Newsletter

Łotewska eurolekcja

Benjamin Preisler, 13.05.2013
Czy doświadczenia Łotwy są przydatne dla Polski, w której debata o korzyściach i kosztach pełnego członkostwa w Unii Gospodarczej i Walutowej trwa od dawna?

W marcu rząd łotewski oficjalnie poprosił o przyjęcie kraju do strefy euro. Czy doświadczenia Łotwy są przydatne dla Polski, w której debata o korzyściach i kosztach pełnego członkostwa w Unii Gospodarczej i Walutowej trwa od dawna?

Gdy w Polsce toczy się dyskusja na temat przyjęcia euro, Łotysze złożyli wniosek o członkostwo w eurolandzie. W świetle unikalnych uwarunkowań demograficznych, geograficznych i językowych Łotwy trudno jednak wskazać na jakieś analogie między oboma krajami czy też wysnuć z łotewskich doświadczeń gospodarczych jakąś naukę dla Polski.

Podobnie jak Polska, Łotwa to jeden z ośmiu krajów zobowiązanych europejskim prawem traktatowym do przyjęcia wspólnej waluty. 4 marca rząd łotewski oficjalnie poprosił o przyjęcie do strefy euro, co można odczytać jako zwieńczenie debaty o korzyściach i kosztach pełnego członkostwa tego kraju w Unii Gospodarczej i Walutowej. Taka debata nadal trwa nad Wisłą.

Cena przemian

Dawna radziecka republika zapłaciła wysoką cenę za wytrwałe dążenie do wypełnienia w trakcie kryzysu finansowego kryteriów z Maastricht, tj. utrzymywania sztywnego kursu łata do euro i radykalnego obniżenia wskaźników inflacji w 2009 roku. Olli Rehn, komisarz europejski ds. gospodarczych i walutowych, w niezwłocznej odpowiedzi na wniosek pochwalił Łotwę za odniesione sukcesy. Osoby bliżej zaznajomione z utrzymującą się w kraju trudną sytuacją ekonomiczną mogły jednak uznać tę ocenę za ironiczną.

Gospodarcze cierpienia Łotwy, wywołane dobrowolnym i rygorystycznym przestrzeganiem kryteriów z Maastricht, jak również brak reakcji na powstałe problemy, można uznać za coś zaskakującego. Po okresie przedkryzysowego boomu, cechującego się szybkim tempem wzrostu PKB, uwaga rządzących skupiła się na obniżeniu wskaźników inflacji, które jeszcze w 2008 roku sięgały 15 proc.

Ta decyzja przyczyniła się jednak do głębokiej recesji, której apogeum przypadło na rok 2009, gdy PKB skurczyło się o 17,5 proc. Jednocześnie Łotwa ostro ścięła swój deficyt budżetowy z poziomu 9,8 proc. do zaledwie 1,2 proc w 2012 roku. Niezmiennie utrzymywano przy tym sztywny kurs walutowy w stosunku do euro – nawet wtedy, gdy w latach 2008-2011 wymagało to przejściowej (spłaconej już dziś) pożyczki ze strony UE i MFW.

Byle do euro

Tym samym Łotwa, inaczej niż np. Wielka Brytania, wyrzekła się korzystnych dla wzrostu eksportu i redukcji zadłużenia skutków podwyższonej inflacji i słabszej waluty. Podjęte przez Łotyszy kroki podyktowane były wyłącznie dążeniem do tego, by jak najszybciej móc ubiegać się o członkostwo w strefie euro.

Koszty przyjęcia takiego kursu w polityce makroekonomicznej – czyli koszty owego „sukcesu“ – okazały się bardzo dotkliwe. PKB per capita nadal utrzymuje się na poziomie niższym niż w przedkryzysowym roku 2007, zaś bezrobocie wynosi 14 proc. To wskaźnik wysoki, ale i tak lepszy niż w latach 2009-2010, gdy bez pracy pozostawało rekordowe 21 proc. obywateli. Od 2009 roku przybrał na sile zapoczątkowany jeszcze przed kryzysem proces wyludniania się Łotwy w wyniku emigracji młodych i wykształconych obywateli. Co prawda, sytuacja ta obniża wskaźniki bezrobocia, ale z drugiej strony obarcza kraj dramatycznym problemem demograficznym. Dodajmy, że osoby opuszczające Łotwę są tymi, które zapewne mogłyby najmocniej wesprzeć rozwój gospodarki.

Inne zagrożenia

Niezależnie od poniesionych przez kraj wyrzeczeń, ustalana przez Europejski Bank Centralny dla całej strefy euro stopa procentowa najpewniej okaże się w przyszłości niedopasowana do łotewskich uwarunkowań. Stanie się tak ze względu na oczekiwany silny wzrost PKB Łotwy, będący wynikiem procesów konwergencji. W związku z usztywnieniem kursu walutowego ten problem już dawał o sobie znać w latach przedkryzysowych i zapewne pojawi się znowu w najbliższej przyszłości. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę mizerne tempo wzrostu gospodarczego w pozostałych regionach Europy.

Inne potencjalne zagrożenie dla Łotwy polega na tym, że asymetrycznie wysokie wskaźniki wzrostu mogą przyczynić się do rozwoju nierównowag makroekonomicznych w „hiszpańskim” stylu. Wydarzenia na Cyprze i związane z nimi przepływy rosyjskiego kapitału z ogarniętej kryzysem wyspy na Łotwę tylko zwiększają to niebezpieczeństwo.

Można więc pokusić się o pytanie, dlaczego większość łotewskich przywódców politycznych tak mocno popierała – i nadal popiera – członkostwo w Unii Gospodarczej i Monetarnej. Zaskakujący przy tym jest fakt, że choć poparcie obywateli dla pomysłu przyjęcia euro kształtuje się na poziomie 33 proc. i nadal spada, reakcja społeczna ograniczyła się tylko do umiarkowanego sprzeciwu wobec polityki zaciskania pasa.

Klucz do zagadki

Klucz do wyjaśnienia tej zagadki prawdopodobnie tkwi w szczególnej sytuacji ekonomicznej i politycznej kraju. Przede wszystkim Łotwa to mała, otwarta gospodarka związana głównie z państwami członkowskimi Unii Europejskiej, które kryzys strefy euro dotknął stosunkowo łagodnie. Co szczególnie istotne, Łotwa praktycznie nie handluje z gospodarkami południowych i zachodnich peryferiów. Ponadto drastycznego spadku PKB o 24 proc. w latach 2008-2009 można byłoby uniknąć, gdyby kraj należał do strefy euro. Recesja w dużej mierze wywołana została nagłym brakiem płynności (w krajowym systemie finansowym – przyp. tłum.), któremu interwencja EBC mogłaby zapewne zapobiec.

Samodzielne próby rozwiązania problemu przez Łotwę byłyby skuteczne tylko w przypadku silnego poluzowania polityki monetarnej. To jednak położyłoby kres sztywności kursu walutowego wobec euro. Przyjęcie wspólnej waluty nie przyniesie zatem tak poważnych kłopotów gospodarczych, jakie obecnie obserwuje się w południowej Europie. Łotewski budżet odznacza się stabilnością, dług publiczny wynosi 42 proc. PKB i utrzymuje się w bezpiecznej odległości od limitu nakreślonego przez kryteria z Maastricht. Natomiast od 2011 roku gospodarka ponownie notuje wzrost.

Kolejną cechą szczególną Łotwy jest jej mała populacja i liczna emigracja młodych ludzi. Kraj w XXI wieku notuje ujemne saldo migracji. Odpływ ludności wzrósł w latach boomu, a w dobie kryzysu wręcz eksplodował. Z tego powodu przynajmniej część (względnie) korzystnych zmian na rynku pracy powinna być rozpatrywana z uwzględnieniem tego, jak wielu Łotyszy spakowało walizki i wyjechało. Podobne dostosowania praktycznie nie wchodzą w grę w przypadku większych krajów.

Czynnik rosyjski

Na koniec dodajmy, że Łotwę cechują silne polityczne i językowe różnice między obywatelami łotewsko- i rosyjskojęzycznymi, a obawy przed Rosją mają tu genezę historyczną. Większościowa rosyjskojęzyczna partia w parlamencie jest zmarginalizowana przez koalicję partii łotewskojęzycznych, mimo że partia premiera Valdisa Dombrovskisa została zdeklasowana w wyborach w roku 2011. Dlatego głębsza integracja z Unią Europejską jest dla Łotwy kwestią zarówno gospodarczą, jak i polityczną.

Czy doświadczenia Łotwy mogą być przydatne dla Polski? Jeśli w ogóle, to w niewielkim stopniu. Gospodarka polska jest nie tylko dużo większa niż łotewska, ale też praktycznie nie ucierpiała w wyniku wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku i jego następstw. Wypada jednak zaznaczyć, że również nad Wisłą notuje się w ostatnich latach stopniowy przyrost bezrobocia.

Tłum. Monika Serzysko, Jan Gmurczyk

*Benjamin Preisler – magister nauk politycznych i ekonomicznych. Pochodzi z Niemiec, studiuje w  Kolegium Europejskim w Natolinie. Pracował przy projektach badających ryzyko polityczne i ekonomiczne