Newsletter

Czy da się inaczej myśleć o Polsce?

Dominika Blachnicka-Ciacek, 24.04.2013
Obchody rocznicy powstania w warszawskim getcie to więcej niż PR-owy chwyt polskiego rządu

Obchody rocznicy powstania w warszawskim getcie to więcej niż PR-owy chwyt polskiego rządu

Szkoda, że wpływowa izraelska gazeta Haaretz zobaczyła obchody 70. rocznicy Powstania w Getcie Warszawskim głównie w kategoriach PR-owego chwytu, o czym można było przeczytać w jednej z ich relacji. W kontekście tych szczególnych uroczystości, szkoda, że kolejny izraelski dziennikarz, tym razem Ofer Aderet, wolał okopać się w stereotypach na temat Polski niż dostrzec zmiany zachodzące tu przez ostatnie lata.

A właściwie, może nie powinnam być zaskoczona? Przeglądając archiwum Haaretza łatwo zauważyć, że tekst Adereta idealnie wpasowuje się w sposób relacjonowania przez tę gazetę „historii z Polski” – tego zacofanego, barbarzyńskiego i antysemickiego kraju.

Postanowiłam więc napisać do redakcji dziennika list. Jego główną intencją nie było przekonanie redaktorów Haaretza, że Polska jest krajem wolnym od antysemityzmu. Bo nie jest. I Haaretz ma rację piętnując na swoich łamach każdy przejaw takich poglądów i zachowań. Ten tekst jest więc raczej prośbą o dostrzeżenie tego, że w Polsce wiele się zmieniło: zarówno w stosunku do Żydów, jak również w naszym własnym postrzeganiu polsko-żydowskiej historii. Niestety, o tych zjawiskach Haaretz nie pisze.

Gdyby redaktorzy Haaretzu byli odrobinę bardziej otwarci na pozytywne wiadomości z Polski, dostrzegliby toczącą się od ponad dekady trudną dyskusję na temat postaw i zachowań Polaków wobec Żydów w czasie wojny, a także pogromów dokonywanych przez polskich chrześcijan na polskich Żydach, którzy zdołali tę wojnę przetrwać. A przecież to nie są łatwe tematy dla narodu, który przez długi czas uważał się wyłącznie za ofiarę wojny (nie zapominajmy, że oprócz 3 milionów polskich Żydów, naziści wymordowali też 2,5 miliona polskich chrześcijan).

W kontekście krzywd wojennych, jakie Polacy ponieśli w czasie i po wojnie, trudno jest przyjąć wiadomość, że bywaliśmy również ich sprawcami. Owszem, być może najwięcej drzewek w Ogrodzie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w Jad Waszem należy do Polaków. Ale dziś mówimy otwarcie też i o tym, że my Polacy, i nie były to pojedyncze przypadki, również mordowaliśmy swoich żydowskich sąsiadów, a także zbyt często milczeliśmy w obliczu zagłady. Jest to lekcja, którą jako społeczeństwo właśnie odrabiamy, rozmawiając coraz bardziej otwarcie o swojej historii – i tej bohaterskiej, i tej strasznej.

Gdyby więc komentatorzy Haaretza byli trochę mniej zamknięci na dzisiejszą Polskę, odnotowaliby na swoich łamach, że na kilka tygodni przed obchodami 70. rocznicy powstania w Gettcie Warszawskim, pojawiła się fala ważnych tekstów na temat stosunku AK do bojowników z warszawskiego getta i o niełatwych relacjach między “żydowską” a “aryjską” stroną w czasie okupacji Warszawy. Haaretz, z tego co mi wiadomo, milczał w całości na temat tej ważnej dyskusji przytaczając jedynie jeden antysemicki jej wątek, pochodzący zresztą z wywiadu z profesorem Krzysztofem Jasiewiczem, w tekście zatytułowanym: „Wybitny profesor obwinia Żydów za Holokaust”.

Wróćmy jednak do wspomnianego na początku tekstu Adereta. Nie bronię tu idei sprezentowania pyłu z Umschlagplatz jako pamiątki z uroczystości, nie lekceważę też błędu drukarskiego na okładce wierszy Juliusza Tuwima, które były prezentami dla gości obchodów. Czynienie jednak z zestawu suwenirów głównego tematu relacji z obchodów 70. tej rocznicy powstania w gettcie warszawskim wydaje się nieporozumieniem. Mam wrażenie, że Haaretz stracił z pola widzenia coś znacznie ważniejszego. Oto Polacy, i to nie tylko rząd, zaczynają powoli uznawać losy żydowskiej społeczności nie za część osobnej, ale swojej własnej historii.  Długie kolejki przed nowo otwartym Muzeum Historii Żydów Polskich to jeden z przykładów tej zmiany.

Gdyby Aderet zagłębił się w opisywane przez siebie wydarzenia, poznałby też symbolikę żonkila. Pomysł na „logo”, które autor wyśmiewa w swoim komentarzu, pochodzi od sposobu, w jaki Marek Edelman, legendarny przywódca powstania w warszawskim getcie, oddawał cześć jego ofiarom. Dlatego w połowie kwietnia na ulicach Warszawy można było spotkać ludzi spacerujących z żonkilami przypiętymi do ubrania – na znak pamięci o tych tragicznych wydarzeniach.

Dziennikarz mógłby również sprawdzić, że w dniach poprzedzających obchody rocznicy, warszawiacy sami zorganizowali się, żeby namalować w dzielnicy Muranów, na byłym terenie getta, ogromny mural z podobizną Edelmana z żonkilem w dłoniach i słowami: „Najważniejsze jest życie, a  jak już jest życie, to najważniejsza staje się wolność, a potem oddaje się życie za wolność”. Być może jest tak, że postać Edelmana, tak droga sercu Polaków – i chrześcijan, i żydów, burzy komfort izraelskich przekonań na temat Polski jako miejsca śmierci, a nie miejsca życia. Edelman, przeciwnik syjonistycznego projektu, nie wyjechał po wojnie do Izraela. To Polska pozostała jego domem i jego życiem.

Swój list do redakcji dziennika Haaretz napisałam jako polska chrześcijanka, myśląc jednocześnie o mojej żydowskiej rodzinie mieszkającej w Izraelu. Obawiam się, że izraelskie media często podsycają strach i niechęć Izraelczyków do ojczyzny ich przodków. Mam nadzieję, że nadejdzie kiedyś dzień, w którym w opiniotwórczych mediach będą mogli przeczytać, że historia Polski, podobnie jak historia mojej rodziny, jest bardziej skomplikowana i mniej jednoznaczna niż upraszczająca siła stereotypu.

Potępiając wszelkie przejawy antysemityzmu, Polacy i Izraelczycy powinni otaczać wspólną troską wszelkie działania i gesty, nawet tak drobne jak żonkil w klapie marynarki, które “oczyszczają” nasze relacje ze strachu przed Obcym i kształtują je w duchu otwartości w wzajemnego szacunku.

*Dominika Blachnicka-Ciacek – doktorantka socjologii wizualnej w Goldsmiths College Uniwersytetu Londyńskiego. Była wolontariuszką Ekumenicznego Programu Współtowarzyszenia w Palestynie i Izraelu (EAPPI).

Tekst ukazał się też jako polemika na stronie izraelskiego dziennika „Haaretz”.