Newsletter

Potrzebna moda na Litwę

Tomasz Mincer, 07.05.2013
Lepsza znajomość naszych sąsiadów – ich współczesnej kultury, osiągnięć modernizacyjnych, ale i społecznych problemów – pomogłaby przełamać lody we wzajemnych stosunkach

Strona 1

Lepsza znajomość naszych sąsiadów – ich współczesnej kultury, osiągnięć modernizacyjnych, ale i społecznych problemów – pomogłaby przełamać lody we wzajemnych stosunkach

Rok 2013 być może, wbrew sceptykom, będzie rokiem przełomu w relacjach polsko-litewskich. Jaskółkami na niebie były z pewnością wizyty Linasa Linkevicziusa, ministra spraw zagranicznych, i jego pojednawcze słowa o dotychczasowej polityce litewskiej w kwestii pisowni polskich nazwisk. Następnie przyjazd premiera Algirdasa Butkevičiusa. Media donoszą, że w tym roku po blisko dwuletniej nieobecności, Polskę „w końcu” odwiedzi prezydent Dalia Grybauskaitė, która wcześniej regularnie bywała w naszym kraju przy okazji Święta Niepodległości. Wizyta miałaby mieć miejsce 14 lipca z okazji przypadającej 80. rocznicy katastrofy samolotu „Lituanica”. Uroczystości odbędą się w Pszczelniku na Pomorzu.

Co jeszcze, oprócz wyczekiwanego przez polski rząd i sygnalizowanego w tzw. exposé Radosława Sikorskiego z 29 marca 2012 r. „nowego otwarcia” po październikowych wyborach parlamentarnych na Litwie, miałoby sprzyjać resetowi stosunków polsko-litewskich? Być może to tylko słowa, ale litewscy przywódcy akcentują ostatnio, że to „w duchu europejskim (należy – tm) rozwiązać wszystkie problemy”. W podobnym do Linkevicziusa tonie wypowiedział się chociażby minister sprawiedliwości, socjaldemokrata Juozas Bernatonis. Ujął to następująco: „(pisownia polskich nazwisk powinna być – tm) rozstrzygnięta w sposób cywilizowany, nie łamiąc Konstytucji, według tradycji europejskich”.

Według litewskiego ministra jeszcze w maju stosowną propozycję przedłoży się rządowi. „Europa” wydaje się tu być sprytnym wytrychem rozwiązującym problemy wynikające z lokalnego, litewskiego prawa, które dość restrykcyjnie ogranicza przywileje mniejszości narodowych, jakim cieszą się chociażby Niemcy na Opolszczyźnie czy Litwini na Suwalszczyźnie. Z kolei w wypowiedzi dla portalu Radia znad Wilii litewski premier oznajmił, że żądanie oryginalnej pisowni nazwisk jest uzasadnione. Ponadto są już wstępne plany opracowania właściwej ustawy o mniejszościach narodowych pod kuratelą litewskiego Ministerstwa Kultury.

Stosunki polsko-litewskie – nie tylko w wymiarze medialnym – zdominowały problemy mniejszości polskiej na Litwie. W obu krajach bez trudu usłyszeć można głosy polityków, którzy tarcia między narodami wykorzystują do politycznych rozgrywek, zniekształcając rzeczywistość i rysując sytuację w zbyt ciemnych barwach („lituanizacja Polaków”, „polonizacja Litwinów”). Przodują w tym zwłaszcza nacjonaliści, ale na polskich lękach potrafią grać też przedstawiciele najwyższych władz państwowych Litwy. Dlaczego tak się dzieje?

Politykom zbyt łatwo przychodzi grać ową kartą, skoro wiedza Polaków o współczesnych Litwinach i Litwinów o dzisiejszej Polsce jest tak słaba. Potwierdzają to badania wizerunku zlecone przez Instytut Spraw Publicznych i Fundację im. Bronisława Geremka. Przykładowo, blisko połowa naszych rodaków nie potrafi wskazać Litwy na mapie…

Obszerne omówienie wyników badań opublikował tygodnik „Polityka” w numerze 16/2013 pióra Jagienki Wilczak. Na potrzeby niniejszego tekstu zwrócę uwagę na następujące problemy wskazane przez badaczy, ekspertów i liderów opinii, występujące w relacjach polsko-litewskich. Są to: „(…) brak możliwości zapisywania nazwisk w dokumentach zgodnie z polską pisownią, brak dwujęzycznych (litewsko-polskich) tablic z nazwami ulic w regionach zamieszkanych przez polską mniejszość, zamykanie polskich szkół i przyjęcie niekorzystnej ustawy oświatowej, zwrot ziemi litewskim Polakom” (por. s. 114, „Obok siebie. Wzajemne postrzeganie się Polaków i Litwinów”, Aleksander Fuksiewicz, Jacek Kucharczyk, Agnieszka Łada).