpływy w Syrii, wysyłając wielu bojowników do walki po stronie Assada. Dlatego prawdopodobieństwo, że broń chemiczna trafi w końcu w ręce terrorystów, jest bardzo duże.

Komentując ostatnie wydarzenia premier Izraela Benjamin Netanjahu podkreślał, że Izrael zrobi wszystko, aby nie dopuścić do przekazania broni chemicznej Hezbollahowi. Dlatego nie jest wykluczone, że ataki państwa żydowskiego na składy broni i jej konwoje będą się powtarzać.

*Paulina Biernacka – wykładowca Collegium Civitas, doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN