Newsletter

Francja: Optymizm lewicy, gniew prawicy

Małgorzata Mandola, 26.04.2013
Francja praktycznie dołączyła do grona 9. krajów europejskich i 14. na świecie, w których zalegalizowano małżeństwa homoseksualne

Strona 1

Francja praktycznie dołączyła do grona 9. krajów europejskich i 14. na świecie, w których zalegalizowano małżeństwa homoseksualne

Francja to czternasty kraj, po Urugwaju, Kanadzie, Republice Południowej Afryki, Argentynie i Nowej Zelandii, Holandii, Belgii, Hiszpanii, Norwegii, Szwecji, Portugalii, Islandii i Danii, w którym małżeństwo zawrzeć mogą pary tej samej płci. Spośród wymienionych krajów tylko w Portugalii pary homoseksualne nadal nie mogą adoptować dzieci.

Gdyby jeszcze wspomnieć o krajach, w których tolerowane są związki jednopłciowe, czyli te, które zalegalizowały związki partnerskie, a jest to Kolumbia, Szwajcaria, „katolicka” Irlandia, Finlandia oraz nasi sąsiedzi, Niemcy (i to od 2001 roku) oraz Czesi (od 2006 r.), lista robi się znacznie dłuższa.

Jak przebiegały obrady

Ustawa, która legalizuje związki małżeńskie oraz adopcje dzieci została we Francji przegłosowana 23 kwietnia 2013 roku, większością 331 głosów, wobec 225 przeciw i 10 głosów wstrzymujących się.

Nie można jednak powiedzieć, że Francja, w historycznym dla siebie głosowaniu, przyjęła nowe prawo ze spokojem. Na minutę przed zakończeniem głosowania, jedna osoba z publiczności przysłuchująca się obradom na sali zakłóciła porządek i została wyprowadzona przez strażników. Opozycja już teraz zapowiada, że gdy tylko dojdzie do władzy po wyborach w 2017 roku od razu wycofa świeżo przegłosowaną ustawę.

Kontrowersje, jakie budzi nowe prawo, od samego początku były spore. Historycznie parlamentarna debata, jeszcze nad związkami partnerskimi, była zagorzała, ale nie przekroczyła norm przyzwoitości.

Podczas gdy posłowie lewicy, nie tylko rządzącej PS, ale również PC, PRG, EELV (Partii Komunistycznej, Radykalnej Partii Lewicy oraz Proeuropejskiej Partii Ekologów) głosili pochwalne mowy o tym, że Francja dokonała ogromnego postępu, z którego każdy obywatel może być dumny, gdyż od teraz wiele dzieci będzie mogło mieć prawowitych rodziców. Zaś umiarkowani posłowie UDI i UMP (Unii Niezależnych Demokratów oraz Unii na Rzecz Ruchu Ludowego) kontestowali ich słowa, głosząc, że ingerując w kwestie rodzicielskie zaburzają fundamenty całego społeczeństwa.

I tak atakowano lewicę, zarzucając jej, że pod pretekstem równości dorosłych, tworzy się nierówność społeczną wobec dzieci; że w ich prawie rządzi strona silniejsza. Lewica podtrzymywała swoje stanowisko, pozostając dumna z nowo powstałego prawa, zgodnego z wartościami Republiki. „Równość praw dla wszystkich wchodzi w życie”; „Przypomnijmy sobie, jak późno kobiety w naszym kraju otrzymały prawo głosu, i bynajmniej nie zniszczyło to fundamentów rodziny, jak głosili niegdyś przeciwnicy sufrażystek. Wręcz przeciwnie, dzięki temu francuska rodzina ewoluowała”; „Dzisiejszy dzień jest inny od wszystkich, gdyż dziś Francja nadrabia opóźnienie i zacofanie wobec innych krajów europejskich i światowych” – słychać było 23 kwietnia we francuskiej izbie niższej.

„Nowa ustawa pokazuje, że Francja jest krajem, w którym mniejszość jest wysłuchana i szanowana, a niesprawiedliwość społeczna jest usuwana”; „Choć padały oskarżenia o dzieciobójstwo (w sprawie zalegalizowanej aborcji – mm), nikt nie może niczego zarzucić nowej ustawie” – ripostowała lewica wobec prawicy. Senatorowie partii UMP i UDI twierdzą inaczej. Nowa ustawa jest, według nich, sprzeczna z istniejącym międzynarodowym prawem publicznym, oraz że definicja małżeństwa, fundament ustanowiony przez Republikę, nie może zostać zmieniona jedną, zwykłą ustawą. Zapewnili, że małżeństwom jednopłciowym nigdy nie powiedzą w Radzie Konstytucyjnej „tak”, a usunięcie tej ustawy będzie pierwszą rzeczą, jaką zrobią, jeśli uda im się dojść do władzy po wyborach w 2017 roku.

Dyskusja na ulicach

Nie można powiedzieć tego samego o dyskusjach poza murami francuskiego parlamentu. Uliczne protesty, które towarzyszą każdemu wydarzeniu dotyczącemu tejże ustawy, nie ustawały. Więcej, przewiduje się, że będą rosnąć, dopóki francuska Rada Konstytucyjna nie zatwierdzi jej ostatecznie, co stanie się najpóźniej 24 maja.

To, co działo się na ulicach Paryża oraz wielu innych miast Francji, nie miało wiele wspólnego z pokojową manifestacją. W stolicy doszło do bójek z policją. Kilka oddziałów CRS (prewencja – mm) ustawiło na ulicach Paryża barykady, na które tłum rzucił się, dewastując ogrodzenie zabezpieczające roboty drogowe. Zamaskowani uczestnicy rzucali w oddziały policji ciężkimi przedmiotami. Użyto gazu łzawiącego.

Obawiano się, że manifestacje mogą wymknąć się spod kontroli, szczególnie po przegłosowaniu ustawy. Dlatego w gotowości od rana było tysiąc policjantów a nawet wojskowych, którzy zabezpieczali szczególnie okolice budynku Assemblée Nationale, Palais de l’Elysée i Hôtel de Matignon (siedziba premiera). Członkowie ruchu LGBT zebrali się pod urzędem miasta, a przeciwnicy małżeństw jednopłciowych pod budynkiem Assemblée Nationale.