Newsletter

Duma mechanika

Matthew B. Crawford, 30.04.2013
Mnóstwo zawodów wykonywanych przez „białe kołnierzyki” prowadzi do zidiocenia

Mnóstwo zawodów wykonywanych przez „białe kołnierzyki” prowadzi do zidiocenia. Do ich wykonywania wcale nie jest potrzebna wiedza zdobyta na uniwersytecie. A sam dyplom jest tylko narzędziem, pozwalającym tę pracę zdobyć – mówi dr Matthew B. Crawford w rozmowie z Aleksandrą Kaniewską

Aleksandra Kaniewska: Kilka lat temu napisał pan książkę o wartości pracy fizycznej, która stała się bestsellerem („The Case for Working with Your Hands: or Why Office Work is Bad for Us and Fixing Things Feels Good”). Jaką przewagę ma praca fizyczna nad umysłową – szczególnie nad korporacyjną, o której marzą młodzi ludzie po studiach?

Matthew B. Crawford: Zawody rzemieślnicze budują poczucie dumy z wykonanego zadania. Nie można tego dziś powiedzieć o wielu innych rodzajach pracy. Na przykład, jeśli szef ma jakieś zastrzeżenia do tego, jak stolarz wykonał swoją pracę, ten zawsze może mu powiedzieć: „To jest proste, wypoziomowane i doskonale kwadratowe – sam sprawdź!”. Jednak gdy daną pracą nie rządzą tak konkretne standardy, nigdy nie można być pewnym, czy zadanie zostało dobrze wykonane. Wszystko jest kwestią interpretacji. Może upłynąć wiele czasu, zanim wywnioskuje się, co inni sądzą na twój temat.

Biuro, w porównaniu ze stanowiskiem pracy fizycznej, to dość paranoidalne miejsce. Natomiast jeżeli jesteś elektrykiem, to albo umiesz podłączyć przewód, albo nie. I każdy od razu to zauważy. Tak więc twoja samoocena opiera się na solidnych podstawach. Jesteś mniej podatny na manipulację i walkę o popularność, co często wywołuje u ludzi pracujących w korporacjach emocjonalną huśtawkę. A później wypalenie zawodowe.

Jest pan pisarzem i filozofem, a jednocześnie od wielu lat prowadzi pan warsztat motocyklowy. Kiedy zdał pan sobie sprawę, że praca fizyczna daje olbrzymie poczucie zadowolenia i jest powodem do dumy?

Prawda jest brutalna. Zdobyłem doktorat, ale nie mogłem znaleźć dobrej pracy na uczelni. Na Zachodzie ten los spotyka wiele osób ze stopniami naukowymi, bo zazwyczaj na każde wolne miejsce wykładowcy są setki chętnych. A więc motocyklami zająłem się z konieczności. Praca ta bywa frustrująca, ale nigdy nie jest irracjonalna.

Dlaczego?

Bo motocykl albo uda się zapalić i sprawić, że jedzie jak trzeba, albo nie. A jeśli nie, to nie ma zbyt wielu możliwości, dlaczego tak się dzieje. Poza tym dzięki pracy w warsztacie mam bliski kontakt z klientem, twarzą w twarz. Nie ma wielu poziomów abstrakcji, które rozmywałyby naszą relację. Ważne jest doświadczenie i odpowiedzialność za wykonane zadanie oraz poczucie dobrze spełnionego obowiązku, jeśli wszystko się uda. Naprawienie motocykla to relatywnie skromne osiągnięcie, ale z drugiej strony, coś trwałego i niezaprzeczalnego. Coś, co mówi samo za siebie. Wystarczy wskazać naprawioną rzecz palcem.

Jak różnicuje pan te dwa obszary pracy: umysłowy i fizyczny?

Sądzę, że ważniejsze od pytania: czy pracujesz manualnie, czy nie, jest inne: czy praca, którą wykonujesz wymaga od ciebie własnego osądu? I właśnie w kontekście tego drugiego pytania warto na nowo przyjrzeć się zawodom rzemieślniczym. Otóż, to nie jest praca dla każdego, ale może być całkiem dobrym źródłem utrzymania dla tych, którzy lubią myśleć podczas wykonywania zadań.

Sugeruje pan, że w biurze się nie myśli?

Bez przesady. Ale jest bardzo wiele zawodów wykonywanych przez „białe kołnierzyki”, które prowadzą do zidiocenia. Okazuje się często, że do ich wykonywania wcale nie jest potrzebna wiedza zdobyta na uniwersytecie. A sam dyplom uniwersytecki jest tylko narzędziem, które pozwala tę pracę zdobyć. Zarobki też niekoniecznie są wyższe. Po skończeniu studiów magisterskich znalazłem pracę w pewnej firmie. To była biurowa wersja linii produkcyjnej! A do tego zarabiałem niemal połowę mniej niż wtedy, kiedy dorywczo pracowałem jako elektryk bez licencji.

Możliwość zarabiania nienajgorszych pieniędzy jest w stanie przekonać wielu adeptów wyższego wykształcenia do pracy fizycznej. Co jeszcze?

Pracy hydraulika, elektryka lub mechanika nigdy nie da się sprowadzić do prostego wykonywania następujących po sobie czynności. Fizyczne okoliczności, w jakich wykonuje się te prace, są tak różnorodne, że człowiekowi nigdy nie zagrozi rutyna. Te prace wymagają improwizacji i bystrości umysłu. W efekcie ma się poczucie bycia człowiekiem, a nie trybikiem bezdusznej maszyny.

Czy to prawda, że – jak powtarza socjolog Richard Sennett – rzemiosło doskonali człowieka?

Główną korzyścią jest doświadczanie oddziaływania jednostki na świat. W pracy manualnej widać bezpośredni skutek mojego działania. Do tego dochodzi świadomość, że wykonana praca to moje dzieło. Sądzę, że jedną z głównych cech współczesnego życia jest poczucie, że poruszamy się po torach zaprojektowanych z oddali przez bezosobowe siły, których nie jesteśmy w stanie pojąć. Niektórzy z nas martwią się, że przy technologicznym zaawansowaniu stajemy się coraz głupsi. I zaczynamy się zastanawiać, czy intelektualne zrozumienie świata rzeczywiście może zależeć od naszej umiejętności fizycznego, aktywnego jego okiełznania.

Wedle zasady: żeby zrozumieć, jak działa samochód, trzeba go zbudować.

Otóż to. Dlatego tak ważna jest obecność przedmiotów technicznych w szkołach. Majsterkowanie, czyli rozbieranie rzeczy na czynniki pierwsze, daje pojęcie, jak działają. Dzięki temu młodzi ludzie zaczynają rozumieć otaczający świat. I odwrotnie – jeżeli nie masz poczucia, że możesz mieć wpływ na świat, nie czujesz się za niego odpowiedzialnym. Być może dlatego tak wielu młodych ludzi ucieka w świat wirtualny, w gry komputerowe, w których fantazjują o jakimś konkretnym działaniu bez ponoszenia za nie prawdziwych konsekwencji.

Czy potrafi pan wyobrazić sobie społeczeństwo, w którym pracownicy fizyczni są szanowani tak samo jak umysłowi?

Utopijna zasada głosi: niech doskonałość zwycięży. W każdym społeczeństwie konwencjonalny system hierarchii uważa się za naturalną arystokrację – czyli za merytokrację. Chociaż gdzieś słyszałem jednak, że jedyna naturalna arystokracja, która kiedykolwiek miała władzę, to kobiety o długich nogach…

Doskonałość, która dziś rości sobie prawo do rządzenia w świecie, to przymioty umysłu lub wiedza. Stąd takim szacunkiem cieszą się lekarze i prawnicy. A teraz – nie naruszając rządzących dzisiejszym światem zasad – spójrzmy, ile myślenia i wiedzy wymaga praca mechanika samochodowego. To on sprawdza i naprawia samochód, którym codziennie jeździmy. Miło jest odnaleźć pokłady szacunku wszędzie tam, gdzie dotąd nie dopuszczaliśmy jego obecności.

tł. Joanna Przyjemska

*Matthew B. Crawford – doktor filozofii politycznej, właściciel warsztatu motocyklowego, autor dwóch bestsellerów na temat wartości pracy własnych rąk: „The Case for Working with Your Hands: or Why Office Work is Bad for Us and Fixing Things Feels Good” oraz „Shop Class as Soulcraft: An Inquiry Into the Value of Work”

Tekst ukazał się na stronie Instytutu Obywatelskiego w cyklu Lupa Instytutu: Co z tą pracą?