Newsletter

Chadecja zwiera szeregi

Weronika Przecherska, 29.04.2013
Unia nie musi być coraz bardziej prawicowa czy lewicowa, musi być jednak rozpoznawalna i sprofilowana – deklarują przed wyborami politycy niemieckiej chadecji

Kiedyś chciał zakazać koncertu Madonny, bo uznał go za bluźnierstwo. Przyznaje, że trudno byłoby mu pogodzić się z homoseksualizmem własnego dziecka. Pytany o tabletkę antykoncepcyjną, odpowiada słowami papieskiej encykliki. Ona sprawiedliwie dzieli z mężem obowiązki domowe. Angażuje się walkę o równouprawnienie kobiet i nie ma nic przeciwko rozwodom.

Tak przed rokiem o swoich poglądach rozmawiali konserwatywny poseł CSU Norbert Geis i najmłodsza posłanka Unii Nadine Schön na łamach „Der Spiegel“. Dwie różne historie. Dwie skrajnie różne postawy życiowe. Wreszcie – dwa oblicza chadecji.

Przez ostatni rok komentatorzy nieraz mieli okazję przyglądać się tym tak odmiennym twarzom Unii. Chadecy nie mówili jednym głosem chociażby w kwestii praw dla związków partnerskich czy Betreuungsgeld. Całkiem niedawno podzieliła ich debata o parytetach w zarządach i radach nadzorczych przedsiębiorstw. Pomimo wewnątrzpartyjnych różnic, CDU/CSU opowiedziały się ostatecznie przeciwko wprowadzeniu ustawowego parytetu dla kobiet. W perspektywie 2020 roku kobiety mają jednak stanowić 30 proc. w radach nadzorczych. Dodatkowo ustawowa kwota ma być wpisana w wyborczy program Unii.

To kompromis teoretycznie łączący zwaśnione strony. Nie da się jednak ukryć, że na wynik głosowania wpływ miała partyjna dyscyplina. Poprzedzające go dyskusje wywołały zaś spory ferment w partii i po raz kolejny podzieliły chadeków.

Tym bardziej wyjątkowy jest manifest opublikowany w ubiegłym tygodniu przez przedstawicieli konserwatywnego i nowoczesnego skrzydła CDU na łamach politycznego magazynu „Cicero”. Konserwatywną stronę reprezentuje Christean Wagner, założyciel tzw. Berliner Kreis – nieformalnej grupy polityków chadecji sprzeciwiających się nowoczesnemu kursowi partii i popierającemu powrót do konserwatywnych wartości. Twarzą chadeckich postępowców jest poseł Matthias Zimmer.

Co piszą w manifeście, który z założenia ma pogodzić podzieloną Unię? „Unia nie musi być coraz bardziej prawicowa czy lewicowa, musi być jednak rozpoznawalna i sprofilowana” – deklarują Wagner i Zimmer. Solidarnie zapowiadają zakończenie partyjnej „walki w okopach” i wzywają partię do „połączenia tradycyjnych i modernizacyjnych sił”. Nie ukrywają, że kluczem do wyborczego sukcesu jest zestawienie w ramach jednej struktury różnych społecznych interesów, przy jednoczesnym wyraźnym sprofilowaniu partii. Partia musi reprezentować wielość głosów, jednocześnie nie sprawiając wrażenia chaosu. Tylko wtedy może liczyć na ponad 40-proc. poparcie społeczne. A właśnie to jest celem chadecji w nadchodzących wyborach.

Komentatorzy są zgodni, że kolejna kadencja Merkel jest dziś bardzo prawdopodobna. Według ostatniego cotygodniowego badania opinii publicznej Instytutu Forsa (na zlecenie Stern oraz RTL), gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, chadecja i FDP uzyskałyby łącznie 47 proc. poparcia. Taka ilość głosów zapewniłaby im zdobycie parlamentarnej większości i trwałość koalicji.

Ostatnie wybory w Dolnej Saksonii pokazały jednak chadekom i liberałom, że sukces wyborczy może umknąć im dosłownie o włos. Sytuacji nie ułatwia też stosunkowo głośny polityczny debiut eurosceptycznej Alternatywy dla Niemiec. Obawy o wyborczy wynik eurosceptyków słychać dziś ze strony najważniejszych chadeckich polityków, choćby ministra finansów Wolfganga Schäuble. Merkel niepokoić może także dość kruche poparcie dla liberałów. Obserwując balansującą na skraju wyborczego progu FDP, można sobie przypomnieć słynne słowa kanclerz z partyjnego kongresu w Hanowerze: „Być może Bóg stworzył FDP, żeby nas wypróbować”. Walcząc o niepewną większość, chadecy z pewnością będą zabiegali o każdy głos poparcia. Mówienie jednym głosem może im go przed wyborami zdecydowanie przysporzyć.